Czekając na Punjabi Chana Masala

11-10-2013, 09:00
Kategoria: 

Czekając na Punjabi Chana Masala

Ganesh to bodaj jedyna w Polsce sieć indyjskich restauracji. Miałem okazję ucztować w niej wczoraj – w łódzkiej Manufakturze – i przyznaję, jestem pod wrażeniem.

W Polsce markę można jeszcze spotkać w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Płocku. Fanów kuchni z tamtego regionu świata przekonywać do sieci Ganesh nie trzeba, mnie jednak zawsze coś  przed nią powstrzymywało. Do wczoraj.

Na początek przekąska, maczana w zielonym sosie jogurtowym. Pychota!

Fot. Chlebek

Potem Veg Samosa – smażone pierożki wegetariańskie, z kuchni północnoidyjskiej, jako przystawka… Naprawdę pierwsza klasa,  a  w połączeniu z sosami: tajfun w gębie! W sensie: porywające, ostre, smaczne. I nawet to ich podsmażanie niewiele mnie kosztowało wysiłku, bo to ani na głębokim tłuszczu, ani po polski – ze skwarkami, smalcem czy Bóg wie czym jeszcze. Sama delikatność farszu połączona z chrupiącą skorupą pieroga i wyrazistym sosem. Dobre!

Fot. Pierogi

Dałem się też skusić na Aloo Chat – przysmażane ziemniaki z pomidorami, które w normalnych warunkach mogą zastąpić całe danie – tak ich dużo i takie smaczne. Zaraz potem wjechał Dal Tadka, czyli soczewica smażona z cebulą, pomidorami i chili…

Fot. Zupa

Panie i Panowie, urywa głowę, bo takie jest ostre, ale przy tym niemiłosiernie smakowite. Polecam każdemu, kto lubi soczewicę i ekstremalne wyzwania. Przyznaję jednak, że spodziewałem się soczewicy w konsystencji odbiegającej od zupy: w Ganesh podają to danie razem z ryżem, a ja nie chciałem przefajnować z ilością, ponieważ zależało mi na spróbowaniu Fish Tandoori – kawałków ryby w ziołach.

Fot. Ryba

Noooo, powiem, że warto było czekać, ponieważ ten końcowy akcent był naprawdę wyśmienity! Nie dodałem jeszcze, że tak jak do soczewicy, tak i do kawałków ryby dodają w Ganesh Naan albo Roti – placki rodem z Indii, dla mnie znakomite, bo proste. Pamiętam takie placki z rodzinnego domu, choć nie ma co ukrywać, wtedy nikt nie myślał, by wypiekać je na czymkolwiek innym niż dobra pszenica. Tu używa się indyjskiej mąki, czuć gruby przemiał, ten świeży prosty smak, ale… to nie to samo, co kiedyś.

TU PACZ! Co mnie przekonało do Ganesh? Atmosfera i smaki, bo karmią wybitnie. Co mnie negatywnie zdziwiło? Braki w wiedzy kelnerek na temat dań, które same serwują. A ten zielony sos – pytam wrednie i podstępnie – z czego się u was robi? Jakiej farbki używacie, plakatówki, olejnej, akrylowej? Pani nie wie…

Jest tu jeszcze sporo dań z ryb, cieciorki i soczewicy, baraniny, są kuleczki Gulab Jamun – z sera, otaczane w syropie cukrowym i podawane na ciepło – rarytasie. Są dania z drobiu, chrupkie i podsmażane makarony, spring rolle oraz kilkadziesiąt innych dań. Następnym razem przyjdę na Punjabi Chana Masala – cieciorkę w sosie cebulowo-pomidorowym. Już czuję, że jest świetna!

Do góry