Wariat! Szukałem stylu i talii osy!

29-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Wariat! Szukałem stylu i talii osy!

Klasyczne pozy na fotografiach, z lekką nutką ekstrawagancji… Wąska talia, podkreślone biodra… Elegancja, powściągliwość… Już było po wojnie, ale wielka zmiana wisiała w powietrzu… Jeszcze nie było mowy o bogactwie i przepychu, ale przecież noszono prawdziwe futra! No i zaczął się rock’n’roll! Szalone lata 50! Tamta moda już nie powróci.

Próbowałem wczoraj znaleźć jej ślady w sklepach, idąc po sieciówkach, po tym co najbardziej popularne i dostępne. Coś tam błysnęło w Mohito, coś można wynurkować w Royal Collection, ale generalnie nawiązań do stylu lat 50. minionego stulecia nie widać. A szkoda, bo był to okres najbardziej chyba doskonałego podkreślania wszelkich walorów kobiecości… Jak choćby tu:

Fot. pin_kolaz

Wzory? Gdzieś między kratką, groszkami i pepitką, to przykuwało oczy, choć przecież modne były także słodkie, kwiatowe motywy. I na jednym biegunie pensjonarskie, plisowane spódnice, a na drugim – rozkloszowane, wielkie. Wszystko: wirowało, musiało wirować!, w coraz szybszym tańcu. Coraz mocniej odsłonięte nogi, coraz szersze spódnice… No i silna, czarna kreska na powiece: to już dzieło Brigitte Bardot. I loki na głowie – to z kolei boska Marilyn!

Fot. pin_kolaz2

Do tego małe kapelusiki, rękawiczki aż po sam łokieć i wyżej, szpilki lub buty z odkrytym palcem, kolie z pereł…

To była moda, która powstawała niejako w odpowiedzi na kryzys, na biedę. Kobiety nie czuły już takiej presji, że muszą wraz z mężczyznami ratować swoje ojczyzny przy wojennych-fabrycznych warsztatach, już nie trzeba było zaciskać pasa, bo gospodarki całego świata, jak to po wojnach, ruszyły z kopyta. Chciały wyjść z siermiężnych strojów! Pin-up girls były uśmiechnięte i coraz odważniej odsłaniały ciało, trafiały na plakaty wieszane w chłopięcych (i męskich) pokojach, brylowały na potańcówkach…

Fot. pin_kolaz6

Królowały kardigany z cienkiej dzianiny, mocno zaciśnięte paski jednoznacznie podkreślały talię, całość potrafiły dopełnić bufiaste rękawy. Gorset z ramiączkami, talia osy – we Włoszech istne szaleństwo na punkcie takiego wcięcia! – wiązane w talii koszule i krótkie marynarki, wszystko podkreślało kobiecość.

Optymizm! Oddech! Tak o tamtych latach mówiła moja Mama. Pamiętam jej ciuchy z lat 50: wisiały w garderobie wystarczająco długo, by dwadzieścia lat później moja siostra mogła powiedzieć – Ale fajne, nosiłaś to? Mogę przymierzyć, dasz mi?! Miały tę fantastyczną zwiewność, naturalność, że aż cieszyły wzrok! Mała, płaska czerwona torebka, rok produkcji 1954, była w moim domu aż do końca wieku…

Fot. pin4

Wczoraj… nie znalazłem „talii osy” w stylu lat 50. w żadnym sklepie; szkoda. Znalazłem to:

Fot. pin_kolaz5

Fot. pin_kolaz4

Fot. pin_kolaz3

TU PACZ! Nie ma szaleństwa. Czasem aż chciałoby się powiedzieć – jest strasznie dużo projektanckiej żenady! Bo też i nie ma pomysłu na kobiecość: w różnorodności mieści się dzisiaj wszystko, nawiązanie do każdej epoki i brak nawiązania, dowolność kolorystyczna i stylistyczna, wolność wyboru i luz, każdy materiał i każde zestawienie.

Jest trend i nie ma trendu. To jest i piękne, i fatalne zarazem. Bo można pchać do sklepów byle chłam, bez gustu, bez stylu, bez pomysłu. Ciosane ręką drwala sukienki, jakieś udawane wzorce i kroje stylistyczne, sposoby wykończenia, mundurkowa chińszczyzna, szczyty badziewia. Powojenna prostota miała dużo więcej sznytu i powabu, pozwalała kobietom emanować kobiecością, choć wyrastała na biedzie i czasach kryzysu. 

Do góry