Samsung Galaxy Camera: czy hybryda wygra ze smartfonem?

18-11-2013, 12:30
Kategoria: 

Samsung Galaxy Camera: czy hybryda wygra ze smartfonem?

Chyba nie podjąłbym się próby testowania tego aparatu, bo przecież nie jest już radosną świeżynką, gdyby nie moje ostatnie potyczki z Xperią Z1. Pomyślałem: a może jednak kompakty górą?

Samsung Galaxy Camera z całą pewnością nie jest aparatem zwykłym. Już pierwszy rzut oka na design każe powiedzieć choćby ciche woooow! Mnie najbardziej zakręcił wielki wyświetlacz, znajomy ze smartfonów, ale nieczęsty w aparatach kompaktowych. I wielkość, i jakość, i kąt widzenia, i wierność kolorystyki – wszystko wydawało mi się na miejscu. Do tego grip, dający przewagę nad smartfonami, choć wyprofilowany raczej na potrzeby małej dłoni, do tego niezła klasa obiektywu…

WRAŻENIA

Pierwsze wrażenia były więc co najmniej pozytywne. Ten nastrój utrzymał się po włączeniu aparatu: działa pod kontrolą systemu Android, jest więc czymś więcej niż maszynką do robienia zdjęć i filmów! Prawie jak smartfon, jedynie bez możliwości prowadzenia rozmów telefonicznych. Ściągniesz sobie pakiet biurowy, załadujesz filmy lub gry, wgrasz tysiące aplikacji… miód-malina. W trybie błyskawicznym prześlesz pliki z pomocą DropBoxa, co oznacza, że pamięć wewnętrzna jest mniej narażona na zapychanie. Możesz je przerzucić za pomocą łączności Wi-Fi, Wi-Fi Direct oraz Bluetoothem na smartfon lub tablet znajdującej się w pobliżu osoby, możesz obrabiać fotografie, montować filmy

Mnie oczywiście najbardziej interesowały funkcje fotograficzne i funkcjonalność tego aparatu w różnych warunkach. I generalnie jest tak: wielki zawód i radocha. Już wyjaśniam.

Radość sprawiło mi oglądanie zdjęć na i wszelkie operacje wykonywane na dotykowym ekranie, a także zdalny wizjer, czyli funkcja podglądu obrazu i sterowania aparatem za pomocą smartfonu. Jakość wydawała mi się znakomita, to ogromna zasługa wyświetlacza, który pokazuje naprawdę wiernie kolory i to w każdym typie ustawień.

Najbardziej przypadły mi do gustu ustawienia manualne, ponieważ opracowano je graficznie z najwyższym kunsztem. Tu trzeba oddać szacunek Samsungowi: nastawy są przepięknie skomponowane. Możemy ustawić wartości przysłony, czasu, ISO, możemy dokonać korekty ekspozycji, dowolnie przesuwamy punkt ostrości… Bajka.

Jeszcze więcej radości czeka użytkowników, którzy nie lubią kombinować przy robieniu zdjęć. Samsung wyposażył swoje dzieło w kilkanaście programów w trybie Smart: możesz upiększyć twarz, zrobić fotkę makro, jedzenie, serię zdjęć, pokazać sylwetkę na jasnym tle, wykonać stopklatkę w ekstremalnym ruchu, fotografować fajerwerki, ślady świetlne nocą i w ogóle – fotografować nocą. Od wyboru, do koloru. Można też zdać się na pełną automatykę, co polecam, ponieważ…

RZECZYWISTOŚĆ

Przy niektórych programach zaczynają się schody Samsunga w dół. Robię z ręki zdjęcie makro, używam fabrycznego trybu, aparat najpierw perfekcyjnie łapie ostrość i to z bliskiej odległości, a potem w cudowny sposób gubi ją i zdjęcie wychodzi nieostre. W innych przypadkach – jak z tym zielonym liściem poniżej – mimo ustawienia ostrości obiektywu na wewnętrzne włókna liścia, ostre jest wszystko dookoła, poza głównym obiektem.

