"Grawitacja". Film prawie doskonały.

12-11-2013, 09:00
Kategoria: 

"Grawitacja". Film prawie doskonały.

Świetnie się ogląda, trudno wyjść ze stanu fascynacji długo po opuszczeniu kina, bardzo mocno wciąga i trzyma głęboko w fotelu. Taka jest „Grawitacja” Alfonso Cuarona, którą obejrzałem mocno spóźniony, za co przepraszam.

I pomyśleć, że zaangażowano zaledwie dwoje aktorów – Sandrę Bullock i George’a Clooneya. Dokładając do tego ponad 80 milionów dolarów budżetu i nadzwyczajne umiejętności grafików komputerowych, świetną reżyserię i atrakcyjny, a wydawałoby się, że banalny scenariusz, podano nam na tacy film prawie doskonały.

Stacja orbitalna. Tu się zaczyna akcja. Dwoje kosmonautów w przestrzeni kosmicznej naprawia teleskop. Słyszymy jak przekomarzają się z Houston, towarzyszymy ich rozmowom, z ekranu wieje spokojem, choć to, co oglądamy nawet w tej nudnej formie – nic się nie dzieje! – jest fascynujące. Jesteśmy w kinie, ale jakbyśmy byli w realiach bezkresu.

Cisza. O tym mówi Ryan Stone (Bullock), mocno doświadczona tragiczną śmiercią córki, szukająca ucieczki od całego świata, od siebie, łaknąca ciszy, spokoju, dystansu. I towarzyszący jej Matt Kowalsky (nasi tam byli!!!), czyli wiecznie rozgadany Clooney, opowiadający te same historie po raz setny. Pracują razem, coś starają się zamontować, coś odkręcają, nuda jak w polskim filmie i czysty Kosmos – tego jeszcze w tak realistycznej postaci w światowym kinie nie było.

Fot. grav4

Fot. grav3

Po kilkunastu minutach ta sielanka przeradza się w piekło. Wypadek na jednym z rosyjskich satelitów sprawia, że w przestrzeń kosmiczną przedostają się tysiące drobnych i całkiem dużych szczątków, niszcząc z gigantyczną prędkością wszystko, co stanie na ich drodze. Ryan i Matt zostają sami, a  wkrótce sama zostaje Sandra Bullock.

Widzimy nie tylko, jak walczy z przeciwnościami losu, jak mierzy się z niemożliwym, znika w Kosmosie właściwie bez szans na przeżycie. Ale widzimy także, jak walczy sama z sobą, z własną słabością. Widzimy jak poddaje się, jak pragnie śmierci i – jak podnosi się. Czy zwycięska? Tego niestety nie powiem. Czy Clooney zniknie i pojawi się ponownie? Czy przeżyje? Też nie powiem.

Fot. grav2

TU PACZ! Bo to i tak nie na większego znaczenia. Tych dwoje to (na swój sposób) dodatek do niebywale realistycznej scenerii. Dodatek do Kosmosu. Są mali, są drobinami, nie mają żadnych szans, choć walczą. W części „technologicznej” jest to kino znakomite, trudno się oprzeć radości oglądania Ziemi z daleka, trudno zapomnieć wrażenia z wnętrz kosmicznych pojazdów, ze stacji kosmicznej, z obłędnego tempa spadania.

Bajka. Tak sobie pomyślałem, podnosząc się z fotela. Zabierajcie mnie w stronę takiej bajki jak najczęściej. Chcę widzieć to, czego nie sam odkryłem.

I chcę mieć ten film na DVD.

Zwiastun:

Do góry