5 widoków, z powodu których można zakochać się w Santorini

20-07-2013, 09:00
Kategoria: 

5 widoków, z powodu których można zakochać się w Santorini

Czasami słowa nie są potrzebne. Wystarczy sama fotografia, obraz w pamięci, krótki sygnał: oto jest powód naszego zachwytu.

Nie mam powodów, by chwalić miejsce, w którym się znalazłem, bo miliony pochwaliło je przede mną. I nie mam specjalnej ochoty, by wzorem podróżujących blogerów pokazywać tawernę, hotel, ulicę, ludzi – bo to wszystko jest tak samo greckie, jak cała południowa i wyspiarska Grecja: w charakterze, w temperaturze powietrza, ciała i nastroju.

Jest pięć powodów, dla których Thira czy Oia to miejsca, do których warto wracać po wielokroć. Ja jestem tu po raz drugi. Kolejny raz przyjadę dokładnie w tym samym celu. By łowić kolory i motywy. I znaleźć wreszcie czarnego kota.

ZACHÓD

Podobno jedyny taki zachód słońca jest w Oia, nigdzie więcej… Do najlepszych miejsc ustawiają się kolejki fotoamatorów już godzinę-dwie przed zatopieniem słońca w wodach Morza Egejskiego… Według mnie wszędzie tam jest podobnie. Landszaftowo, ale pięknie.

Fot. san1

HARMONIA

To miejsce jest po prostu urzekające. Każdy człowiek, który tu usiadł, burzył ład tego zakątka. Wyczekałem moment, kiedy wszyscy wyszli…

Fot. san2

 PERSPEKTYWA

Jeden z najczęstszych widoków. Nie można się dziwić, że Thirę pokazuje się stale w ten sposób: bo i dlaczego miałbym pokazywać ją inaczej, jeśli z tej perspektywy widać całe piękno wyspy? Koloryt, zderzenie wielkości klifów z wielkością zasiedlającego je człowieka.

Fot. san3

BEZPRETENSJONALNOŚĆ

Czyż nie jest piękny widok męskich kalesonów na zapleczu świątyni? Czy do takich widoków nie warto wracać?

Fot. san4

LINIE. BIEL. BŁĘKIT. SCHODY.

Główny mój cel – schody Santorini. Widziałem w tylu albumach, tyle razy zazdrościłem, chciałem powtórzyć te same ujęcia, znaleźć te same złamane linie, cienie, tę biel przetrąconą szarością i błękitem. I znajduję. Tylko kota nie mogę znaleźć: czarny kot pasowałby tu idealnie! Ale jeszcze znajdę, spoko! Jak nie teraz, to kolejnym razem!

Fot. san5

Do góry