Saunabeczka kusi i pachnie seksem

02-06-2013, 09:00
Kategoria: 

Saunabeczka kusi i pachnie seksem

Kiedyś modny był saturator z wodą sodową i cytrynada jak marzenie – leczyła kaca i pragnienie. Czy teraz nad Bałtykiem zacznie królować saunabeczka?

Młodzieży wyjaśnimy najpierw pojęcia abstrakcyjne:

1. Saturator z wodą sodową to była niewielka budka (zwykle na kółkach), zawierająca butlę z dwutlenkiem węgla, łącze wodne i podajnik do soków, z dwoma zbiornikami (na sok malinowy i cytrynowy), zakończony kranikiem, a także urządzenie czyszcząco-myjące, zwane natryskiem, które spłukiwało szklankę po każdym kliencie. Do szklanki można było wlać sok malinowy (na dnie) i po dodaniu wody gazowanej tworzył się smaczny napój orzeźwiający w cenie 50 groszy za szklaneczkę. (W dużych miastach cena w sezonie potrafiła skoczyć do 1 złotego – taki to był wolny rynek!). Czysta z gazem kosztowała 30 groszy. Szklankę myło się pod kilkusekundowym natryskiem wodnym – i już. Można było pod ustami poczuć smak warg 100-tysięcznego miasteczka i żaden sanepid sprzeciwu nie zgłaszał, a i żadna epidemia nie wybuchała. Saturatory stały w wielu miastach Polski, osobliwie – nad morzem. A wyglądały mniej więcej tak:

Fot. saturator

2. Cytrynadka był to z kolei napój niegazowany o smaku bliżej nieokreślonym, w kolorze słomkowo cytrynowym, składający się z wody i cukru oraz kwasku cytrynowego, zapakowany w foliowy woreczek, do którego dodawano plastikową rurkę. Rurka była gratis! Sprzedawano go na polskich plażach w sprzedaży obnośnej prosto z koszy lub lodówek (ale to raczej rzadkość), a sprzedawcy wydzierali się jeden przez drugiego, stosując niekonwencjonalne formy marketingu bezpośredniego i eksploatując niezniszczalne wierszyki, typu: Cytrynadka-cytrynadka i dla babci, i dla dziadka! Albo: CYT!rynada! Kup kobiecie i nie gadaj! Nie od rzeczy będzie powiedzieć, że to działało – im dalej od centrów miast, tym lepszy był efekt, a woreczek cytrynady potrafił kosztować nawet 5-6 złotych, przy cenie produkcji nie przekraczającej 30 groszy za sztukę.

3. Bałtyk – takie morze z glonami, najzimniejsze na półkuli, nad które jeżdżą chmarami tysiące Polaków, łudząc się, że będzie taniej niż nad Adriatykiem oceanem gorącym. I nigdy nie jest. Jeśli benzyna gdzieś w Polsce tanieje, to nad morzem zwykle jest najdroższa w Europie. Jeśli w Warszawie truskawki są po 8 złotych, to nad Bałtykiem cena gwarantowana = 16 złotych. Jeśli gdzieś ma padać w długi majowy weekend, to nad Bałtykiem – na bank. Jeśli gdzieś można kupić świeżą rybę, to sorry, najrzadziej w nadbałtyckich smażalniach.

Choć więc Bałtyk nadal istnieje i ma się dobrze (temperatura plus 9, czarna flaga), to cytrynady i saturatorów już nie ma. Teraz na plażowiszczu pojawia się to:

Fot. Sauna_3

Saunabeczka! Już kusi, już można się w niej poddusić! Widziana w kilku miejscach, produkowana w jednym – u pana Ślązaka w Lubowidzu. Obejrzałem, chciałem nawet stanąć w kolejce, ale wycofała mnie świadomość, że to jeszcze nie ten czas, że może byłoby lepiej zimą, że może morze powinno przyciągać innymi atrakcjami – i pomaszerowałem dalej.

Dialog, który rozegrał się między parą siedzącą w położonym nieopodal barze, warto jednak przytoczyć:

On (rozmarzooony): – Faaajnie by mogło być…

Ona: – Tam w środku? Zanim by się to rozgrzało…

On (lekko zaniepokojony): – To co??!

Ona (ze śmiechem): – To już byś musiał wyjść.

On: – No co ty! Przecież to się bierze na godziny!

Ona (z totalnym chichotem): – Przecież tobie wystarczy minuta!

On (zły):  – Weźsiękurwawieeesz…! Ja ci nie wypominam! Ludziekurwasłuchają. Cię.  

Witamy nad Bałtykiem! Tu zawsze chodziło o to samo. To znaczy o odpoczynek. Po pracy. 

Do góry