Stoker cię wkręci i… wykręci

12-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Stoker cię wkręci i… wykręci

Niemal do ostatniej minuty filmu – nie jesteśmy w Hollywood. I nagle szlag trafia wszystko. Nastrój, niedopowiedzenia, zmysłowość. Znów jest rąbanka po amerykańsku, która psuje końcowy efekt. Mimo to „Stoker” trzeba zobaczyć!

 Mogłem wybrać „Oszukane”, ale nie żałuję. „Stoker” to mistrzowska realizacja Parka Chan-wooka, znanego choćby z reżyserii „Oldboya”, psychologiczny thriller, w którym wielką rolę grają… detale, sposób filmowania i dźwięk. To niezwykle sugestywny, estetyczny pokaz sztuki filmowej, wypełniony układanką nastrojów, barw, przenikaniem obrazów, niezwykłym montażem i wręcz nieprawdopodobnej jakości dźwiękiem. Tu wszystko żyje, oddycha, jest piękne albo przerażające i przerażająco piękne

Główną rolę gra India Stoker, osiemnastolatka, w którą wcieliła się Mia Wasikowska. Jest bezbłędnie demoniczna, tajemnicza, subtelna, a ma jeszcze jedną szczególną cechę – nienaturalnie wrażliwy słuch. Słyszy wszystkie szmery, szepty, dźwięki dochodzące zza ścian, nawet chodzące po jej butach i nodze pająki. Jest zagubiona, w szkole – niedotykalska prymuska, w domu – córka swojego ojca, spędzająca z nim wiele czasu, uczestnicząca w jego polowaniach.

Fot. sto1

Ojciec umiera w tajemniczych okolicznościach – tak zaczyna się ten film – a my widzimy jego pogrzeb i przybyłego nie wiadomo skąd stryja. Brat Stokera, Charlie, to postać, która od początku ma – czujemy to natychmiast! – jakiś plan względem Indii i jej matki Evelyn (tu: alabastrowo zimna, emocjonalnie mało obecna, zaciągnięta botoksem Nicole Kidman).

Rolę Charliego, o którego istnieniu rodzina Stokerów dowiaduje się dopiero teraz, gra znakomicie Matthew Goode. Wygląda trochę jak Ken, trochę jak człowiek z plastiku, trochę jak minister Nowak z czasów kariery w modelingu, jest tyleż piękny i powabny, co pewny siebie. Uśmiech diabła, oczy diabła – to nie może się dobrze skończyć…

Fot. sto3

India nie akceptuje stryja, jej matka – wręcz przeciwnie, z chęcią uwiodłaby Charliego, co zresztą usiłuje zrobić. My jednak widzimy, że to między młodą dziewczyną i jej stryjem pojawia się dziwna nić porozumienia i wzajemnej fascynacji. Najpierw jednak na terenie sporej posiadłości Stokerów zaczynają dziać się dziwne wydarzenia… Ktoś zniknie, ktoś się pojawi i zniknie…

Film ma mistrzowski montaż i jeszcze doskonalsze, pełne wirtuozerii zdjęcia. Jesteśmy świadkami nocnej próby gwałtu, domyślamy się jej dalszego ciągu, widzimy jednak biorącą prysznic Indię i najpierw wraz z nią spłukujemy drobiny brudu, zrzucamy ubranie, a dopiero później – poznajemy szczegóły dramatycznych wydarzeń… Niby przypadkiem spostrzegamy fragment przyrodniczego filmu na ekranie telewizora w hotelowym pokoju i widzimy go za moment w domu Stokerów, ale dochodzące nas słowa komentarza niemal natychmiast zaczynają grać rolę w filmowej rzeczywistości…

Fot.sto4

Niesamowicie piękne i świetnie zsynchronizowane są przejścia pomiędzy niektórymi kadrami: scena, w której India czesze włosy swojej matki, a one w płynny, przecudny, sugestywny sposób przechodzą w falujące trawiaste łąki, to mistrzostwo kina. Dla takich scen, dla takich ujęć warto chodzić nawet do pustego Cinema City (przypominam, że są filmy, którym warto dać promocyjne i cenowe wsparcie, to takie marketingowe abecadło…).

TU PACZ! „Stoker” jest w pewnym sensie przewidywalny, bo wszyscy czujemy, że coś – CO? – musi się wydarzyć. Jego psychologiczny ciężar, dramaturgia, emocje, które krążą pomiędzy bohaterami, udzielają się także widzom. Ten film nakręcono w Stanach, ale reżyser (na szczęście) nie zgubił na trasie Seul-Hollywood swojej azjatyckiej wrażliwości i dzięki temu widzimy dzieło niebanalnie mroczne, pełne erotycznych niedopowiedzeń (genialna scena duetu Indii i Charliego przy fortepianie), doskonale przemyślane.

I nagle – hrrrrrggghhhrrr – coś zgrzyta. Ktoś przestawia wajchę w stronę Hollywood, ostatnie 7-10 minut to już trywialna, typowa dla horrorów spod znaku piły i kosiarki krwawa sieczka. Szkoda, zakończenie psuje efekt całości, pomyka w stronę standardów Hollywood, zabija główną wartość tego filmu: cudowną grę wieloznacznościami…

Szkoda. Ale mimo to, było warto: polecam. 

A tu polski zwiastun "Stokera":

Do góry