Na północy bez zmian

01-06-2013, 09:00
Kategoria: 

Na północy bez zmian

Kocham ten moment, w którym nad Bałtykiem rodzi się życie. Po zimie i martwej wiośnie mamy SEZON. Sezon na Niemca, sezon na zapiekankę i kebab – chyba nic już w Europie tak nie śmierdzi, jak nowy bar z kebabem na dworcu w Kołobrzegu! I nic tak nie cieszy oka, jak żołnierze strzelający do przechodniów na promenadzie w Świnoujściu.

Fot. żołnierze

Jod robi mi dobrze: nad morzem nawet przez moment nie czuję skutków alergii. Chyba, że zaliczyć do nich wściekłość na lokalną gastronomię i handel… Co popycha miejscowych, by otaczać się takim bezmiarem badziewia? Co im nakazuje, poza brakiem kasy, by dekorować swoje stoiska i lokale najgorszymi symbolami kiczu? Plastikowe ch…e-muje-dzikie węże, tandetne szyldy i hasła, sztuczne kwiaty, błyskotki, świecące kule i podwieszone pod sufitem wielkie pająki.

Jaki jest powód, by oni – przecież mieszkają czasem w wypasionych willach, jeżdżą po świecie, bywają na salonach – nadawali ton tak jawnym gwałtom na estetyce?

Nagromadzenie dziadostwa na jeden metr kwadratowy potrafi swym rozmach przerastać nawet wschodnie bazary. Efekt jest łatwy do przewidzenia: jadąc wzdłuż wybrzeża nie odróżnisz już jednego deptaku od drugiego. Jesteś wszędzie, czyli nigdzie, bo wszędzie króluje ta sama tandeta, stadionowy gust i glanc.

Zdarzają się, owszem, próby ucieczki do przodu, jakieś formy poszukiwawcze, próby zwrócenia uwagi na własną przestrzeń w sposób niekonwencjonalny, jak w małym barze rowerowym i przed hotelem w Kołobrzegu czy w kantynach Dźwirzyna, ale to ciągle wyjątki.

Fot. moto_kolaz

Fot. pilka

Króluje fason, którego nawet nie chciało mi się fotografować: znamy go wszyscy. Wielkie landary-hangary wypchane chińszczyzną, bary w stylu góralskim (nad morzem góral musi czuć się jak u siebie), a gdzieś między tym wszystkim znane nam sezonowe postaci: człowiek-guma, człowiek-złoty pomnik, kataryniarz z papużkami (świetny pan!) i mechaniczny siłacz, który zmierzy moc twojego ciosu młotem. Bo przecież musisz czymś błysnąć przed niewiastą.

Fot. gastro_kolaz

Fot. gimnastyk_kolaz

Fot. kataryna_kolaz

Ludzi ciągle jeszcze niewiele, a wśród tych niewielu większość to ciągle Niemcy. W Świnoujściu nie wypada wręcz mówić po polsku, w Mrzeżynie jest nieco lepiej, w Kołobrzegu najgorzej, im dalej na wschód – tym polskość zdaje się odradzać. Powinniśmy zapraszając gości zza Odry robić im test przydatności do krajowych realiów – umiesz wypowiedzieć nazwę Dźwirzyno lub Mrzeżyno albo choć Niechorze i Świnoujście, wpuszczamy; nie umiesz – zapraszamy do Krakowa.

Fot. plaza_kolaz

TU PACZ! Co jest prawdziwą atrakcją? Oczywiście rejs po morzu, niezwykłość polegająca na półgodzinnym wyjściu z portu, ustawieniu się prawą burtą wzdłuż wybrzeża – państwo mogą robić zdjęcia, jedyna okazja! – i rychłym powrocie do macierzystego portu, po kolejną zgraję turystów.

Fot. statek

A mówiąc poważniej – hitem lata będą te oto koniki, kucyki i żyrafki, na których można poruszać się do przodu anglezując w siodle, czyli rytmicznie unosząc i opuszczając biodra. Zabawa fajna, miło w niej widzieć dzieci, ale słyszałem też pytania czterdziestoletnich damulek, czy „da się tego dosiąść”… Hmmm… nie tylko tego.

Fot. hit lata

Nie nudziłem się wczoraj: przeszedłem, według Endomondo, prawie 21 kilometrów, idąc wzdłuż linii morza, dzięki czemu dziś od rana mam doskonałą wymówkę, by nie wstawać z łóżka i spędzić dzień w sieci. Nogi zostawiłem na plaży.

Zresztą, ma padać.  

Do góry