Duszno, choć da się żyć. Ale wolę greckie wyspy!

19-07-2013, 09:00
Kategoria: 

Duszno, choć da się żyć. Ale wolę greckie wyspy!

Do Aten trudno się przekonać, ale można się w nich mocno zakochać – wystarczy wyjść poza strefę wypełnioną turystami, trafić w zakamarki Plaki, których nie zalewa wielojęzyczny tłum. Czego mi tu potrzeba najbardziej? Czasu. I cienia.

Fot. ate2

Duszno. I wszystko gna. Trąbi. Huczy. Przyśpiesza. Ateny nie są dla ludzi, są dla bogów, których wozi się lektykami, chłodzi wielkimi palmowymi liśćmi i polewa przyjemnie chłodzącą wodą. Akropol w tym wszystkim wydaje się prawdziwym piekłem – za dużo ludzi, za dużo stopni Celsjusza, zbyt wiele wrażeń.

Dlatego – czas jest tu chyba najważniejszy. Po raz pierwszy byłem w Atenach 12 lat temu. Miasto wtedy rozkopane, budujące się, inwestujące – teraz przeszło w inny stan, kryzysowej stagnacji. Ale mój ateński pierwszy raz przydarzył się wczesną wiosną, temperatura była więcej niż znośna, ludzie niesamowicie przyjaźni, moi ówcześni biznesowi partnerzy potrafili znaleźć na starym mieście takie kafejki, bary i restauracje, że puchnie głowa – nie miałem żadnej szansy, by je po latach znaleźć.

Z jednym wyjątkiem! To jedno miejsce udało mi się odszukać… Ouzeria, z gatunku tych, do których chce się wracać zawsze. Ze ścianami w butelkach, z kadziami wypełnionymi metaxą. Klimatyczna i staroświecka – tu widać 60 lat najnowszej historii Aten…

Fot. ate8

Porażające w takich miastach jest pamiątkarskie badziewie. Wszystko spod jednej sztancy, na każdym stoisku te same gipsowe figurki, tak samo kolorowane, tak samo rzeźbione, jakby pochodziły z jednej, gigantycznej fabryki. Te same zbroje i takie same boskie posągi, podobne wazy i jota w jotę takie same ozdoby. Handlarze zaklinają się, że to wszystko hand made, że oni sami, tymi rękami, nocną porą, dla dobra Aten i światowej turystyki… Gdyby Chińczycy mogli naklejać na wszystkim, co produkują, własne naklejki „Made in China”, świat skurczyłby się bardzo…

Fot. ate6

Fot. ate9

Nie ma siły na Ateny, na zalew turystów. Tak samo, jak nie ma siły na Pireus, na żar (choć od wody bryza lekko chłodzi), na namolność emigrantów, wciskających na każdym kroku „oryginalne zegarki” i „oryginalne smartfony Xony”. Prawdziwa przyjemność to posłuchać, jak grają tacy ludzie…

Fot. ate5

Ale… kiedy będziecie czytali ten tekst, ja będę już na Santorini. O ile nikt tu znów nie zastrajkuje. Superjet już czeka…

Fot. ate4

Do góry