Trzy powody, dla których nie warto iść z „Faktem” do łóżka

14-09-2013, 09:00
Kategoria: 

Trzy powody, dla których nie warto iść z „Faktem” do łóżka

Dziennikarki opolskiego „Faktu” podstępem zwabiły urzędnika do pokoju hotelowego, wiodąc go na pokuszenie w godzinach pracy. Urzędnik stracił pracę, gazeta zyskała czytelników. Jakie to miłe.

Myślę ciepło o urzędniku, ponieważ okazał się mężczyzną po trzykroć – podjął grę na randkowym portalu, miał gest i odwagę, by umówić się z kobietą na intymne spotkanie bez specjalnego wstępnego rozpoznania (ładne zdjęcia potrafi mailem wysłać każdy paszczur), no i po trzecie – miał wystarczająco dużo pieniędzy, by zamówić pokój w hotelu, w celu spokojnej konsumpcji tak pięknie rozpoczętego procesu randkowego, wcześniej postawiwszy kobiecie kawę. Ładne to i szlachetne ze strony urzędnika.

Facet, wiadomo, zawsze znajdzie wytłumaczenie. Ale kobieta? Podajcie mi jeden powód, dla którego dziennikarka „Faktu” musi szukać seksu z urzędnikiem samorządowymi via portal randkowy? Nie może po prostu poseksić się jakimś kolegą-redaktorem, choćby nadredaktorem?

Podajcie mi jeden powód, dla którego przyzwoita kobieta wysyła nieznajomemu mężczyźnie fotografię z (własnymi rzekomo) piersiami i (własnym rzekomo) strojem kąpielowym? W celu zwabienia go. Nie może po prostu wysłać własnej fotki z legitymacji szkolnej, założyć na tyłek i cycki swój, a nie wycięty z okładki „Konie i Rumaki”, kostium bikini?

Podajcie mi też jeden powód, dla którego dziennikarka „Faktu” musi się umawiać na hotelowy seks z urzędnikiem w towarzystwie swoich kolegów fotoreporterów oraz koleżanki-przyzwoitki? Czy oni w „Fakcie” zawsze sekszą się w ten sposób? Praktyka taka, że gdy przychodzi pora prokreacji, wzywa się fotoreportera lub dwóch?

Podajcie mi także powód, dla którego „Fakt” w trosce o interes publiczny zatrzymał się w połowie drogi – mamy wszak prawo wiedzieć, jak radzi sobie w łóżku urzędnik samorządowy oraz jego internetowa sympatia, prawda?

Męczą mnie te pytania od kilku dni, a im bardziej męczą, tym mocniej mierzi mnie dziennikarstwo, w którym nie potrafię jednoznacznie rozpoznać kto bardziej upada: urzędnik bez głowy czy dziennikarka kusząca go widokiem redakcyjnego biustu? Ku przestrodze więc, doświadczony jak nikt w kontaktach z piersiami, które na zdjęciach ledwie mieściły się w miseczce 90G, a okazywały się marnym formatem 65A, podaję trzy powody, dla których nie warto umawiać na urzędowy seks z dziennikarką „Faktu”:

  1. Skłamie – umawiając się na rozbieraną randkę
  2. Skłamie – pokazując pierś
  3. Skłamie – że chodzi jej o seks.

Podałbym jeszcze powód numer 4, ale nie jestem pewien, czy intuicyjnie dobrze go wyczuwam: skłamie – że chodzi jej o interes publiczny.

Do góry