Powiedz: kogo chcesz zabić?, a powiem ci: jesteś idiotą! I dostaniesz bilet do kina.

10-06-2013, 09:00
Kategoria: 

Powiedz: kogo chcesz zabić?, a powiem ci: jesteś idiotą! I dostaniesz bilet do kina.

„Noc oczyszczenia”. To nie jest kolejny thriller o niczym, ale w żaden sposób nie wykorzystuje swojej szansy tematycznej, by stać się filmem o czymś. To kino rozrywkowe, a nie moralitet. To draka, która w finale ma doprowadzić do krwawej jatki, a nie kino współczesnego niepokoju, które ma pobudzać do myślenia.  

Według scenariusza: jest rok 2022. W Stanach prawie nie ma przestępczości, bezrobocie wynosi 1 procent, kraj kwitnie. Jedną z metod sprawczych dobrobytu okazała się „noc oczyszczenia” – raz do roku, przez dwanaście godzin, można bić, grabić, palić i zabijać bezkarnie, w celu zrzucenia z siebie ciężaru agresji.

Fot. noc_kolaz

Agresja tkwi w każdym z nas, przemocy się boimy, ale na swój sposób – przemoc  nas fascynuje. Więc… raz do roku MOŻNA. Można wszystko. Na ulicach nie ma policji, nie jeżdżą karetki pogotowia, nie działa straż pożarna. Możesz zabić swojego szefa, który potrącił ci ostatnią dniówkę! Możesz zabić każdego, bez powodu też. O ile pokonasz zabezpieczenia i dostaniesz się do jego domu.

Taką właśnie historię opowiada nam James DeMonaco, reżyser filmu. Jest super! Widzimy szczęśliwą amerykańską rodzinę (innych prawie nie ma), ojciec – sprzedawca systemów zabezpieczających domy przez złoczyńcami – wraca do domu, purytańskiego domu, w którym nie godzi się przy obiedzie używać słowa „penis”. Sielanka. Dwoje dzieci, żona. Starsza córka już baraszkuje z chłopakiem, syn manipuluje przy mechanicznych, nafaszerowanych elektroniką zabawkach. Obiad, telewizja…

Fot. noc4

Zbliża się godzina 19, za moment rozpocznie się kolejna noc oczyszczenia, tatuś rygluje wszystkie okna wielkimi stalowymi zasłonami. Twierdza. Za oknami słychać pierwsze strzały. Ameryka się oczyszcza, lepsi zabijają gorszych, czyści brudasów, podwładni szefów, głupi mądrych, mądrzy głupich. Rano nic już nie będzie takie jak wcześniej, będzie lepsze! Ameryka zrzuci z siebie balast agresji i wzniesie się na kolejny poziom dobrobytu!

Rzuć okiem na trailer… 

Dystrybutorzy tego filmu promują go przy pomocy konkursów na blogach: dostaniesz bilet jeśli napiszesz nam kogo chciałbyś zabić. Śmiało! Napisz nam, kogo chciałbyś zabić! Bilety czekają!

Tak, to właśnie jest KWINTESENCJA MIELIZNY, do której sprowadzono ten film. Punkt wyjścia wydaje się wprost genialny, sprzyjający rozwiązaniom, dzięki którym powstają arcydzieła światowego kina. Kontekst społeczno-polityczny, swoista absurdalność ustroju nadająca bezprawiu znamiona lecznicze i profilaktyczne, przyzwolenie na przemoc, jako cecha współczesnej Ameryki, dobre osadzenie w realiach dramatu – producent najlepszych zabezpieczeń zmaga się z rzeczywistością, w której jego naszpikowane elektroniką systemy daje się rozwalić przy pomocy kilku łańcuchów i ciągnika.

Głowa rodziny, James Sandin (grany przez Ethana Hawke), zamyka się wraz z domownikami we własnym bunkrze, przekonany, że nikt nie zdoła sforsować jego kryjówki. Nie uwzględnia społecznej wrażliwości syna, który widząc ściganego przez „czyścicieli” bezdomnego Murzyna, wpuszcza go do domu i dezaktywuje system. Stary Sandin szybko włącza zabezpieczenia, ale pod drzwiami jest już grupa pościgowa. W maskach z „Mechanicznej pomarańczy”, pod wodzą tego tu kochasia (Ryes Wakefield):

Fot. noc1

DeMonaco prowadzi nas przez swój thriller z dużą sprawnością. Denerwujemy się, zastanawiamy – co weźmie górę: szlachetność czy oportunizm? Czy ojciec wyda Murzyna czyścicielom? Czy będzie gotów walczyć? Czy znajdzie w sobie moc? Będzie negocjował? Co zrobi?

Fot. noc2

Nie powiem, co zrobi i jak potoczą się losy bohaterów w oblężonym domu. Bo to i tak nie ma żadnego znaczenia. Z minuty na minutę początkowa wartość intelektualna tego filmu schodzi na płyciznę żenady, której jedyną miarą są litry sztucznej krwi bryzgające po ścianach. Jatka staje się oczywistością, musi do niej dojść i nie jest to zdrada zakończenia (bo epilog jest znienacka surrealistyczny – zważywszy okoliczności TEJ nocy), a że do rozlewu krwi dojdzie czujemy tuż po tym, jak w domu pojawia się bezdomny Murzyn.

TU PACZ! Czy stanąłbyś w obronie bezdomnego, zapewne śmierdzącego i zakrwawionego Murzyna? To pytanie wydaje mi się po stokroć ważniejsze niż kwestia: czy chciałbyś kogoś zabić, gdyby było ci wolno, gdyby nie groziło to żadną karą? Czy broniłbyś w sobie resztek człowieczeństwa, czy przeciwnie – brałbyś do ręki maczetę, karabin maszynowy (jesteśmy w USA, nie?) i siekierę, i rąbałbyś kogo tam sobie chcesz, dla oczyszczenia organizmu z zalegającej w nim agresji?

Takie pytania można by stawiać, gdybyśmy szli na film, który chce nam opowiedzieć cokolwiek więcej niż kolejną historię o podrzynaniu gardeł…

Do góry