Napieprzanka w Elizjum

20-08-2013, 09:00
Kategoria: 

Napieprzanka w Elizjum

Gdyby nie Matt Damon i Jodie Foster, pękałbym ze śmiechu. „Elizjum” to hitowe kino letnie, które nie poraża niczym innym niż porażać powinno: efektami specjalnymi i pieniędzmi. Nic więcej nie dostrzegam, choć to, co dostrzegam, jest w swojej klasie znakomite.

Ale tylko w swojej klasie, bo takich filmów, gdy bohater ratując jedno życie ocala ludzkość, jest wiele. Co więc w „Elizjum” jest wyjątkowego? Brawura, z którą użyto kamer, by pokazać dziesiątki scen z różnych przestrzeni rzeczywistości i nierzeczywistości.

Mamy rok 2154, nasza planeta przetrzebiona jest chorobami i skażeniami, bieda żyje w miastach, które przypominają brazylijskie fawele – chyba nawet gorzej – a bogatsza część ludzkości zdołała uciec na stację orbitalną, w której wiedzie sielankowe życie. Choroby leczy się w kapsule (jakby komuś wybuchł granat w ustach, to oni go tam poskładają w kilka sekund, spoko!, widziałem na własne oczy), nie ma śmierci, kontrakty podpisuje się na 200 lat, a jedynym, co nadal napędza tę część ludzkości, jest żądza władzy. To się nie zmienia.

Ci na Ziemi walczą o przetrwanie, ci w Elizjum o nic nie walczą, bo tylko kąpią się w basenach i grają w golfa. I tak się jakoś składa, że paru śmiałków na starej planecie zapragnęło przejąć tę sielankę na własność. Nie, żeby chcieli całe Elizjum – chcą tylko dostępu do kont bankowych. Bo także na Ziemi nadal liczy się to jedno: pieniądz.

Oczywiście upraszczam, bo przecież nie napisałem dotychczas, że biedny Matt Damon ma przed sobą pięć dni życia, został śmiertelnie napromieniowany, że podłączają jego mózg do mózgu miliardera, że te mózgi przesyłają sobie nawzajem dane – po kabelku USB lub HDMI, nie dostrzegłem, ale widać, że transmisja danych ciągle jest problemem – i że przychodzi mu walczyć z wszelkimi siłami zła, a zwłaszcza z bezwzględną, zimną i pazerną na władzę Jodie Foster.

Matt Damon widziany od tyłu wygląda w „Elizjum” tak:

Fot. Mat

A Jodie Foster postrzegana od przodu prezentuje się następująco:

Fot. Jodie

Lubię Damona, lubię Foster, więc film z ich udziałem oglądałem z przyjemnością, co oceny samego dzieła nie zmienia – letnie, miałkie kino, ze sprawną reżyserią i miliardem efektów specjalnych za 115 milionów dolarów. Nie wiem, ile warta jest polska kinematografia, ale sądzę, że w cenie jednego amerykańskiego szlagieru mielibyśmy kilka, może kilkadziesiąt doskonałych filmów, choć może z mniejszą ilością wystrzelonej amunicji i wybuchów.

Tak walczą siły dobra z siłami ciemności. Znacie takie sceny?

Fot. Elysium_4

TU PACZ! Przesłanie? Miałkie, łzawe, tanie, melodramatyczne, mało wiarygodne. Oto młodość Matta Damona, który marzył, by dostać się ze swoją ukochaną na Elizjum. Oto retrospekcje w miękkim świetle i mgle, i w słońcu – bo tak najlepiej pokazuje się wspomnienia z dzieciństwa. Oto przedziwna, szokująca miejska partyzantka, która operuje na zakurzonych i zapiaszczonych laptopach, ale potrafi zhakować wszystko. I oto dzika horda Ziemian, którzy żyją w norach, nie potrafią się zorganizować, a jedyne co ich trzyma przy nadziei, to chęć złupienia możnego świata Elizjum.

Sorry, nie kupuję. Intelektualny chłam, choć kino akcji pierwsza klasa. Tandetne, kiczowate sceny rozterek wojownika – ratować ludzkość czy małą dziewczynkę? – tandetne rozstania, maślane oczy kochanki sprzed lat. Nie kręci, słabe.

Co jest dobre? Ta cała napieprzanka, jak z gier komputerowych. Ona się podoba. Po raz pierwszy od dawna w wieczornej sali Cinema City widziałem ludzi. Ale może były to tylko bogate upiory z Elizjum, nie wiem. W każdym razie – każdy musiał mieć 25 złotych na bilet, bo inaczej by nie wpuścili. Nawet na Elizjum AD 2013 nad Wisłą trzeba bulić za bilety.

Zobacz, jak żyje się ludziom w 2154 roku. Trailer:

Do góry