Bindella widzi Bindellę

19-10-2013, 09:00
Kategoria: 

Bindella widzi Bindellę

Namierzyłem ich! W niewielkim sklepie z winami w Acquaviva. Stąd już żabi skok do samego producenta, choć oczywiście pamiętam, że włoskie wino Bindella ma swojego właściciela w boskiej Szwajcarii. To mniej więcej tak samo jak z francuskimi szampanami: większość najlepszych należy do niemieckiego koncernu z Wiesbaden.

Bindellę piłem – ja, Bindella – w kilku różnych miejscach, zdarzyło się: nawet w Warszawie, gdzie znajduje się skład włoskich win sprowadzający nietypowe, mało znane marki z Włoch i jak mi się zdaje, nie do końca mający rozpoznanie w tym, co dobre. Ale to ich problem. W Toskanii Bindellę podaje się zaledwie w kilku winiarniach, z reguły jest to wino czerwone, czasami, rzadko!, białe. Całość produkcji, jak gdzieś wyczytałem, wędruje z Toskanii na eksport.

No więc – znalazłem wino Bindella w małym sklepie, ale na to, żeby dojechać bezpośrednio do producenta, zabrakło mi czasu. Najbardziej mnie wściekło, gdy okazało się, że pomiędzy sklepem a siedzibą producenta jest… zaledwie kilka kilometrów. Ale po ciemaku niczego oglądać ani kupować nie zamierzam, pojadę tam dziś.

W sklepach jest Bindella Rosso, ale przyznaję – to nie jest udane wino. Przefajnowali z owocami, z goryczką, z nadmiarem odmiany Syrah. W efekcie mamy (mówię o roczniku 2012, który wieczorem poległ w moich ramionach) produkt „twardy”, krzepki, zanadto jagodowy, jeżynowy i cierpki, zanadto hiszpański – nie włoski. Takie wina robią Hiszpanie, we Włoszech nie wróżę Bindelli sukcesów.

Fot. bin2

TU PACZ! Za to białe… W całości oparte na szczepie Sauvignon Blanc, lekkie, zdaje się – odrobinę  naturalnie musujące (jak portugalskie Vinho Verde), odświeżające… Po prostu chce się pić. Ale: tego wina w tej części Toskanii w barach winnych i restauracjach nie podają! Nie ma, zabrakło go – jak mi powiedział sprzedawca z Acquaviva.

Może w firmie będą mieli jeszcze trochę butelek, bo te, które były, poszły jak woda. Albo jak świeże bułki.

Tym bardziej chcę tu trafić. Dzisiaj.

Fot. bin3

Do góry