Spotkałem nawet szczęśliwych Aktorów (2)

16-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Spotkałem nawet szczęśliwych Aktorów (2)

Poszliśmy w Polskę, a ściślej – polną, warszawską drogą nad jeziorko za teatrem przy Łaziebnej. Jakież musiało być zdziwienie wędkarzy, gdy zobaczyli takie postaci!

Fot. F40_1

Teatr Akt to sześcioro przyjaciół, fantastycznych, zgranych z sobą ludzi.

Agnieszka i Marta, Tomek, Jaś, Krzyś, Marek. Samowystarczalni. Tworzą własne spektakle najpierw w wyobraźni, później w ożywionych dyskusjach, a wreszcie – bezpośrednio wśród publiczności, wiecznie coś zmieniając, dodając, poprawiając.

Nie trafiają na scenariusze, które powalałyby ich na kolana, od lat najczęściej piszą sami i pokazują swoją sztukę a to na ulicy, a to na festiwalach i deskach zaprzyjaźnionych teatrów, a to wreszcie w czasie firmowych eventów, jeśli menedżerowie chcą akurat „pożeglować w stronę kultury”. Mają na swoim koncie wiele prestiżowych nagród, setki – może już tysiące? – realizacji, kilkadziesiąt spektakli świetnie przyjmowanych przez publiczność, są w teatralnej offensywie i, bywa, mają długie tygodnie przestojów.

Ale są szczęśliwi. To widać nawet wtedy, gdy wykonują proste czynności wiążące się z przygotowywanym spektaklem. Ich to ciągle bawi, wciąga, każe pokonywać kolejne wyzwania.  Żyją w ruchu. Czasami widzą świat z wysoka: szczudła są dobre na wszystko. I nie są etatową kotką na blaszanym dachu, leniwie przeciągającą się w popołudniowym słońcu – czarny kot, który przebiegł im drogę, gdy wychodzili w plener, jest stałym gościem: właśnie dostał michę.

On ma chyba jeszcze większy luz: naprawdę nic nie musi.

Dopieszczają każdy szczegół swojej garderoby, scenografię i przyrządy także w większości budują samodzielnie. Tomek: – Nie mam specjalnego przywiązania do pieniędzy, ale… chciałbym je czasem mieć, żeby  nasze projekty w fazie przygotowania nie miały barier, ograniczeń materiałowych czy sprzętowych. Nie wszystko zrobisz „pomysłem”, czasami trzeba kupić technologię, użyć drogich komponentów. To nas ściąga w dół, wiele zachodnich teatrów, choć także offowych, nie ma takiego problemu: ich sztukę doceniają sponsorzy, samorządy, krytyka.

W Warszawie jest ponad 20 publicznych scen teatralnych, w różny sposób utrzymywanych przez samorząd i państwo. W dużych stolicach europejskich… dwie, trzy, czasami pięć… Reszta, jak Teatr Akt, utrzymuje się z grantów, festiwali, jednorazowych dotacji czy stałej współpracy z mecenasami kultury. U nas – ani tradycji, ani wsparcia, ani polityki, która by taką strategię uwzględniała.

Fot. F25

Jest kryzys – mówi Agnieszka – i kultura odczuła go chyba jako pierwsza. Poznikały festiwale, poznikały miejskie imprezy, firmy nie organizują spektakularnych projektów artystycznych, nie ma budżetów sponsorskich i promocyjnych. My mamy to szczęście, że trzymamy się razem od ponad 20 lat, już chyba umiemy to robić, ale wiele teatrów, które startowały później od nas, poupadało, a ich animatorzy albo zmienili profesję, albo poszli na etaty, albo wegetują.

Fot. F52

Marek i Marta zgodnie podkreślają: wolność artystyczna ma swoją cenę. Wysoką cenę. Ich teatr powstał w budynku, który kiedyś był magazynem, a w czasie okupacji – podobno żołnierską kantyną. Zbyt ładny nie jest, nie ma co ukrywać, ale JEST ICH. Prawie na własność; prawie robi jednak sporą różnicę – czynsz gminie trzeba płacić nawet wtedy, kiedy zima, a spektakli i przychodów mało. Albo zero.

Podróżują… Stale. Od miejsc do ludzi, od ludzi do klimatów, od klimatów w stronę własnej wyobraźni. Prowadzą własną podróż w nieznane, trochę z dnia na dzień, trochę na przekór światu, trochę po wariacku, ale wszyscy mówią – nigdy na etat! Nigdy na scenę, w której wszystko jest od-do, jak w urzędzie. U nich liczy się perfekcja połączona ze spontanicznością: każdy spektakl tworzą na żywo, każdy, choć według scenariusza, może być inny.

Fot. An20

TU PACZ! Dzisiaj można ich spotkać od godziny 15:00 na rogu Targowej i Alei Solidarności. Rozpoczynają kolejną edycję Praskich Animacji. Kolejną podróż, kolejny etap w życiu Podróżnika.

Znamienne, jak ciekawie splata się ich scenariusz z rzeczywistością: grupa Zamierzchłych Turystów rusza w trasę, ma na mapie zaznaczoną stację metra, lecz nie może jej znaleźć… Może się okazać, że znów winne są media, ale równie dobrze – zagięcie czasoprzestrzeni albo inna cholera. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć, gdy Zamierzchli Turyści zaczną szukać w Warszawie stacji metra…

W sobotę i niedzielę można wpaść na Łaziebną 9 (no dobra, da się jakoś dojechać, a jakby co, dobrzy ludzie na miejscu doprowadzą i pokażą), bo Akt planuje majówkę teatralną – dostępną dla wszystkich mieszkańców. Najpierw jednak czeka nas akcja uliczna na placu Szembeka, potem niedzielny koncert rockowo-bluesowy grupy Entuzjazd, a na koniec – plenerowe przedstawienie „Płonące Laski 4”. Szczegóły w serwisie internetowym teatru i na Facebooku, a wszystkim, którzy nie wiedzą co w weekend począć z sobą, dziećmi i znajomymi – podpowiadam: zobaczcie szczęśliwych aktorów. Tak jak ja.

Krótki film o aktorach przymierzających się do swojej kolejnej podróży mógłby wyglądać tak:

A oto oni w pełnym kolorze…

Agnieszka…

Fot. An13

Marta…

Fot. An18

Tomek…

Fot. An15

Marek…

Fot. An14

Jaś…

Fot. An 16

Krzyś…

Fot. An17

A to maleńki fragment ich podróży w nieznane, dokądkolwiek i pocokolwiek…

Fot. f31_1

Do góry