Nieprzyzwoicie genialny film!

16-06-2013, 09:00
Kategoria: 

Nieprzyzwoicie genialny film!

Nie powinienem pisać tej recenzji, bo brak mi słów. Nie umiem znaleźć, odebrało mi mowę w piśmie. Poszedłem na „Dziewczynę z szafy” i jestem jak zahipnotyzowany: grą Mecwaldowskiego, reżyserią i scenariuszem debiutującego w takim formacie Bodo Koxa, tematem, przesłaniem.

Nie mów mi, że nie masz dzisiaj czasu albo, że szkoda ci kasy na wyskok do kina – jeśli nie obejrzysz tego filmu, to znaczy, że nie powinniśmy się spotykać na tym blogu: zbyt mocno różni nas wrażliwość na sztukę.

Fot. szafa_kolaz

To jest film o outsiderach. Jacek (Piotr Głowacki) jest webmasterem i choć łowi jakieś zlecenia na rynku, nie można o nim powiedzieć, żeby obrastał dobrobytem. Tomek (Wojciech Mecwaldowski) jest jego bratem, cierpiącym na zespół sawanta i jak się okaże, chorym na raka mózgu. Magda (filmowy debiut Magdaleny Różańskiej), antropolog, jest ich sąsiadką, ma depresję totalną, podejmuje próby samobójcze, bierze narkotyki. Los i przypadek chce, że tych troje ludzi łączy się w dziwnym układzie: Jacek prosi Magdę, by na kilka godzin zaopiekowała się bratem, Tomek zakochuje się w sąsiadce. I… Zaczyna się dziać…

Najpierw wszystko pachnie całkiem udaną komedią miłosną. Mocne dialogi, trochę szybkiego seksu, perypetie z uciekającym bratem, kolacja we troje i dramatyczny poranek… Byłoby to kino rozrywkowe, gdyby nie wielka, wiarygodna, porównywalna z rolą Dustina Hoffmana w „Rain Man” kreacja Mecwaldowskiego. Znany raczej z lekkich komedyjek aktor wspiął się tutaj na wyżyny sztuki aktorskiej. Upośledzony umysłowo geniusz! Był perfekcyjnie wiarygodny w swojej chorobie, sugestywny, wrażliwy, twórczy, szalony, niebezpieczny, dziki, zakochany, delikatny, cierpiący  – wszystko to w jednym.

Oglądamy to z wielka przyjemnością… Kiedy jednak nagle w „Dziewczynie z szafy” pojawia się ból, prawdziwy ból, widzimy już coś więcej niż pogodną historię ze sprawnie napisanymi dialogami i ciekawie zakreślonymi postaciami.

Film gwałtownie pęka. Przestajemy szukać powodów do śmiechu, a zaczynamy dostrzegać dramatyzm sytuacji całej trójki – zresztą, nie tylko ich. Wszyscy w tym filmie są sami, są singlami z wyboru lub z życiowej konieczności. Wszyscy są przełamani, pokręceni, nieprzystosowani. Nawet policjant zalecający się do Magdy, w tej roli Eryk Lubos, też nie ma dokąd pójść ani co z sobą zrobić. Nawet sąsiadka głównych bohaterów, Kwiatkowska, pewnie wdowa, też dramatycznie szuka jakichś głębszych przeżyć, relacji – znajduje je w Radiu Maryja i szemranym przystojniaku, z którym pije wódkę.

Fot. szafa1

TU PACZ! Doskonałą kreację stworzył Mecwaldowski, ale dwie pozostałe także zasługują na wysokie oceny. Wiarygodność aktorska Piotra Głowackiego nie pozostawia żadnych wątpliwości: on jest w tym świecie najbardziej zagubiony, walczy o siebie, o jakiekolwiek uczucia, kobiety, o brata, o zlecenia, o chwilę spokoju – jest dzielny, ale i on pęka. Magda grana przez Różańską pęka właściwie zawsze, coś nie pozwala jej normalnie żyć, halucynuje się, śpi w szafie – jest tam bezpieczna – ma wzrokowe (zresztą zabawne) omamy, odkręca gaz… Żyje w swoim, odrealnionym świecie.

Gdzieś pomiędzy światami jej i Tomka – który pięknie maluje i gra na fortepianie, a Magda po raz pierwszy się uśmiecha – pojawia się uczucie. Zaczynamy mieć nadzieję, że ten film będzie poświęcony właśnie temu związkowi, ale tu czeka nas kolejne zaskoczenie – tak jak w pierwszej fazie głównym bohaterem jest poszukujący kobiety Jacek, a w drugiej Magda z Tomkiem, tak w trzeciej fazie filmu żyjemy już wyłącznie cierpieniem Tomasza. Te skoki napięcia mogą irytować, ale dla mnie są siłą filmu Bodo Koxa. Skaczemy z kwiatka na kwiatek, z emocji na emocję, z jednego dołka wskakujemy w drugi.

Czy jest ktoś, kto w dołku nie jest?

Z „Dziewczyny z szafy” wynika, że chyba nikt. Wszyscy niesiemy jakiś garb, wielu zdarzeń nie da się cofnąć, trzeba żyć i dostosować się do nowych warunków, a nie każdy potrafi, nie każdy ma siłę i zdrowie.

Piękny, momentami przezabawny, często wzruszający film. Troje aktorów na wyżynie swojej sztuki, w tym jeden – w formie światowej. Nie wiem, na które festiwale wyślemy ten film, ale obawiam się, że w zalewie tandety, znów będzie jak z dziełem Agnieszki Holland, „W ciemności”. Życzę Mecwaldowskiemu wszelkich istniejących nagród za tę rolę.  

Zwiastun:

Fot. Anna Rzepka, materiały filmowe

Do góry