Serial z życia małżeńskiego

01-07-2013, 09:00
Kategoria: 

Serial z życia małżeńskiego

„Przed północą” obejrzałem w małym, studyjnym kinie, co tylko pomaga takim filmom: przeżywa się je inaczej niż w stodołach multipleksów. A jakie wrażenia – po filmie?

To trzecia w dwudziestoleciu część trylogii z udziałem Ethana Hawke i Julie Delpy. W dwóch pierwszych („Przed wschodem słońca” i „Przed zachodem...”) poznajemy Celine i Jessy’ego, kiedy nawiązują romans, a później ponownie spotykają się po latach. W najnowszym filmie widzimy ich jako zgodne małżeństwo na wakacjach w Grecji: mają dwie córki-bliźniaczki, ona pracuje w organizacji ekologicznej, on święci sukcesy jako pisarz. Jest prawie-prawie sielankowo, bo jak to w życiu bywa, w ich relacjach można dostrzec także drobne zgrzyty.

Fot. be1

To subtelny film o meandrach uczuć czterdziestolatków. O gorzkich zawodach (bo ty zawsze… a ty nigdy…), o zazdrości, zdradzie i wybaczaniu, o miłości, która ma swoje wzniesienia i wystawiana jest na ciężkie próby, o ambicjach, pretensjach i odkładających się „na potem” domowych wypominkach. To także film o sztuce poszukiwania kompromisów.

Jessy ma syna z pierwszego małżeństwa. Poznajemy go, gdy żegna się z ojcem po udanych greckich wakacjach i wraca do domu w Stanach. Chłopak wymaga ojcowskiej opieki, tak widzi to Jessy i wyrzuca sobie, że spędza z nim zbyt mało czasu. Oboje z Celine mieszkają w Paryżu, ona dostała propozycję „pracy życia”, on chciałby przeprowadzić się do Chicago, żeby być bliżej syna. Czy to może być podłożem do małżeńskiego konfliktu, który wystawi ich oboje na ciężką próbę?

Jest ten film trudny, bowiem wymaga – w przeciwieństwie do wielkiej sieczki amerykańskiego kina – skupienia, wsłuchiwania się w racje aktorów. Tu nie ma akcji, jesteśmy na wakacjach, to Peloponez, życie toczy się ospale. Bohaterowie wracają z lotniska do letniego domu, tocząc (tak jak w pierwszych częściach) ciekawy dialog, drocząc się z sobą w pogodnej dość konwencji. Później towarzyszymy ich rozmowom z greckimi przyjaciółmi – tutaj także delektujemy się dialogami, które nie mają w sobie nic z filmowych banałów, są dobrze przemyślaną i zgrabnie podaną zabawą słowem, myślą, dwuznacznościami.

TU PACZ! Ale jest też – niestety – do pewnego momentu trochę sennie, żeby nie powiedzieć, nudno. Mamy wrażenie, że ta wakacyjna sjesta trwać będzie wiecznie, że Celine i Jessy dobrną jakoś do końca scenariusza bez wielkich krzywd, a my wrócimy do domów rozczarowani – że jednak nikt nikogo nie zabił lub że nie było trzęsienia ziemi, ataku Marsjan czy innej szarańczy.

I wtedy tych dwoje wybiera się na pożegnalną noc do hotelu. To prezent od przyjaciół, o którym mówią już w pierwszych scenach – że nie chce im się, że co oni zrobią z dziećmi, że trzeba się wyspać przed powrotem… Ale jednak idą. Chcą mieć chwilę dla siebie, zostawić na jedną noc dom, córki, kochać się, upijać, spać, budzić, kochać i wstać… I żyć dalej.

Fot. be_kolaz

Wchodzimy tym samym – wraz z nimi – we właściwy moment dramatu, w którym pozostają już tylko oni sami i ich wspomnienia, żale, pretensje, ambicje, próby dominacji. To najlepsza część tego filmu, dla niej warto obejrzeć cały… Coś pęka, coś się dzieje, temperatura rośnie…

Richard Linklater (reżyser) oraz Hawke i Delpy tworzą naprawdę udany projekt – piszą doń scenariusze! Można odnieść wrażenie, że znamy ich od lat – i że oni żyją z sobą razem od lat. Zrośli się z rolami, nie grają – są nieomal naprawdę filmowym małżeństwem, co czyni ich kłótnie i sielankowe sceny jeszcze bardziej wiarygodnymi. Są tak intrygujący, że chce się czekać na czwartą część – pewnie znów przez kolejnych dziesięć lat.

Czy ten film trzeba zobaczyć? On nie porywa, choć wciąga, a myślę też, że przeznaczony jest dla widzów dojrzałych, szukających w kinie refleksji, przemyśleń, jakichś wskazówek lub porównań. Jakie jest nasze życie w stosunku do tego, co widzimy u Celine i Jeesy’ego? Jesteśmy inni czy tacy sami? To jest jak lustro, każdy w nim dostrzeże to, co chce – w zależności od własnych doświadczeń i tego, jak bardzo chcemy widzieć swoje prawdziwe odbicie…

Może zwiastun cię zachęci:

Do góry