Obrzydzenie nadmiarem masełka Lurpak

10-08-2013, 09:00
Kategoria: 

Obrzydzenie nadmiarem masełka Lurpak

Dziwnie ogląda się książkę, która powstała w oparciu o dorobek pracy blogerów. Do tego – autorów specyficznych, bo piszących o kulinariach. Najpierw lekko się żachnąłem, że to zdrada: przejść z online’u na print, ale po dłuższym namyśle i przeczytaniu całości… Myślę, że jest jeszcze gorzej!

Ta książka jest efektem drugiego konkursu na kulinarny blog roku. Uczestniczyło w nim ponad dwustu blogerów, co świadczy o potędze tej branży (tak, to już branża), a jednocześnie pokazuje jak można łączyć różne formy komunikacji. Niestety, niespecjalnie z korzyścią dla blogerów…

Po pierwsze: ciekawiej ogląda mi się zdjęcia potraw w sieci niż w wydaniu drukowanym. Tu tracą swoją moc, może dlatego, że polscy edytorzy ciągle nie potrafią przygotowywać wydawnictw na naprawdę wysokim poziomie. Jak trzeba „dotknąć sepią” linię artystyczną, to się nią przetrąca wszystko, łącznie z końcowym efektem.

„Z miłości do jedzenia. Najlepsze przepisy polskich blogerów” to zbiór ponad stu recept na „wspólne jedzenie i jego przygotowywanie”, co – jak twierdzi Piotr Bikont, autor przedmowy, pozytywnie wpływa na relacje międzyludzkie. To prawda znana, choć w przypadku książki poradnikowej poświęconej przepisom blogerów, wydała mi się dość trywialna. Jak i sama przedmowa.

„Książka kucharska”, która powstała jako pokłosie konkursu na najlepszy blog, to pomysł mało oryginalny. Wolałbym poznać autorów! Mieć ich w innej postaci! Zobaczyć! Dowiedzieć się, z jakich powodów bloger Facet i Kuchnia poleca mi akurat frittatę z chorizo i lekką sałatką. Ile dla niego znaczy to danie, jak powstało, kiedy, jak trafiło do Polski, jak wpadł na nie bloger – na podstawie wygrzebanego skądś przepisu? Skąd wygrzebanego, jak trafił do autora – podpatrzył w sieci czy wyłowił gdzieś w zapomnianych restauracyjkach na południu Włoch?

Niestety, w książce próżno szukać takiej wiedzy. Nawet linki do blogów podane są tak małym stopniem pisma, jakby wszyscy wstydzili się przyznać, skąd przypłynął konkretny przepis i kto go w sieci lansował. Jakby ktoś tworzył tę książkę w kompletnym oderwaniu od jej źródeł – niczego tu nie dowiaduję się o autorach, nie czuję ich pasji, widzę tylko zdjęcia, suche przepisy i… reklamy masła Lurpak. Mało, jak na plon konkursu. Dziwnie, jak na potencjał tematu.

Rozumiem wydawcę, który chciał po prostu sporządzić zestaw przepisów, ale nie rozumiem organizatorów konkursu (Arla Foods, producent… Lurpaku), którzy poszli na taką komunikacyjną, komercyjną łatwiznę. Dużo więcej o bohaterach kulinarnej blogosfery dowiaduję się na stronie internetowej konkursu – znów sieć górą nad printem! – co pokazuje, że informacji o autorach nie brakowało, wystarczyło je tylko należycie wykorzystać…

TU PACZ! Ta książka ma jednak dużo poważniejszą wadę. To kolejny triumf komercyjnych strategii wykorzystywania blogerów i ich codziennej pracy. Gotują, pichcą, pokazują, piszą, fotografują – jedzą zimne! – a potem sponsor zbiera ich dorobek w jedną serwisową całość i tak buduje zestaw potraw, by w każdym z przepisów znalazło się te dwa, magiczne słowa: „Masło Lurpak”…  Piernikowe bułeczki? Z klasycznym masłem Lurpak. Ziemniaki z pesto i parmezanem? Z miękkim masełkiem Lurpak. Placki ziemniaczane z gruszką? Też z masełkiem. Śledzik? Z masełkiem.

Nawet toskańskie jaja truflowe są tu – z czym? Z masełkiem. Z odrobiną wprawdzie, ale jednak. W tej książce nie dostrzegam żadnej potrawy, która mogłaby powstać bez masła! Choć nie! Rolada buraczana jest bez masła! Przegapili! Wywalić redaktora!

Sorry, nie kupuję tej ściemy. Dwustu blogerów wali do każdej potrawy masło Lurpak…  Buuueeee… Można zwymiotować! Nie kupuję tej natrętnej i w sumie prymitywnej agitki nawet wtedy, gdy zachęca się mnie z okładki, pisząc – „blogerzy przeszli samych siebie”. Nie, kochani, to nie blogerzy przeszli samych siebie. To marka Lurpak przeszła samą siebie, by wcisnąć łychę tłuszczu w każde danie i udawać, że to naturalne, normalne, ważne, jedyne, wskazane.

Ładujcie do swoich potraw wszystko – poza masłem! Krowa jest niezdrowa.

Tagi: 
Do góry