Złoty środek

13-07-2013, 09:00
Kategoria: 

Złoty środek

No dobra, jest źle. Bo wakacje niby, a ja biorę zakręt za zakrętem, szukając chwili wolnej od nawału zajęć, które zwalają się na głowę i nie pozwalają spokojnie NicNieRobić, czyli pracować.

Jaki jest sens pracy, w której nic się nie dzieje – tygodniami, miesiącami, albo nawet latami? Nie ma sensu. Przekładasz papierki, robisz od lat te same, powtarzalne i przewidwalne ruchy, otaczasz się stale tymi samymi problemami, a często – tym samym brakiem problemów, który sam w sobie jest problemem.

A jaki sens ma praca, w której dzieje się tyle, że dałoby się nią obdzielić pięciu innych ludzi, likwidując tym samym zjawisko bezrobocia? Też nie ma sensu. Ja wprawdzie znalazłem się – mimo wyjścia – apiać w tej samej (drugiej) grupie, ale kiedy patrzę na pierwszą, to też się wzdragam. Nie chcę tak!

Ale tak, jak mam – też nie chcę! Pracować, żeby nic nie robić? Idiotyzm. Pracować, żeby robić wszystko i sto razy więcej niż wszystko? Drugi idiotyzm.

Ratunkiem jest jakiś złoty środek. Robić tyle, ile trzeba, żeby się nie zmęczyć i wyjść z firmy o 16-17, i mieć z głowy, i mieć weekend, i mieć luz. Ba! Ale jak to uczynić, gdy ambicja, nawyki, chęć ratowania świata biznesu przed nieuchronnym kataklizmem i recesją, i własny durny charakter – zwyciężają…?

Halo, Houston! Kto ma jakiś złoty środek?

Do góry