Nike 2013. Dlaczego nie „Morfina”? Bo „Ciemno, prawie noc”.

07-10-2013, 09:00
Kategoria: 

Nike 2013. Dlaczego nie „Morfina”? Bo „Ciemno, prawie noc”.

Chociaż o nagrodę Nike na ostatniej prostej walczyło 7 tytułów, podejrzewam, że główna rywalizacja odbyła się między „Morfiną” Szczepana Twardocha a „Ciemno, prawie noc”, Joanny Bator. Obie powieści to takie książki prawdziwe, łapią za gardło i nie puszczają do ostatniej strony, czytasz i nie chcesz, żeby się skończyły.

Nie tak wiele jest znowu takich książek, więc wiem, co piszę…

Wcześniej z głównej stawki wypadły „Trociny” Vargi i „Dziennik” Pilcha (absolutnie słusznie!), poległy „Cwaniary” Sylwii Chutnik i „Historia niebyła kina PRL” Tadeusza Lubelskiego...  Wszystkie przecież  zgrabnie napisane, zmyślnie wymyślone, ważne, wybrane z najlepszych (poza słabizną Pilcha!) przez zacne grono. Wszak w jury: Nyczek, Czapliński, Iwasiów, Poprzęcka, Mikołaj Grabowski.  Musieli się spierać.

A  jednak „Morfina” i „Ciemno, prawie noc”, a w ostatecznym starciu –  „Ciemno...”., czyli wałbrzyski gotycki  kryminał społeczny.

Mają w Szwecji Mankella, sumienie narodu, my mamy Joannę Bator. „Ciemno, prawie noc”, ta niemal tabloidowa historia tajemniczych zaginięć dzieci, krok po kroku otwiera przed nami czeluście, których istnienia nie podejrzewamy. Napisana tak po prostu, bez silenia się na sztuczne nowatorstwo, napisana z serca i z pamięci, z wielkim wyczuciem tu i teraz, z nerwem i  z wiarą, że coś  tu, na tej smutnej ziemi jeszcze jest do uratowania, ta książka budzi nadzieję.

Joanna Bator urodziła się w Wałbrzychu, podobno najbrzydszym i najbiedniejszym polskim mieście, mieście z przeszłością, a bez przyszłości. Kto trochę zna Wałbrzych wcale sie z tym nie zgodzi. Ja – właśnie dlatego, że trochę znam – nie zgadzam się wcale. Bohaterka powieści Bator, Alicja Tabor (Bator-Tabor, nie przypadek) wraca do po latach do  miasta w roli reporterki  śledczej. W Wałbrzychu giną małe dzieci, Alicja ma napisać reportaż.

Podczas ceremonii wręczenia nagrody wzruszona pisarka powiedziała, że zawdzięcza ją Beacie Stasińskiej z wydawnictwa WAB; pięć lat temu to Stasińska zaufała nieznanej autorce, której dwie poprzednie powieści „Piaskowa Góra” i „Chmurdalia” – też wałbrzyskie, z marszu nominowano do Nike.

TU PACZ! Stasińska ma nosa do dobrych książek, za jej rekomendacją można pójść jak w dym. Dla Bator to było do trzech razy sztuka, statuetka i 100 tysięcy złotych powędrowały do kulturoznawczyni i filozofki, która przyznała, że trzecią wałbrzyską powieść napisała w... Japonii. Trzykrotnie mieszkała w Tokio jako stypendystka Japan Society for Promotion of Science. Jak widać – z daleka lepiej widać.

O czym jest nagrodzona książka? O pękniętej Polsce, o wojennej wciąż żywej traumie, o rodzinie, bez której rozpada się świat, ale z którą – jeśli jest – jest  tylko nieznacznie łatwiej, o podróżowaniu w przeszłość, o jadowitym internecie, szaleństwie wiary. I o kotach. (Nie cierpię kotów!) Same modne tematy, powiedzą złośliwi, ale JAK to jest napisane!

To jest naprawdę bardzo dobra książka – polecałem ją tutaj na początku roku. Kto nie czytał ten trąba. Kompletna trąba. A jeśli Wam się nie podobało, to napisać mi tu zaraz – dlaczego, hę??

Do góry