Czy uprawiałaś już seks ze swoim Systemem Operacyjnym? Nie?!

14-01-2014, 09:00
Kategoria: 

Czy uprawiałaś już seks ze swoim Systemem Operacyjnym? Nie?!

Najpierw pomyślałem: JA TAK CHCĘ! A potem było tylko lepiej, weselej, ciekawiej. Ale samo zakończenie smutne, choć nietrudne do przewidzenia. Film Spike’a Jonze „Ona” może nie wbija w fotel, ale każe się głęboko zastanowić: WTF? Dokąd, k…a, zmierzamy?

Właśnie, ten początek. Przedpremierowy pokaz Sony dla mediów i blogerów. Widzimy faceta, Theodore’a Twombly (w tej roli świetny Joaquin Phoenix), który pracuje dyktując komputerowi listy. Jest pisarzem, pracuje w firmie, która w imieniu swoich klientów, za nich niejako, pisze listy – do ich najbliższych, do rodziców, dziewczyn, matek i kochanek. Oraz kochanków. Theodore dyktuje, a na ekranie pojawiają się odręcznie pisane słowa, jakby żywcem płynące spod piór, długopisów, ołówków.

Potem Phoenix idzie ulicą, jedzie metrem. Głos w słuchawce czyta mu najnowsze maile i po jednym słownym poleceniu – skasuj – kasuje, a po innym – odpowiedz – odpowiada. Potem czyta mu wiadomości, potem łączy go na czacie z nieznajomą kobietą, która chce dzięki pisarzowi osiągnąć orgazm wieczorową porą. Ja też, ja też! – wyrywa mi się w sali kinowej, ale nikt nie słyszy, żaden czat nie reaguje, bo to w końcu tylko kino, iluzja, na niby tak.

Jest pogodnie, zabawnie, romantycznie. I ten stan narasta: Theodore instaluje nowy system operacyjny (OS), który spełnia wszystkie wymagania klientów, nawet te najbardziej wysublimowane. System komunikuje się z Theodore seksownym głosem Scarlett Johansson (ja też, ja też! – wyrywa mi się ponownie, znów nikt nie słyszy), i wtedy akcja nabiera przyśpieszenia. Pisarz zakochuje się w systemie operacyjnym. Który przybiera głosową postać Samanthy.

TU PACZ! Oczywiście, że możliwe! Gdybyś – tak jak ja – posłuchał głosu Scarlett/Samanthy – też byś uwierzył. On naprawdę się zakochuje, miłością czystą, sterylną, rzekłbym – wzorową. Nigdy się nie kłócą (do czasu), ona go kocha na zabój (do czasu), on ją (do końca), słowem – jak to w relacjach człowieka z systemem – sielanka.

Fot. Her_kolaz

Jest to film pełen nadziei. Dla samotnych, singli, dla życiowych popaprańców z wyboru i z przymusu. Kochani, wkrótce nie będziecie sami! Będą was kochały roboty, a każdy będzie miał co najmniej głos Scarlett/Samanthy. Będą znały wszystkie wasze pragnienia, a jeśli ziści się wizja Spike’a Jonze, czasami – przy dobrych wiatrach – system będzie przybierał całkiem przyjemną, ludzką postać. Do wykorzystania, całkiem gratis.

Kto by tak nie chciał? Nie widzę! Dlaczego?

Jest w tym filmie nadzieja i smutek jednocześnie. Widzimy ludzi takich jak Theodore, którym do uczuć nie są już potrzebni inni ludzie. Bo jest wirtualna Scarlett/Samantha. Widzimy przeboskie wnętrza apartamentów w wieżowcach Los Angeles – wyprane z emocji. Widzimy świat niezwykłych technologii, które wszystkie służą człowiekowi, wzmacniają go, dają mu rozrywkę, wiedzę, informację. Mogą mu też dać seks (wirtualny, ale efekty dźwiękowe są takie same, jak w realu; albo w Tesco :-), mogą mu dać powodzenie, szczęście, pieniądze sławę. I widzimy, że wszystko to jest puste, żałosne, nijakie. Że taki świat nie ma sensu, że jest wyprany z prawdziwych uczuć, a prawdziwe uczucia nie rodzą się przecież między żywym i maszyną, lecz między żywymi – ludźmi. No, może też między ludźmi i zwierzętami (przykład tamagotchi to tylko wyjątek potwierdzający regułę).

Zobacz zwiastun:

Ostrzegam jednak – może się tak, cholera, zdarzyć, że te roboty zakochają się nie w nas, lecz same w sobie… Taka Samantha z jakimś tam, powiedzmy, Allanem zacznie kręcić na boku, za nic mając nasze uczucia… Zazdrość na przykład. Dojrzałeś już, misiu, do zazdrości o OS? Czy twój system operacyjny jest ci wierny, nie puszcza się, gdy śpisz? Masz pewność?

Dzieło Spike’a Jonze ma momenty doskonałe, prześmieszne, refleksyjne, ale ma też chwile, w czasie których z ekranu wieje nudą. Jest nierówne, co obniża jego wysoką ocenę. Ale – warte grzechu. Zobacz koniecznie, a jeśli jesteś singlem – zobacz koniecznie dwa razy! To nas czeka, chłopaki! To nas czeka, dziewczyny…

Do góry