5 książek, które warto wziąć na wakacje

02-07-2013, 09:00
Kategoria: 

5 książek, które warto wziąć na wakacje

Wakacje? Nie ma nic gorszego niż nie mieć nic do czytania. Kiedy jest wieczór, dzieciarnia padła, albo kiedy jest rano i trzeba spędzić tych osiem godzin na męczarni w rodzinnym grajdole… Ale to jest także dobry pretekst, by się wyłączyć: JA CZYTAM! Mówisz – i nic nie musisz robić!

Zatem: nawet jeśli lecisz samolotem, a już na pewno, kiedy jedziesz własnym autem, upchnij gdzie się da jeden dodatkowy egzemplarz. Albo pięć. Po chorwacku raczej nie poczytasz, łatwiej może być w Hiszpanii czy we Włoszech, wszak podobno rodak na potęgę uczy się języków, ale jednak zawsze to lepiej mieć swoje czytadła podczas wakacji.

Na bałtyckich plażach stanęły już księgarnionamioty, jeśli natomiast zaszywasz się w głuszy na Mazurach, w Bieszczadach czy w Beskidzie, czytaj! Bo – śmiem twierdzić – czytanie ma szansę zbawić świat. ;-)

Na początek – zdziwienie – trzy rdzennie  polskie tytuły.

Fot. Ksiazki_kolaz1

„Ości” Ignacego Karpowicza pochwalili już wszyscy święci – i ja się przyłączam. Karpowicz poszedł mocno  wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy i w wyrafinowany sposób pokazał sposoby życia, które jednych oburzają, drugich tylko dziwią, a trzeci przechodzą obok nich obojętnie obok, bo już dawno praktykują. Dwie rodziny, człowiecza niewierność (monogamia  nie leży podobno  w naszej naturze), romans, kochanie więcej niż jednej osoby – a wszystko to nie tylko nie prowadzi do rozbicia związku, ale – całkiem przeciwnie – w jakiś sposób go umacnia, poszerza, rozwija.

Karkołomne? W dzisiejszych czasach, kiedy rzec można – wszystko już było i wszystko jest na sprzedaż, pozostaje pytanie: czy  hipokryzja ma coś wspólnego z uczciwością? Odpowiedzi szukaj w zawiłOściach. Maciej Stuhr z obwoluty  poleca szczerze: –  Ość  w dom, humor w dom! Tylko czy to właściwie jest zabawne?

„Obok Julii”, Eustachy Rylski – erudycja, duża klasa, wielki temat: nasza przeszłość, jaka mogła być i jak pięknie wszystko schrzaniliśmy. Upalne lato 1963, młody Janek Ruczaj spotyka po latach swoją wielką miłość, nauczycielkę Julię. Czytają Rylskiego po włosku, niemiecku, po hiszpańsku i po węgiersku, po rosyjsku i francusku. U nas pozostaje pisarzem z wyższej półki, trudnym, eleganckim, wydającym ostre sądy  o współczesności, kojarzony z polityczną prawicą w wywiadach udzielonych po wydaniu najnowszej książki dość zdecydowanie odcinał się od tych skojarzeń.

„Obok Julii” to powieść o przemijaniu: nostalgia dopadnie każdego z was, jeszcze tylko trochę poczekaj… każdy na tym świecie starzeje się w równym tempie… –  zdaje się mówić pisarz. Jeśli niektórzy o tym zapomnieli, Rylski przypomina.

„Bezcenny” i Zygmunt Miłoszewski – mówi się, że w Szwecji najlepsi są Mankell i Larsson, a w Polsce jeden Miłoszewski. „Domofon” był, moim zdaniem, świetny, dwie kolejne powieści – „Uwikłanie” (sfilmowane) oraz „Ziarno prawdy” (podobno kręci już Borys Lankosz), nieco słabsze. Że poza Miłoszewskim już nikt  w kraju nie pisze przyzwoicie, też nieprawda. Jest Ćwirlej, są Czubaj, Konatkowski  i Krajewski, ale jednak to Miłoszewski unosi się na wznoszącej.

Na trzech czasowych planach, w 1945, w rok potem i współcześnie toczy się akcja kryminalnej intrygi z bezcennym obrazem w tle. Wątki skądinąd  znane nam z powieści zza wielkiej wody. Sam autor podkreśla, że napisał powieść – ćwiczenie z literatury wysokobudżetowej, że miał ochotę na epickość, że to thriller, powieść detektywistyczna, nie zwyczajny kryminał. Na ile zamysł się udał? Jedni pieją z zachwytu, inni są głęboko rozczarowani. Do sprawdzenia: właśnie jestem w trakcie.

Wyjrzyjmy jeszcze za opłotki...

Fot. Ksiazki_kolaz2

„Prawda”, Michael Palin. Bardzo oryginalna książka. Palin, to jedna z twarzy niezapomnianej grupy Monty Pythona, aż 18 lat kazał czytelnikom czekać na kolejną, drugą swoją powieść. Ktokolwiek przeczytał „Prawdę”, ten prawi komplementy: pomysłowa, intrygująca, świetnie wymyślona, na czasie. Ten ekothriller to bez wątpienia krytyczny opis współczesności, napisany z pasją i empatią.

Tak naprawdę to to jest książka o tym, że nie wiadomo co jest prawdą. Że co na początku drogi coś nią było, z jednaką pewnością nie jest nią u kresu. Ot, co!

Napisz bestseller – biografię jednego z najbardziej znanych na świecie ludzi, Hamisha Melville'a, ekologa, aktywisty, obrońcy praw człowieka, ikony współczesnego świata! Taką propozycję otrzymuje bohater książki Palina, Keith Mabbut. Co z tym robi autor i jeo alter ego? Palin z ekipą filmową zjeździł pół świata kręcąc dokumenty, niejedną „prawdę” widział i poznał, opowiada o tym z dużym znawstwem, czyta się znakomicie.

Aha! Palin lubi Polaków, nie bez powodu jedna z postaci jest...Krystyną.

„Kontrakt Paganiniego” i Lars Kepler, na koniec. Kepler nie istnieje, to pseudonim Szwedów Ahndorilów, Aleksandry i Aleksandra. „Hipnoza”, poprzednia powieść pisarskiej spółki, trafiła niedawno do kin, a nad „Kontraktem...” pracuje jeden z najlepszych skandynawskich reżyserów - Lasse Hallström (sfilmował „Co gryzie Gilberta Grape'a” i „Kroniki portowe”), co już stanowi wystarczającą rekomendację. Czekam na nowy film niecierpliwie.

Powieść zaczyna się jak zawsze – pewnej letniej nocy stary rybak dostrzega dryfujący po zatoce jacht, na pokładzie – a jakże – ciało młodej dziewczyny. „Göteborgs Posten” twierdzi, że to jeden z najlepszych szwedzkich kryminałów ostatnich  lat, tego bym nie powiedział, ale ponieważ Szwedzi mają rękę do mrocznych historii, nikt poważny w wątpliwość poddawać  nie zamierza.

A poza wszystkim… „Seria ze strachem” Wydawnictwa Czarne straszy tradycyjnie koszmarną okładką: zaczynam mieć przekonanie, że to jakiś żart wydawcy i projektanta Łukasza Mieszkowskiego. Na karabinie jak na skrzypcach, gra na okładce gość pod muszką – na plażę, do grajdoła w sam raz.

Polecam i przypominam się: trzeba czytać!

Blogi i coś jeszcze. ;-)

Do góry