Lubię, kiedy klient…

18-06-2013, 09:00
Kategoria: 

Lubię, kiedy klient…

Szczerze? Walczę na froncie dbałości o interes klienta. Musi to być bardzo duży interes, bo walka z nim zajmuje mi już tydzień i końca nie widać.

Masz tak czasem? Że jesteś na 574 slajdzie prezentacji dla Pana Klienta i nagle słyszysz, że wszystkim się to, co robisz, bardzo podoba, z wyłączeniem slajdów od numeru 2 do numeru 573? Reszta jest zajebista, wspaniała, w ogóle jesteś najlepszy, tylko tych kilka pozycji, a właściwie kilkaset, a właściwie całość… trzeba by wymienić. I będzie gites. Jak u Nohavicy tłumaczonego na polski.

Lubię, kiedy klient wie, czego chce i gdy potrafi to jasno zwerbalizować. Tak jak dziś rano tych dwoje z pociągu. Ona – mama, on – syn, w rodzaju: gej zafascynowany brzmieniem i miękkością własnego głosu. Nie żebym miał cokolwiek przeciw, ale orientację wysłyszałem w śpiewnej intonacji każdego zdania. Zaczęło się od słów:

Mamuniu…?

Szczerze i prawdziwie! On ma na oko lat 27 i wali z taką lekkością: Mamuniu!

– Tak, Robercie…?

– Zobacz jak się pięknie układają te dróżki i pola. W mozaikę taką.

– No.

– Ładnie… W ogóle ładnie tu. Można by mieć dom w takim miejscu, wiesz?

– No wiem. Babcia dzwoniła, kiedy spałeś.

– I co? Pojechała do kota? Nie podrapał jej?

– Nie pojechała. A tu zobacz…, jak jest ładnie tu.

W ogóle w pociągu było ładnie w ogóle: klimatyzacja maksymalnie ściągnięta w dół, żeby chłodziła do minus nieskończoności, choć nie trzeba niczego chłodzić o poranku. Barmanka z Warsu, która nalewa do kubka z kawą wody po czubek i mówi: Uwaga, gorący napój!, aż po maszynistę, który hamuje tak, że drzwi od przedziałów otwierają się na oścież, aż sąsiad z fotela obok musi rzucić: – Gdyby je związać sznurkiem, toby nie latały…

W sumie racja. Gdyby rzeczywistość związać dziś sznurkiem, to by się ani nie ruszyła, ani nie protestowała, ani nie przesuwała w przyszłość.

Jadę i wydłubuję resztki optymizmu z PowerPointa. Nic nie jest w stanie mnie pocieszyć, kiedy dopieszczam kolejny slajd i przeczuwam, że klient go skomentuje: – Za dużo niebieskiego… Albo z podobną wnikliwością doda: – To bym przesunął w lewo…

A ja zrobię minę, która mówi, że klient ma zawsze rację i dopowiem : – No jasne! Ależ błąd! Oczywiście, że w lewo!

Więc: walczę. Wklejam i rozpisuję, ustanawiam hierarchie i statusy, mam już taki zwis do wszystkiego, co mi się łomoce w monitorze, że nawet nie chce mi się zbyt głośno śmiać. Tu z tego tu:

Chciałbym, żeby tak wiało dziś przez całą godzinę prezentacji. I żeby ten wiar rozgonił psie myśli. Wszystkim i wszędzie.

Do góry