Szaranagajama

29-08-2013, 09:00
Kategoria: 

Szaranagajama

Szumy zlepy ciągi, te leżenia, latania, transe, szaranagajama i ucho wilka wyje do wiatru...

Miron Białoszewski wciąż mieszka w Warszawie, chociaż Warszawa... chyba o tym nie wie. Tak sobie o tym właśnie myślę, szukając-zbierając-się-po-kawałku i dochodząc do wniosku, że nie są to dobre zbiory tego lata. To znaczy są, ale jak mam się zebrać do kupy, kiedy zebrać do kupy się nie mogę, albo mi nie dają moce złe, wszeteczne? Masz tak czasem, że już-już wydaje ci się – o nadgoniłem, jestem na bieżąco, lukasz do skrzynki mailowej, a tam bach, milion dwieście wszystkiego i od wszystkich.

Fot. mb2

Fantastyczna jest ta wystawa w Muzeum Literatury. Tym zdaniem pragnę powrócić do wątku głównego. Na remontowanym, rozkopanym, opłotowanym oraz oturystycznionym doszczętnie Starym Mieście znalazłem ducha Mirona, jego zeszyty, opowieści, głos, obraz, nawet świadectwo dojrzałości. Jest i niebieska siatka, w której przynosił do domu zakupy.

(A propos siatek, ale nie tych-takich od Mirona. Pamiętasz nylonowe siatki? No, takie, z żyłki. Nie pamiętasz. A ja pamiętam, ledwo-co, ale jednak, cała Europa miała hysia na punkcie nylonowych siatek, wypartych potem przez reklamowe torby. Nylonowa siatka miała jedną dobrą cechę: była wielokrotnego użytku. Oceany i morza spały wtedy spokojniej.)

Więc żeby o tym Mironie zdążyć jeszcze, zanim się pogubisz. Kiedy wybuchła wojna Miron Białoszewski miał 17 lat, w powstaniu był ledwo dwudziestolatkiem, a o tym, jak bardzo w tym okresie dojrzał, wiemy z „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego”. O tym, że trudno, dziwnie mu było po wojnie, pisał w tych swoich dziwacznych wierszach-nie-wierszach, które wciąż robią wrażenie na kolejnych pokoleniach. Się podoba to, co się nie wiadomo dlaczego podoba, ale się podoba. I tak ma zostać, i tak zostaje.

Chłodna, mieszkanie natchnione, wyprowadzka, to dla poety – Wyniesienie. Wyniesienie nastąpiło. „Ja lubię ciemno, ciemno, a tu jest jasno, jasno".

Fot. mb3

TU PACZ! Zajrzyj koniecznie pod byle pretekstem do Muzeum Literatury, na wystawę z Mironem i o Mironie, urwij się z domu nawet z daleka, złap wiatr pod koszulą, niech cie niesie i niesie,  i jeśli tylko dasz  radę – przybywaj. A jeśli szans na to żadnych nie masz, pochłoń choć znakomity film o Białoszewskim, w którym rolę ukradła poecie genialna tu Janda, ale i dla samej Jandy bardzo warto. Ten film to „Parę osób, mały  czas” w  reżyserii Andrzeja Barańskiego. Mirona gra znakomicie Andrzej Hudziak.

Dobrze, że ktoś pomyślał, że ten najbardziej warszawski poeta wciąż tu jest. Bo on jest.

Ja stróż latarnik nadaję z mrówkowca nie zabłądźcie. Mijacie, mijamy się, ale nie omińmy, mińmy, my. Wy, co latacie, i jesteście omijani.

Kiedy się widzi za szybą te notatki własną ręką w tamtym Sierpniu pisane, a w słuchawkach Miron czyta je osobiście, człowiek czuje, że Warszawa wciąż jest Białoszewska.

Nie bądź gupi, sprawdź to.

Fot. mb_kolaz

Do góry