Można sięgnąć po marzenia, można dostrzec szarą rzeczywistość…

08-07-2013, 09:00
Kategoria: 

Można sięgnąć po marzenia, można dostrzec szarą rzeczywistość…

Pomiędzy tzw. Dziką Plażą na Jeziorem Powidzkim w Powidzu oraz hotelem Moran w Ostrowie, położonym nad tym samym jeziorem, jest około 10 kilometrów. To odległość, która dzieli dwa światy. W pierwszym można smażyć się na słońcu ludycznie, przy grillu i piwku, w drugim jest już bardzo ą-ę. Który świat lepszy?

Odpowiadam od razu – każdy jest dobry. Na Dzikiej Plaży wylegują setki okolicznych. To jedni z tych, którzy zapytani gdzie w tym roku spędzą wakacje, odpowiadają, że na Rodos.

Czyli: w Rodzinnych Ogródkach Działkowych Otoczonych Siatką.

Fot. dp1

Tak tam jest. Zwyczajnie. Prostolinijnie. Bezpretensjonalnie. Świat jakby zatrzymał się w miejscu, budki i domki pamiętające Gierka, a może nawet Gomułkę i Bieruta, pośpiesznie przed laty sklecone pomosty, kilka kiosków z zapiekankami, kiełbasą, frytkami, colą i piwem, wypożyczalnie sprzętu pływającego, wychodek, klepisko, na którym można pograć w siatkówkę, plaża, która udaje plażę.

Fot. dp3

Tłum ludzi wskazuje, że to miejsce ma popularność. I że takie miejsca nie zginą, nie zmienią się, bo nie ma takiej potrzeby. Plażowicze wysypują się z aut na pobliskim parkingu – całkiem dobre marki – biorą kocyki, wałówkę (jajeczko, chlebek z masełkiem, ser, ogórek, pomidor, piwo, woda, sok), siadają gdzie wolne i biwakują przez cały dzień. Jest luz, jest pogoda, czego chcieć od życia?

Fot. dp4

W czterogwiazdkowym hotelu Moran – Wellness & SPA – spotkałem Gulczasa z partnerką i dzieckiem, on dźwigał niebieską torbę z IKEA (z ciuchami), ona taszczyła sprzęt pływacki i dziecięce zabawki. Na tarasie restauracji króluje europejska kuchnia, czyli wszystko po trochu, od pstrąga po makaron penne i sałatkę grecką, jest też wino, piwo Paulaner i dobre widoki na przyszłość. Gama marek samochodów – ciut wyższa niż na Dzikiej Plaży. Okoliczności przyrody: zbliżone, bo oba miejsca ulokowane są w tym samym Powidzkim Parku Krajobrazowym, który słynie z jezior, wzgórz i pięknych lasów. Oraz pobliskiego lotniska.

Fot. Mo_kolaz

W Moranie świetnie smakował pstrąg, ale na Dzikiej podają wyśmienite kiełbaski z rusztu. W Moranie woda przy brzegu wydawała mi się bardziej czysta, a dno piaszczyste, nieco mniej zamulone. Tam też dziesiątkami ćwiczą kije wędkarze – czego na Dzikiej Plaży nie uświadczysz, bo za duży zgiełk. Na Dzikiej można przycumować żaglówką, przy Moranie też.

Fot. mo4

Co różni te światy? Otóż to chyba, że one rzadko się przenikają. Są jak marzenie i przekleństwo, obok siebie. Świata z Dzikiej Plaży w Powidzu nikt nie planuje windować do poziomu hotelu-spa w Ostrowie, to jest przestrzeń niskokosztowa, ludyczna, sfabrykowana pod sezon i określoną masę klientów o marnych zasobach portfelowych. Hotel-spa z basenem, choć uroczy, nie zmieni (w dół) poziomu usług, bo i po co – jego klienci na Dziką Plażę już nie jeżdżą, choć jakieś dwadzieścia lat temu jeździli (wszyscy jeździliśmy) tylko na takie dzikie plaże… Ale tam bez stówy na obiad nie ruszaj, na Dzikiej Plaży stówa starczyłaby na tydzień…

TU PACZ! Podoba mi się nasz kraj właśnie dlatego, że oba światy koegzystują równolegle, nie zgłaszając wzajemnych pretensji. Jeśli idziesz w górę na ścieżce kariery, Moran i podobne hotele-spa stają przed tobą otworem. Jeśli jesteś poniżej średniej, albo gdy jesteś down & out…

…wtedy takie miejsca stają się weekendowym rajem, małą życiową nagrodą, pociechą, ucieczką.

W Powidzkim Parku Krajobrazowym można sięgnąć po marzenia i przejrzeć się w lustrze codzienności. Można zachłysnąć się blichtrem luksusu i dostrzec, jak wielu z nas nigdy go nie osiągnie. 

Do góry