Ładne słowo: Boulangerie

02-10-2013, 09:00
Kategoria: 

Ładne słowo: Boulangerie

Działają przy warszawskim Nowym Świecie od stycznia, ale byłem tam po raz pierwszy: nigdy mnie specjalnie do francuskiego pieczywa nie ciągnęło. I to był błąd!

Patisserie, Boulangerie, Cafe, czyli trzy trafne określenia na to, czym jest Croque Madame. Już można o niej powiedzieć – dojrzała, sprawdzona piekarnio-kawiarnia. Wewnątrz bezpretensjonalne, prościuteńkie, ale niezwykle eleganckie meble, subtelne, dobrze dobrane elementy wystroju, bibeloty, pokryty filcem sufit. I jabłko. Jabłko na każdym stole.

Fot. Bu4

Najważniejsze dzieje się jednak za ladą. Już dawno nie miałem takiego problemu z wyborem! Kanapka? Wyglądają niezwykle, razem z tytułową Croque Madame! Tarta? Straaaasznie dużo tart! Torciki, croissanty, krokiety, cista, ciasteczka, pączki, lody, mufiny, a nawet – uczciwszy co wrażliwe oczy – pospolite drożdżówki tak wielkie i tak apetyczne, że boli głowa.

Fot. Bu2

Fot. Bu3

Skusiłem się na tartę z daktylami i drożdżówkę z wielkimi śliwkami i masą cytrynową. Plus latte. No i proszę państwa, zrodził się problem.

Lubię to.

Zwyczajnie lubię – stwierdziłem. Nie ćwiczę zbyt często francuskich bagietek i dmuchanego ciasta, ale w tym przypadku muszę oddać cześć piekarni i jej sztuce obłaskawiania klienta. Zostałem połechtany w swojej beznadziejnej próżności. Stałem jak dziecko, patrząc i myśląc, że właściwie… wszystko bym zjadł. A mama nie pozwala! Bo od słodyczy bolą zęby!

Więc – nie zjadłem, proszę mamy, wszystkiego wczoraj, bo wiem, że nie wolno. Przyjdę dziś. I jutro, cholera, też.

Fot. Bu1

Do góry