"Przeszłość" bez przyszłości i nudzi

08-09-2013, 09:00
Kategoria: 

"Przeszłość" bez przyszłości i nudzi

Po genialnym, oscarowym „Rozstaniu” Asghar Farhadi miał obowiązek dostarczyć widzom dużo lepszy film! Niestety, „Przeszłość” to słabizna.

Nie rozumiem krytyków, którzy rozpływają się w ochach i achach nad tym filmem, pisząc, że jest niewiele gorszy od „Rozstania”, a i tak jest „fenomenalny” lub co najmniej „znakomity”. Ten film to prosta historia o niczym, o życiu, o związku kilkorga ludzi w średnim wieku i całkiem jeszcze młodych oraz układance, która łączy ich losy. Gdyby sięgnąć do losów przeciętnej rodziny, podobnie ciekawych, a banalnych układanek można by znaleźć setki.

Przeszlosc

Do Paryża przylatuje Ahmad, by ostatecznie, po czterech latach od rozstania, rozwieść się z żoną, Marie-Anne. Ona ma już nowego faceta, Samira, którego żona leży w szpitalu w ciężkiej śpiączce po samobójczej próbie, i wychowuje też dwie córki, Lucie i Lea, oraz na dokładkę syna Samira, Fouada. Przyjazd Ahmada wytwarza w domu Marie dość perwersyjną sytuację: były mąż musi spać w jednym pokoju z synem jej nowego kochanka, córka Ahmada i Marie-Anne nie znosi Samira, Fouad niespecjalnie kocha swoją nową „mamusię”, wszystko to na niewielkiej przestrzeni, z daleka pachnie więc konfliktem.

No i widz na konflikt czeka. Czeka. Czeka... Czeka... Czeka... Czeka... Czeka… i czeka, i czeka…, i nie doczekuje, bo choć film trwa ponad dwie godziny, momentami nużąc potwornie, konfliktu, który zapierałby dech w piersiach, nie doświadczamy. Żeby objaśnić: nie oczekuję trzeciej wojny światowej, chcę jedynie zanurzyć się w fabule, widzieć w niej emocjonalne zwroty, poczuć dreszcze fascynacji tematem, mieć powód do refleksji. Tu tego nie  ma. Tu, w małym kinie, oglądamy sobie małą historyjkę domową, w której głównym problemem staje odpowiedź na pytanie, czy mała Lucie wysłała do żony Samira kopie e-maili wymienianych między nim i Marie-Anne, czy nie wysłała? Czy właśnie to było pretekstem do samobójstwa, czy może jednak coś innego?

Bunt nastolatki przeciw matce pokazywano w kinie setki razy. Rywalizację „nowego” faceta ze „starym” pewnie tyle samo. Sceny domowych kłótni znamy z filmów, sztuk teatralnych i z życia, zdrady, miłości, rozstania i powroty w ogóle nas nie ruszają, po cóż więc robić kolejny film o tym samym? Jaką historię chcą nam opowiedzieć autorzy „Przeszłości”?

Myślę, że głównie mówią o tym, iż jest ona, przeszłość, niewymazywalna. Że zawsze nas dosięgnie, zemści się, pokrzyżuje plany, zepsuje klimat, pokićka coś. Tutaj tak właśnie jest – Marie-Anne chciała nieco upokorzyć własnego (byłego) męża, lekko go zdołować przed rozwodem, ale wątki z przeszłości dopadają ją w najmniej spodziewanym momencie. Córka skrywa głęboko powód, dla którego nie cierpi kochanka matki, ale i ona ma własną historię, przeszłość  nie pozwalającą dobrze spać. Półprawdy, tajemnice, małe nikczemności, kłamstwa. Zbyt banalne, by były dobrym tematem do współczesnego kina.

Lubię w tym filmie dzieci, bo grają niezwykle sugestywnie i wiarygodnie. Lubię Ahmada (Ali Mosaffa) za ciepło, które od niego bije i za spokój w grze aktorskiej. Lubię irańskie klimaty, język, sposób, w jaki dorośli mężczyźni w tym filmie z sobą rozmawiają, ale to wszystko co w „Przyszłości” zdołałem polubić. Szkoda.

Zwiastun, który też nie zachęca, wygląda tak:

Do góry