Fot. Samsung2

Fot. Samsung3

Ale… chwilę potem aparat łapie każdy punkt ostrości doskonale. Nigdy więc nie wiesz – wyjdzie, nie wyjdzie… wyjdzie, nie wyjdzie…

Fot. Samsung8

Mniej radości miałem po zrzuceniu zdjęć na komputer. Wszystko to, co na ekranie Samsunga było soczyste, ostre, z czystą głębią ostrości, po włożeniu do komputera straciło swoją moc. Tak wyglądają zdjęcia, które – jak mi się zdawało – będą miały ostrość żyletki. Tu np. doskonałe w podglądzie i średnie po obejrzeniu w komputerze zdjęcie z 10-krotnym zoomem, zrobione z około 40 metrów.

Fot. Samsung4

A to już mocne zbliżenie – widok na pomnik z dalekiej perspektywy i zbliżenie z najwyższym, 21-krotnym zoomem:

Fot. Samsung5

To z kolei makro totalne, zrobione z odległości około 3 cm od książki. Podobne do niczego. Z takim samym ujęciem, z odległości 1 cm kompakty Sony radziły sobie w moich testach zdecydowanie lepiej (czytaj poniżej):

Fot. Samsung6

Miałem wielką nadzieję, że choć robione w listopadowy pochmurny dzień zdjęcia w miejskim plenerze będą co najmniej świetne. Jakie są? Oceń własnymi oczami.

Fot. Samsung11

Fot. Samsung12

Gdzieś tu niknie jakość, piksele nie są doświetlone, ostrość ucieka nawet w średnich planach, mimo dobrych ustawień, o ostrości w dalekim planie nie wspominając. Kiedy robiłem tu porównawcze fotki dwóch kompaktów Sony, nawet przez moment nie miałem z tym problemu, a przecież jeden z aparatów tej marki (DSC HX 20V) miał matrycę niewiele tylko lepszą od Samsunga (18 megapikseli w Sony i 16 w Galaxy Camera Samsunga). A jednak podobnych wad nie było. Oba aparaty Sony robiły świetnie ostre fotki nawet z odległości 1 centymetra.

Na koniec dnia postanowiłem jednak porównać dwa – wydawałoby się: nieporównywalne – produkty, czyli aparat Samsunga ze smartfonem Sony Xperia Z1.

Dlaczego? Wielkości wyświetlaczy zbliżone (choć w Xperii większy), zoom dużo lepszy w Samsungu, parametry obiektywu też bez specjalnie głębokich różnic – główną cechą oddzielającą oba urządzenia jest ich wielkość. Aparat Samsunga to ciężki kawałek sprzętu, dość gruby (wraz z uchwytem i obiektywem prawie 3,5 cm), wypychający kieszenie; to kompakt, nie smartfon. Jak wygląda porównanie zdjęć?

Najpierw Samsung Galaxy Camera, zdjęcie zrobione w trybie automatycznym:

Fot. Samsung10

A tutaj smartfon Sony Xperia Z1, w takim samym trybie:

Fot. SonyXperia

I szczerze mówiąc – to mnie przekonało do warunków ostatecznej oceny: smartfony wygrają z aparatami kompaktowymi. To nie tyle kwestia niższej liczby punktów, którą musiałbym przyznać Samsungowi za jakość zdjęć, ile przekonanie, że nie opłaca się zabierać z sobą takiej cegiełki, jeśli podobną jakość fotografii mogę mieć ze smukłego jak drucik smartfonu. Jest lekki, nie czuję go w kieszeni, ma dużo trybów automatycznych i coraz lepszą funkcjonalność dla kogoś, kto lubi samodzielnie bawić się ręcznymi ustawieniami.

To może być – żeby była jasność – smartfon Sony, Nokii, LG czy Samsunga: jestem przekonany, że i tak wkrótce absolutnie wygra z kompaktem. Tak więc kompaktom – wszystkim kompaktowym aparatom fotograficznym tej klasy – mówimy powoli: do widzeeeeenia.

Tytułową fotografię perwersyjnie zrobiłem Samsungowi aparatem Sony. 

Do góry