Obywatel i Małgorzata

09-10-2013, 09:00
Kategoria: 

Obywatel i Małgorzata

Nie powinienem był kupować tej książki. Nie powinienem jej czytać. Opowiada o człowieku, którego twórczość wywarła wielkie piętno co najmniej na jednym pokoleniu Polaków. I nie tyle psuje jego wizerunek, ile w oparciu o legendę idola służy bardziej budowaniu własnej. Służy rozliczeniom.

„Obywatel i Małgorzata” to w pierwszej części wywiad-rzeka zarejestrowany przez Krystynę Pytlakowską, która odpytuje Małgorzatę Potocką na okoliczność jej życia u boku byłego męża, Grzegorza Ciechowskiego. Nie spodziewajcie się w tej rozmowie trudnych pytań, tu strony krzywdy sobie raczej nie robią, to pogaduszka dwóch kobiet o życiu jednej z nich z bardzo sławnym rockmanem.

Dowiadujemy się, że mieli dom o powierzchni 1300 mkw, z 24 pokojami i siedmioma łazienkami. Bo służył jako studio nagraniowe wielu ekipom, co wszystko tłumaczy. Dowiadujemy się, że Obywatel GC doskonale tańczył, obsypywał ukochaną kwiatami, zdobywał ją. Czytamy o pierwszej chwili zauroczenia, w studio, gdy Ciechowski zaczął nagle grać na pianinie tylko dla stojącej za szybą Potockiej, a ona słuchała, słuchała, słuchała i coraz bardziej, i bardziej, i bardziej. I było tak pięknie.

To łkanie towarzyszy nam przez wszystkie strony. Szloch, który w pewnym momencie staje się niewiarygodny, irytujący wręcz.

O tej książce można by powiedzieć dużo dobrego, gdyby Małgorzata Potocka napisała ją jako osobistą biografię, bez tego chwytliwego (fakt) i mylącego tytułu. Gdyby nawet Pytlakowska napisała książkę o niej. „Obywatel i Małgorzata” wygląda jednak bardziej na podsumowanie  dziesięcioletniego związku Potockiej z Ciechowskim niż chęć przybliżenia nam nieznanych chwil z życia artysty, uzupełnienia biograficznych szczegółów. Ona – książka – przypomina mi to ostatnie zdanie, które zawsze musi paść na rozprawie rozwodowej: on, łotr, był temu winien. Żeby nie było żadnych niejasności, żeby wszyscy wiedzieli.

Ta pierwsza część – wywiad – jest skopana, ponieważ uszyto ją dość niezdarnie jako próbę rozliczenia. Ot, opowiadamy sobie, jest fajnie, kawusia, teraz ja ci, Krysiu, opowiem jak było naprawdę, to moja prawda, najmojsza! Gdyby Krystyna Pytlakowska chciała napisać prawdziwą książkę o Ciechowskim, dać nam go głębiej, poszłaby po rozmowę do Anny Wędrowskiej, która w domu Obywatela GC zastąpiła Potocką. Poznalibyśmy życie idola z innej perspektywy. W dyptyku, który postawiłby naprzeciw siebie obie kobiety mające wielki wpływ na jego życie.

Druga część książki to już swoista perełka, fragmenty dzienników Potockiej z okresu znajomości i później życia z Grzegorzem Ciechowskim. Tak, tu chce się czytać, odkrywać twarze, skojarzenia, czasy. Tu mam wrażenie obcowania z bezinteresownością, te teksty powstały KIEDYŚ, są świadectwem, mają wartość, nie widać w nich drugiego dna. Potocka wiernie relacjonuje swoje emocje, wydarzenia, pokazuje obraz życia normalnego małżeństwa – z jednej strony i życia dwóch wulkanów – z drugiej. Ona jest w tych zapiskach zwykła-niezwykła, on dzielny lub nieporadny, jak w życiu.

Ale nad wszystkim ciąży ten cholerny, zły, podszyty jakimś szelmostwem wywiad. Dobry autor – takie mam wrażenie – zniszczyłby w wywiadzie z Anną Wędrowską mit Penelopy Potockiej, zniszczyłby ten opis świata, w którym wszystko tak cudnie się wiodło, aż w końcu pojawiła się ta wredna małpa, gosposia…

Oczywiście, to nie jest książka o wrednej małpie, ale nie jest to też opowieść o Ciechowskim. Ja-Potocka. Taki powinna mieć podtytuł. Moja prawda po latach. Takie by mogły być hasła na billboardach.

Szkoda. Czekam, aż spadnie ten pośmiertny kurz bitewny, aż ucichną emocje (które żyją ciągle, czuć to, nie tylko z powodu wielkiej miłości do GC – w tę miłość wierzę!) i wreszcie czekam, aż zmienią się czasy oraz dziennikarze. I zaczną stawiać trudniejsze pytania.    

Tagi: 
Do góry