5 powodów, dla których warto zobaczyć Brugię

25-11-2013, 09:00
Kategoria: 

5 powodów, dla których warto zobaczyć Brugię

To miasto ma dwie twarze. Nocną porą pozwala delektować się ciszą średniowiecznych uliczek, kamienic, katedr. Za dnia tętni życiem nieprzebranych tłumów: turystów jest tu podobno 10 razy więcej niż miejscowych. Brugia, Wenecja północy, potrafi zachwycić każdego. Dlaczego warto ją zobaczyć?

Fot. g1

POWÓD 1. Zabytki.

To aż nudne, by powtarzać, że Brugia znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Sama w sobie jest kompletnym zabytkiem: kanały przypominające Wenecję, tramwaje wodne niemal takie jak vaporetto, zabytkowe kamieniczki, kościoły, katedry, rynek, targowisko, ratusz, dzielnice Markt i Burg.

Mnie urzekły oglądane nocą uliczki – szczerze mówiąc za dnia trudno było mi je poznać: otworzyły się sklepy tysiąca światowych marek, tłum nagle zjawił się dziki, znikła radość oglądania. Ale wieczorem to jest jak bajka!

Fot. G_kolaz1

Fot. G_kolaz2

Fot. G_kolaz3

Fot. g16

POWÓD 2. Sklepy.

Można się zatracić! W sensie: zgubić czas i wielkie pieniądze. Wszystkie marki świata, wszystkie style, każda branża, choć skłamałbym mówiąc, że nie króluje moda z biżuterią i słodyczami. Tu: rzut oka na kolekcję Desigual. Wpadła mi w oko. Mocno.  

Fot. Desigual

POWÓD 3. Czekolada.

Na samo muzeum czekolady warto przeznaczyć 2-3 godziny i delektować się nie tylko historią, ale współuczestniczyć w spektaklu przygotowywania czekoladowych słodkości. Na żywo, łącznie z degustacją świeżo wyrobionej czekolady. I warto zobaczyć metrowej wielkości rzeźby wykonane z czystej czekolady albo dziesiątki miniaturowych (jeśli za miniaturę uznać postać mającą 30 cm wzrostu) figurek, odlanych z masy czekoladowej i kolorowanych w technice znanej tylko najlepszym mistrzom.

Warto przejść Brugię szlakiem małych sklepów z czekoladą, zaglądać nie tylko do gigantów  typu Neuhaus, ale wpaść także do małych, mało jeszcze znanych marek. I spróbować różnych pralin, czekolady kruszonej przez ekspedientkę lub krojonej tak, jak w kroi się kebab. Warto zakochać się w czekoladzie, bo ma tyle właściwości, że warto poświęcić jej odrębny wpis. Choć dużo lepiej ode mnie robią to na blogu Zdrowoodchudzeni.pl…

Poniżej – jedna z rzeźb w muzeum czekolady Choco Story: rodzice ze skaczącym dzieckiem. Wielkie czekoladowe bloki ubrane w artystyczną formę.

Fot. czeko

POWÓD 4. Piwo.

Brugse Zot z lokalnego browaru – po prostu doskonałe. Jak większość belgijskich piw, w Polsce mało popularnych. Jak klasztorne Leffe Blonde lub Brune o doskonałym korzennym smaku i aromacie, albo nawet – niech zgrzeszę – Kriek o wiśniowym smaku. Kto nie zna, niech spróbuje. Mocno schłodzone, w dobrym pucharze… nie ma nic lepszego o każdej porze roku. I tak dobrze (szczerze) smakuje tylko w Belgii.

Fot. Leffe

Fot. g18

POWÓD 5. Atmosfera.

Minęła godzina dziesiąta, jest sobotnie przedpołudnie. Biblioteka miejska w Brugii wypełniona czytelnikami. Szok. Wcale nie o to chodzi, że są tłumy, raczej – o porę dnia, o różnorodność wiekową, o skalę działania placówki. Można usiąść i czytać wszystko, co wystawiono. Można oglądać filmy z DVD lub surfować w Internecie. Można pożyczyć książkę lub film do domu, przemieszczać się między regałami jak w największym polskim empiku – i czytać, oglądać, słuchać.  W takich wnętrzach:

Fot.g10

Usłyszałem w Brugii zdanie, że przecież w Polsce też są biblioteki. Wiem, są. Ale nie widziałem w nich takich tłumów i takiego rozmachu działalności. Poczułem się przez moment jak w największym warszawskim salonie Empik, przy Marszałkowskiej, z tą jednak różnicą, że tak jak tam, ludzie ukradkiem siadają na podłodze, by móc coś poczytać i obejrzeć, tak tutaj czytanie i oglądanie, i pożyczanie jest celem samym w sobie. I widać dbałość o literaturę, o ekspozycję.

Tyle samo dobrego da się powiedzieć o Brugii wieczorową porą. Lodowisko na głównym placu starego miasta, dookoła mnóstwo straganów. Podają piwo, grzane wino, czekoladę, przekąski. Można kupić pamiątki, ciepłe rękawiczki. Jarmark, ale z gatunku takich, w którym chce się uczestniczyć. Bez cepeliady, dobrze dopasowany do potrzeb wieczornych turystów, w klimacie i z jakością pawiloników, którą warto zaszczepić w Polsce.

Fot. g3

O czystości, o braku reklam, o oznakowaniu tras, ulic, o dostępności do planów miasta nawet w bardzo małych pubach, o życzliwości wobec turystów nie wspomnę, żeby nie obrazić naszych gospodarzy. Dla nich to normalność.    

PS. Miejscowi dodają także powód nr 6: w Brugii urodził się Gotye… 

Do góry