Jeśli jest środa, to na którym jesteś festiwalu?

07-08-2013, 09:00
Kategoria: 

Jeśli jest środa, to na którym jesteś festiwalu?

W przelocie będąc, między festiwalami, zadaję sobie proste pytanie: czy jest jeszcze w Polsce miasto, w którym nie ma choć jednej festiwalowej imprezy?

Przystanek Woodstock rozsławił Kostrzyn i dla mnie był to do tej pory polski fenomen – zgarnąć w jedno miejsce i w jeden czas 450-500 tysięcy młodych i niemłodych ludzi, i dać im prawo do wolności, zabawy, wzajemnego szacunku. Atmosfera na Woodstocku przerasta wszystko, co dotychczas w ramach oceny festiwalowych publiczności widziałem.

W Kostrzynie na Przystanku ludzie się lubią. To wszystko. Na festiwalu w Opolu siedzą obok siebie. To wszystko. Nawet Dolina Charlotty, przy całym ogromnym szacunku dla wysiłku, jaki włożyli w swój festiwal, nie generuje takiej atmosfery – a przecież pod Słupskiem spotkały się legendy rocka, z Santaną na czele.

Off Festiwal nie jest konkurencją dla Woodstocku, choć za skandaliczny trzeba uznać wspólny termin obu imprez – wybrałem Woodstock i nieco, od strony muzycznej, żałuję: w Katowicach było więcej różnorodności i nie było tylu ramoli, ilu gromadzi Owsiak. No bo sorry, ile razy można słuchać tych samych nagrań Farben Lehre czy Big Cyca? Choć taki Anthtrax brzmiał doskonale… 

A wracając do festiwali: niezwykłe wydarzenia działy się w Szczecinie. Telewizje chyba słabo to relacjonowały – one jak zawsze skupiają się na politykach, nawet latem – a szkoda, bo to, co działo się na Wałach Chrobrego, przechodzi ludzkie wyobrażenia. Wały małe nie są, ale jeśli wchodzi na nie prawie półtora miliona widzów, to nagle przestrzeń kurczy się do formatu centymetra kwadratowego, który masz dookoła siebie. Dużo!

Chcesz może wejść na żaglowiec? Godzina-półtorej czekania w kolejce. Chcesz kupić lody? Niewiele krócej. Dużo spokojniej jest na poznańskim Transatlantyku, bo tu jakby publiczność bardziej ą-ę, tematyka mniej emocjonująca (wyłączywszy kulinarną część festiwalu), no i można dobrze pospać… Łóżkowy festiwal filmowy to jest to, co przemawia do mnie najmocniej – wprawdzie miejsc już nie było, ale gdy zobaczyłem tę przestrzeń… szacunek! Nie idziemy na film, idziemy do kina! Lubię to!

Te festiwale w każdym miasteczku i gminie… Z jednej strony zaraza jakaś, coś koszmarnego, bo rodzą się potworki w rodzaju setnego Festiwalu Smaków lub kolejnego Festiwalu Muzyki Żeglarskiej, ale z drugiej – fajnie, że umiemy się bawić, że w tych zabawach nauczyliśmy się rywalizacji (gmina z gminą, miasto z miastem) i że między Wolinem (Wikingowie), Warszawą (kolory), Jarocinem (punki), Woodstockiem (wszystko), Sianożętami (disco), Lublinem (połykacze ognia), Radomiem (lotnicy),  Jelenią Górą (teatry uliczne) i Katowicami (Rojek) jest przestrzeń dla ludzi, którzy mówią tak:

– Dzięki Bogu jest środa, nic się u nas nie dzieje…

Fot. f1

Festiwal Kolorów…

Fot. f2

Festiwal Żaglowców…

Fot. f4

Festiwal Woodstock…

Fot. F5

Festiwal Woodstock…

Fot. F6

Festiwal Transatlantyk…

Fot. F7

Festiwal festiwali…

Do góry