Fałszujące mamuśki

27-06-2013, 09:00
Kategoria: 

Fałszujące mamuśki

Czterdziestka, lekko zblazowana Roz idzie do łóżka z 19-letnim synem Lil, swojej najlepszej przyjaciółki, takiej prawdziwie od serca. Owdowiała przed laty Lil wdaje się tymczasem w romans z 19-letnim synem Roz. I żyją w takim czworokącie. Czy to komedia? Nie. Dramat. „Idealne matki”.

Nie wiem, przyznaję, jaki znaleźć stosunek do tego filmu. Dwie piękne kobiety (Naomi Watts i Robin Wright) grają rolę znudzonych życiem, niespecjalnie zapracowanych mam. Mają po czterdziestce, są zgrabnie postarzone. Ich synowie, jak i one od lat, przyjaźnią się. Cała czwórka jest w zasadzie nierozłączna (mąż Roz wyjeżdża niemal na starcie filmu), spędza z sobą długie wieczory i… Pewnego wieczoru syn Lil całuje i idzie do łóżka z Roz… Syn Roz widzi matkę wychodzącą z pokoju swojego przyjaciela, odwiedza więc Lil i… robią to samo.

Szaleństwo? Dziwactwo? Raczej – niezdolność do hamowania własnych żądz i pokus, nuda, chęć przeżycia czegoś ekscytującego. Dwie kobiety pożegnały już młodość i dawną urodę, wiedzą też, że testosteron ma swoje prawa i że ich młode dzieci wkrótce wyfruną z gniazd, i znajdą sobie młodsze partnerki – i tak się dzieje, ale dramat na tym się nie kończy. Matki najpierw miotają się, nie mogą na siebie patrzeć, potem przechodzą nad swoimi romansami do porządku dziennego, aż w końcu całej czwórce jest z romansem do twarzy, sielanka trwa.

Fot. ide

Ten film jest nie dość wiarygodny. Watts i Wright męczą na ekranie siebie i nas, fałszywie pozując do ujęć z głębią psychologiczną wrzuconą do scenariusza i na siłę w kolejnych scenach podrzucaną przez Annie Fontaine, reżyserkę. Zamiast zachować się jak dojrzałe kobiety i podejmować dojrzałe decyzje, brną w absurd. Brakowało im seksu? No to wreszcie go mają. Nie miały przyjaciela u boku? Wreszcie jest. Mamusinsynek.

Sielankowe wybrzeża Australii – najmocniejsza część tego filmu – wzmacniają wrażenia. Rzecz dzieje się na odludziu, miasteczko jest gdzieś w tle, nieinwazyjne, sąsiadów nie ma, dni spędza się na plaży, surfowaniu po falach, sączeniu wina i kochaniu z synami. Cudzymi synami, ma się rozumieć.

Fot. ide2

TU PACZ! W tym wszystkim jest jakaś przewrotność. Bo przecież postrzegalibyśmy oba te związki dojrzałych kobiet z młodymi mężczyznami jako coś naturalnego – kogoś to dziwi? – ale tu włącza się pierwiastek emocjonalny: przecież to jest syn najukochańszej przyjaciółki! One były zawsze jak druga mama! Nie wypada! Nie wolno! To prawie kazirodztwo!

Tak nam podpowiadają resztki słowiańskiej przyzwoitości (w Australii wszystko jest do góry nogami, to w końcu po drugiej stronie kuli ziemskiej), tak nam podpowiada nasz obyczaj, albo – bo ja wiem – odpowiedzialność?, roztropność?

Ale przecież oni się kochają! Syn Roz kocha Lil nawet po ożenku, syn Lil kocha Roz od zawsze i na zawsze, taką miłość trzeba uszanować, wynosić na piedestały! Więc dlaczego coś nam zgrzyta?

Zgrzytają nam fałszywie grające mamuśki. Bezboleśnie i bezrefleksyjnie przechodzące do pocałunków. Jak dzikie baby – sexturystki, które dorwały się do młodych kelnerów z hoteli w Hurghadzie.

O chłopakach, aktorach, nie napiszę nic, bo grają drewno. Pewnie mają jakieś nazwiska, ale mam wrażenie, że powiedziano im, iż będą grali w filmie promującym dezodorant Axe – są wynajęci jedynie do tego, by prezentować kaloryfery na brzuchu i wydymać usta przed wieczornym seksem z mamuśkami. Nawet dziewczyny, które sobie na boku przygruchali, są jakieś takie… inne. W sensie urody. Nic nie podbije uroku gwiazd Hollywood!

Fot. ide3

„Idealne matki” to ekranizacja powieści Doris Lessing. Może miał to być pikantny dramat, może psychologiczna głębia filmu miała nas powalić – niestety, publiczność częściej się śmieje niż sięga po chusteczki. Jeśli miało to być studium przypadku i żal nad zgnilizną obyczajów, to wyszła z tego zaledwie marna opowiastka melodramatyczna. Bez ikry, bez pieprzu (pieprzoty też takie sobie), bez prawdy. Fałsz i pic czuje się na odległość.

Jedynie klimatu można pozazdrościć.

Zwiastun:

Do góry