Wyprawa do miejsc, w których makaron jest makaronem!

18-10-2013, 09:00
Kategoria: 

Wyprawa do miejsc, w których makaron jest makaronem!

Nie przepadam za Toskanią, bo jest taka toskańska: oklepana i przewidywalna, i lubię to miejsce, bo ciągle zachwyca na nowo, mimo swojej powtarzalności i sławy.

Nie byłem tu nigdy, przyznaję, o tej porze roku, wczesną jesienią. Myślałem, że to nie ma sensu, że tu jest podobnie jak na południu Włoch, w mojej ukochanej Apulii, nie tylko ciepło, zielono i wesoło, ale i smacznie. Tu jednak jest jeszcze inaczej – jest pusto. Dokładnie jak w Trani o tej porze roku! Znakomicie! Nie spodziewałem! Myślałem, że Niemcy i Japończycy są wszędzie… Są, ale teraz w mniejszości.

Najpierw jednak zajrzałem do mariny w Civitavecchia, jeszcze w krainie Lazio, żeby nasycić oko bliskim memu sercu widokiem – setkami opuszczonych na jesień łodzi motorowych i jachtów. Tu nic się nie zmienia, jest tak, jak być powinno: sennie o tej porze roku, spokojnie i nijako. Idealna pora dla podstarzałych playboyów! Jedyny problem w tym, że po marinie nie kręci się dosłownie żadna – ale to absolutnie żadna kobieta! I jaki jest sens trzymać taką łódź!?

Fot. Marina2

Fot. Marina1

I zaraz potem późnowieczorny przeskok do Toskanii, uspokojonej po sezonie, z cenami, które wreszcie przypominają średnią w Europie i z kucharzami, którzy gotują nie dla mas, lecz dla siebie i swoich dziewczyn. Tak tu właśnie teraz jest! Najlepszy makaron domowej roboty! Nie ma takiego w Polsce! I najlepsza w całych Włoszech zupa fasolowa! I najlepsze pecorino!

Fot.Peco

Dziś jadę do ziomali: producentów wina Bindella. Mam nadzieję znaleźć, kupić hektolitr i wrócić całkiem pijany – ze szczęścia! 

Do góry