Nasze życie w… WC

05-08-2013, 09:00
Kategoria: 

Nasze życie w… WC

Temat będzie kompletnie pojechany, bo z pogranicza dobrego smaku, elementarza higieny osobistej i stylu życia. W sumie całkowicie nie pasujący do profilu tego bloga – i jednocześnie bardzo w temacie.

Od dłuższego czasu dokumentuję fotograficznie toalety w restauracjach, barach i kawiarniach. Taki fijoł. Najpierw szukałem Miss WC na potrzeby tego bloga, a jest w czym wybierać, potem zacząłem się zastanawiać nad wydaniem albumu o miejscach dziwnych i niezbędnych, aż w końcu zaniechałem dokumentowania, wiedząc, że facet, który wchodzi do WC i z miejsca cyka fotkę, nie wygląda na specjalnie mądrego.

Jest specjalnością blogerów robić zdjęcia daniom, które zamawiają i miejscom, które odwiedzają – chwalą się potem: o, tu byłem! Ale żeby pochwalić się toaletą?

Widzieliście na Fejsie, w jakim kiblu byłem???

Lubię to!

Do wczoraj nie czułem potrzeby dzielenia się tą… hmmm… pasją… Aż do czasu, gdy na jednym z portali przeczytałem wywiad, w którym specjalista od marketingu opowiadał o odwadze w  budowaniu marek i amerykańskim producencie papieru toaletowego Charmin, który stworzył aplikację na smartfony i tablety poświęconą… publicznym toaletom. SIT OR SQUAT – tak się ona nazywa – zawiera informacje o najlepszych i najgorszych toaletach w okolicy. Możesz wstawić recenzję, możesz trafić w miejsca, które są czyste i omijać wszystko, co śmierdzi. Świetne!

Patrząc z tej perspektywy, warszawiak i turysta przyjeżdżający do stolicy powinien na przykład obchodzić szerokim łukiem… Złote Tarasy i szukać toalet 2TheLoo na Dworcu Centralnym. 2TheLoo  brand z krajów Beneluksu, to absolutna rewelacja na polskim rynku. Są, jak zdążyłem zaobserwować,  na największych dworcach w Polsce i wszędzie trzymają klasę, ale przede wszystkim – trzymają dobry nastrój.

Wiedzą, że w kabinie WC kobieta spędza trochę czasu, że mężczyzna przed pisuarem też musi się na coś popatrzeć – i wprawić w dobry nastrój – i dają mu to! Twoja kabina jest wnętrzem starej biblioteki – albo ogrodem przed Białym Domem… A pamiętam, że można tam było również nie tylko kupić przybory kosmetyczne i środki higieny osobistej, ale także, uwaga-uwaga, napić się kawy! Szok!

Ale kto o tym wie?

Fot. Toaleta_kolaz

Złote Tarasy omijam pod tym względem od dawna, bo w czasie, gdy spędzałem tam mnóstwo czasu (kawa i włoska knajpa były mi bardzo po drodze) toalety należały do najbardziej śmierdzących w Warszawie i nijak nie przystawały do pojęcia „Złote”. Ale najgorszą toaletę, jeśli ten gnój zagrodzony drzwiami można w ten sposób nazwać, spotkałem kiedyś we Lwowie, w jednej z tamtejszych dość luksusowych restauracji. Nie ma już takich w Polsce! Albo: nie wiem, czy takie się jeszcze zdarzają. Częściej są takie, jak w warszawskiej Olivie oraz Mące i Wodzie:

Fot. toa3

Fot. toa1

Jakąś pointę powinienem teraz zawrzeć, prawda? Pointa jest filozoficzna – chyba pokonaliśmy wielką drogę w marszu do normalności, jeśli za luksusowe można uznać kible na dworcu… W wielu restauracjach, hotelach i barach toalety stały się częścią serwowanego komfortu, podobnie bywa nawet na stacjach benzynowych (kto zatrzymał się kiedyś na BP w Podgajach w północnej Wielkopolsce, ten wie o czym mówię). Toaletom poświęca się uwagę nie mniejszą niż wystrojowi wnętrz: warszawska Surya (szkoda, że już zamknięta) miała toaletę urządzoną na dnie wysokiego ciepłowniczego komina…

Nie chcę Cię tutaj epatować  widokiem warszawskich pisuarów i kabin, i zdjęć wstawiam niewiele, bo to mimo wszystko widok mało lifestyle’owy. Chciałbym jedynie wyrazić nadzieję, że doczekamy także aplikacji z przewodnikiem po polskich przybytkach. Może być wesoło, a jakby co – sporą część danych już mam! ;-)  I wybieram knajpy, o których wiem, że dbają o mnie w KAŻDYM zakresie. 

Do góry