Kraków katoajatollahów

19-11-2013, 09:00
Kategoria: 

Kraków katoajatollahów

Zapełniam tym wpisem rubrykę TRENDY, ponieważ – jak mi się zdaje – piszę o jednym z najbardziej zaciekłych, przebiegłych, haniebnie nas określających trendów rozwoju. Katochomeinizm. Tak go na użytek niniejszego wpisu nazywam.

Stary Teatr w Krakowie, spektakl według Strindberga „Do Damaszku”, w reżyserii Jana Klaty. Jak na tego twórcę, spokojny, choć oczywiście energetyczny, poruszający. Ale tym razem: bez szaleństw. O poszukiwaniu absolutu, Boga. O ważnych sprawach doczesnych i przyszłych. I przeszłych.

Grupa widzów przerywa przedstawienie w proteście przeciwko „lewactwu i szarganiu świętości”. Można to obejrzeć tutaj:

Dorota Segda? Byłaś naszą Faustyną, a teraz jesteś nikim, nie jesteś już kobietą!

Krzysztof Globisz? Ja pana błagam, niech pan w tym nie gra, niech pan zejdzie ze sceny!

Te krzyki…

Hańba! Wstyd i hańba! To nie jest Teatr Narodowy! Jesteś zerem, człowieku, ty nie jesteś wrogiem kultury – ty jesteś zerem! Wychodzimy! Wychodzimy wszyscy! Pan za moje pieniądze tutaj się bawi, za moje pieniądze! Poprosimy zwrot za bilety! Przyjdziemy następnym razem!

Najpierw nie wierzyłem własnym oczom, że w intelektualnym Krakowie – fakt, Krakowie konserwatywnym – ujawnić się może taka reakcja publiczności na SZTUKĘ. Gdzieś na zadupiu, gdzieś z dala od aktorów i reżyserów tej klasy, z dala od wybitnego repertuaru – może tak, ale tam, pod Wawelem??!!

Mieszanka kabotynizmu i narodowej histerii, taniego populizmu i oszołomstwa. Idąc „na Klatę” widz ma prawo nie wiedzieć, że trafi w objęcia człowieka, który z prowokacji uczynił narzędzie pobudzania emocji, ale idąc do teatru – ma obowiązek przeczuwać, że obcowanie ze sztuką może go narazić na gniew poznawczy, na zdumienia, na nerwy,  na ból. To ryzyko związane ze sztuką od wszechczasów.

Nikt nie ma obowiązku chodzić do teatru, nawet płacąc podatki na kulturę – nie musimy oglądać spektakli w reżyserii Klaty, w których markuje się (o zgrozo) stosunek seksualny. Ale też żaden bałwan nie może w delektowaniu się sztuką przeszkadzać innym. Żaden podstarzały fan „narodowego charakteru” nie ma prawa przerywać przedstawienia.

Najsmutniejsze są reakcje w Internecie:

Banda pedałów, chorych psychicznie za państwowe pieniądze tworzy coś, co nie jest teatrem ale farsą teatru, pan Klata i koledzy bawcie się dalej, wasz czas już przemija.

Kolejne nowomodne europejskie słabe intelektualnie gówno.

Dobrze tym skurwionym pseudo artystom. Chcą żreć za nasze pieniądze, to niech szanują polską kulture. Kiczu, pornografii i knotów mamy już dosyć. Do mioteł lumpen artyści! Do mioteł!

Co za prymitywna szmira !!!! Żywię głęboką nadzieję, że kulturalne Polskie Elity Krakowa, a jeszcze chyba takie są, pozbawią was tych możliwości w trybie natychmiastowym!!!

Znalazłem tylko jedno przytomne zdanie:

Jak się spektakl nie podoba, proszę wyjść – wszystko inne jest nie na miejscu. To teatr. 

PS. Reakcję Doroty Segdy, jednej z aktorek przedstawienia Jana Klaty, można poznać tutaj. Wyjmuję najważniejszy fragment:

Ten poziom dyskusji, gdy człowiek nie oddziela aktorki od roli, którą ona gra... To jest śmieszne w tym wszystkim, ponieważ ja na tej scenie grałam już dziwki i zakochane lesbijki i albertynkę, występując zupełnie goła i nikt przeciwko temu nie protestował. A ta scena (…) jest sceną obyczajowo poprawną. Coś się dzieje złego w naszym państwie. Takie akcje prowadzą do tego , że potem pali się książki...

Do góry