Moja lewa łapa

16-10-2013, 12:40
Kategoria: 

Moja lewa łapa

Moja lewa łapa nie pamięta już czasów, kiedy nosiła zegarek. Od kiedy zacząłem używać telefonu komórkowego, a później smartfonów – zegarek stał się zbędny. I oto nagle: bach! Założyłem zegarek!

Jestem Ci winien wyjaśnienie, bo chcemy tu żyć w zgodzie i szczerości: testuję kilka produktów Sony Mobile. Za free, to znaczy – ani ja nie chcę od nich kasy, ani oni nie wymagają, żeby cokolwiek dzięki tej współpracy tutaj powstawało. Wolą, żebym pisał wewnętrzne recenzje, na potrzeby samej marki, niż opisywał wrażenia i publicznie się z nimi obnosił. Więc: jeśli pada w tych postach nazwa „Sony”, to znaczy, że jest to element mojego porozumienia z samym sobą, nie z Sony. Ja nic nie muszę, oni nic nie chcą. Po prostu mam użytkować i opowiedzieć im, co myślę.

Ale taki SmartWatch 2 na mojej łapie to nie jest coś „do użytku wewnętrznego”, lecz prawie na pokaz. Więc piszę, co myślę. A myślę tak – to jest, kochani, kolejna uzależniająca człowieka smycz technologiczna. Do tej pory miałem tylko smartfon i tablet (żeby była jasność – do tabletu Sony Xperia nie mogę się przekonać, do ajpada – bardzo, mój format, ciężar, jakość; sorry Sony), teraz doszedł kolejny gadżet, który wiąże ludzia jak psa. Ale to może i dobrze.

Bo tak. Mogę na nim odczytywać e-maile, widzę połączenia przychodzące i listę ostatnich połączeń telefonicznych, mogę odczytać SMS, widzę wszystkie powiadomienia z Facebooka, Twittera i Instagramu. Mam aplikację Endomondo, więc w czasie biegu mam podgląd na wszystkie jej parametry: tempo, czas biegu etc. Mogę zamontować kilkaset innych aplikacji, od użytkowych po zabawkowe. Po co? Ano po to, żeby nie odrywając rąk od innych zajęć – widzieć wszystko i wiedzieć wszystko.

Mogę sterować dzięki SmartWatchowi muzyką w walkmanie, mogę sprawdzić, która jest godzina, włączyć stoper, budzik, kompas. On jest latarką, jest centrum dowodzenia i źródłem informacji. Ma wszystko lub może mieć wszystko.

TU PACZ. I tego się właśnie boję. Że wkrótce wszystko będziemy robili pod dyktando nowych technologii. Że takie gadżety do końca nas uzależnią. Że nie będzie ani jednej wolnej chwili, bo zawsze dopadnie Cię jakiś e-mail, jakaś wiadomość ze świata, jakiś gościu, który chce Cię zhejtować na Twitterze albo przymilić się o Twoje lajki na Fejsie.

Ale z drugiej strony… Jakież to wygodne! Zwłaszcza dla kobiety!

Ona ma (siłę) smartfona w swojej standardowej torebce z 50 niepotrzebnymi rzeczami (czytaj tutaj), ma go oczywiście na dnie i… nie musi wyjmować!!!! NIE MUSI WYJMOWAĆ Z TOREBUNI!

Widzi na zegarku – kto do niej dzwoni, kto pisze, czego chce! Boszszszszsz… Jakaż to ulga dla uciemiężonych niewiast, jakiż to szok dla oczekujących na nie facetów, jakie to miłe: ONA NIE BĘDZIE JUŻ SZUKAŁA CIĘ W TOREBUNI!!!

Prawda, że warto?

Noszę więc SmartWatcha, nie wiem jedynie jak długo mi tak zostanie – po latach uwolnienia ręki od zegarków, mój nadgarstek nie jest przyzwyczajony do obroży… I ciągle czuję, że coś tam mam. Ale może tak musi być?

Do góry