Legenda powraca

30-09-2013, 09:00
Kategoria: 

Legenda powraca

Bez reklamy, po cichutku, na razie – podobno – na próbę wraca kultowe piwo lat 90., czyli 10,5. Kto przeżył świadomie minioną dekadę, ten wie, kto jeszcze nie – ten niech żałuje i korzysta. Póki znów marki nie zlikwidują.

Po Frugo, butach Relaks czy Romecie to jedna z tych marek, która zaliczana jest do oldskulowych, choć chyba jednak nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Była ważna dla pokolenia, które szukało dla siebie szans we wczesnym polskim kapitalizmie, miała, jako jedna z nielicznych wówczas, wielu wyznawców, była wszechobecna i tak szybko, jak wzbiła się na wyżyny, tak i spadła, roztrzaskawszy się w pył.

Pamiętam szok, gdy zobaczyłem chłopaka w butach z jęzorami pomalowanymi – fabrycznie! – w kolory i znaki 10,5. Pamiętam żółto-czarne rowery, dziesiątki pomysłowych naklejek, świetne teksty na kapslach i opakowaniach, pogodne i twórcze reklamy między innymi z młodym wówczas Pawłem Wilczakiem. Ktoś w Kompanii Piwowarskiej zgromadził je tutaj:

Było dobrze, a potem wszystko to szlag trafił. Jacyś mądrale przedobrzyli. Zaczęli tworzyć odmiany 10,5 dla biznesu, premium-sremium, bez ładu i składu, zapodziała się gdzieś drapieżna stylistyka marki, jej niezależność i swojski charakter. Przestała być marką ludzi wolnych – jak głosiły napisy na butelce i puszce – a szybko stawała się marką dla pseudojapiszonów. Straciła charakter i zwiędła, wypierana przez Tyskie, które miało wtedy mocarstwowy charakter.

Upadła, ale wiele osób ciągle miało stare naklejki i puszki. Teraz próbują ją reaktywować i mam nadzieję, zrobią bez błędu niedawnej tromtadracji, bez nachalnej reklamy, właśnie tak, jak powinno się dziś wprowadzać taką markę – na drodze marketingu szeptanego.

A sam produkt?

TU PACZ! Nie ma sensacji. Kupiłem w Almie kilka puszek 10,5 (nie wiem nawet, czy sprzedają w butelkach), usiadłem w fotelu i deliberując długo – otworzyłem pierwszą puszkę. Nie ma sensacji… Można odnieść wrażenie, że jak większość masowej produkcji piwa w Polsce, tak i 10,5 powstaje z jakiegoś koncentratu, dowożonego z drugiego końca świata (dobrze, że wody jeszcze nie przywożą), bo piwo smakuje jak większość piw z mainstreamu. Może jako fan lokalnych produktów i marek, które dawno skazane były na wyginięcie – Noteckie, Kujawiak, Leżajsk czy Brackie, Zwierzyniec, Piast – oczekuję tego, co w piwie jest najważniejsze: aromatu, odrębnego smaku, świeżości, natury – a w nowym 10,5 jakoś nie odnajduję? Może już ostatecznie przestawiłem się na piwa niepasteryzowane, kupowane jak najbliżej browaru? A może to tylko zawód, że nic już nie jest takie, jak kiedyś?

10,5 nie zachwyciło mnie więc, choć fajnie było trzymać znów tę samą puszkę i mieć chwilę wspomnień. Ale, jak śpiewał Bogusław Linda, nic już nie będzie takie jak dawniej…

Do góry