To męska rzecz – ratować prezydenta!

07-07-2013, 09:00
Kategoria: 

To męska rzecz – ratować prezydenta!

Panowie, jest film do obejrzenia! Klimatyzowana stodoła multipleksu zrobi wam podwójną przyjemność: będzie chłodne powietrze i będzie gorąco od emocji. Oraz wystrzałów. I zabierzcie swoją kobietę – niech zobaczy prawdziwie męski świat. Bylibyście tacy sami, gdyby to wam przyszło ochraniać prezydenta USA!

„Świat w płomieniach” to film doskonały na wakacje i w sam raz, by udowodnić np. Cinema City, że pójdzie z torbami, jeśli nie zacznie inaczej traktować widzów. Kino akcji, niezła obsada, dobry zwiastun, żywy temat, dużo się dzieje – a na sali jak zawsze GARSTKA. Bo się kiniarzom wydaje, że o każdej porze i w każdym dniu cena biletu musi być równa i zawsze musi wynosić 24-25 złotych. I że łaska widzów dana jest raz na zawsze. Się zawiedziecie…

A film? Jakbym nie przeżył po wielokroć „Szklanej pułapki” (1,2,3,4,5…), to powiedziałbym, że świetny. A powiem tylko tak: to jest dobre wakacyjne kino, nic więcej. Rozrywka, zabawa, trochę grozy. Całe mnóstwo widowiskowych efektów, choć bez przesady – wszystko widzieliśmy wcześniej, nawet ta oderwana łopata z wirnika helikoptera, która dochodzi do szyi jednego z bohaterów i zastyga, krzywdy nie czyniąc, to już byyyyło. Widzieliśmy już jak się strzelają, jak skaczą przez okna, wyłamując kuloodporne szyby w Białym Domu, jak włamują się do sieci, jak wybuchają granatniki, wszystko.

Fot. w2

Fot. w3

Dlaczego więc warto? Bo tak. Bo czego się spodziewać, jeśli właśnie nie tego? John Cale (Channing Tatum, o którym chciałoby się powiedzieć, że gra tu rolę życia, ale nie gra, jest tylko dobry) to młody, ambitny ochroniarz, wcześniej żołnierz z Afganistanu, który chce się dostać do służb specjalnych ochraniających prezydenta USA. Ta z kolei rola przypadła Jamie Foxxowi, który jako prezydent Sawyer całkiem upodobnił się do Baracka Obamy (widzieliście jego zdjęcia, jak pływa kajakiem? świetne!) i który stara się wypaść wiarygodnie. Broni się.

Oto więc Cale idzie na rozmowę kwalifikacyjną do Białego Domu i robi niespodziankę córce – zabiera ją z sobą. Co łatwe nie jest, bo córka mieszka z matką (po rozwodzie z Johnem) i niespecjalnie szanuje tatusia. Ale polityką i Białym Domem, mimo 11 lat, interesuje się bardzo. Pech chce – ale ten pech to samo szczęście dla widzów – że w tym samym czasie, gdy tata z córką spacerują po prezydenckich komnatach (ojciec roboty w Secret Service nie dostał), banda zabijaków robi coś na kształt zamachu stanu. A co najmniej napadu terrorystycznego.

Fot. w4

Wiesz, co będzie dalej? Domyślasz się? No to po co ja tu piszę? Dzięki, do widzenia…

Eee, no nie tak zaraz... Wiadomo przecież, że zło przegra z dobrem, że dzielny John tymi gołymi ręcyma (z niewielką pomocą prezydenta) pozabija ich wszystkich, że wyjdzie z każdej opresji i że w drugim odcinku pojedzie – już jako obstawa prezydenta – do Rosji i tam udaremni kolejny światowy zamach.

TU PACZ! Takie jest to kino. Wtórne, pełne hollywoodzkich kalek (kalka od kalki, a nie od kaleki), pełne wtrąceń w dialogach, które mają zapadać w pamięć i śmieszyć – nie śmieszą – przetrącone nutą patriotyzmu (córka machająca prezydenckim sztandarem ratuje Biały Dom przed zniszczeniem z powietrza), pełne patosu i truizmów.

Fot. w1

A jednak – kurde, panowie – się ogląda. I o to chodzi czasami. Żeby wyłączyć mózg (jeśli nie wyparował w temperaturze +33) i spędzić miło dwie godziny, z przysypiającą obok kobietą, która pyta – a co to jest RPG? Noooolllluuuuudzie… Dla takich chwil kochamy kino akcji: możemy ze znawstwem wyjaśnić wszystko – budząc szacunek i nadzieję na wieczorny seks.

Amen. Do następnej części. Drugiej, czwartej, ochnastej…

Luknij jeszcze na zwiastun:

Do góry