Spa pośród miejsc nieodkrytych

22-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Spa pośród miejsc nieodkrytych

Na Grunwald to jak, prosto? Prosto. A na Wzgórza Dylewskie? Aaaaa, to trzeba trochę pokluczyć, przez Marwałd najlepiej i potem na Wysoką Wieś. Warto? Panie, czy warto? Mus jechać! Tam to pan pojedzie i – hoooo! Już pan nie chce wrócić!

Miał chłop rację. Ale przyznam: nie miałem żadnego wyobrażenia, że w takim miejscu, wśród takich zwyczajności może się kryć podobnie niezwyczajne uroczysko. Jakieś 180 kilometrów na północ od Warszawy, jadąc do Gdańska mija się te strony bez większego zainteresowania, no, może czasem wzrok przykuje Grunwald. Wiadomo, dwa nagie miecze, nagość zawsze przykuwa oko.

Ale wczoraj było inaczej: nagie miecze w ogóle mnie nie interesowały, szukałem miejsc, w których rośnie proso (znalazłem!) i nagle przyszło olśnienie… Jak tu jest pięknie! Jakie to są fantastyczne okolice! Wzgórza Dylewskie, raptem 300 metrów nad poziomem morza, małe wsie, które przysiadły dookoła, rozległe pola, lasy, łąki, trochę wody. Cisza, święty spokój…

Jesteśmy, proszę państwa, w sercu Mazur Zachodnich, w krainie rzadko odwiedzanej – niesłusznie! – i omijanej w drodze nad wielkie jeziora i nad morze. I co my tu mamy? My tu mamy niezwykły Hotel Spa Wzgórza Dylewskie, należący do firmy Dr Irena Eris, z kilkoma położonymi nieopodal siedliskami (bajka!) i świetną bazą rekreacyjno-terapeutyczną i sportową. Jest tu termarium ziołowe i solankowe, centrum fitness, łaźnia rzymska, ujeżdżalnia koni, korty tenisowe, a nawet stanowisko do gry w bule.

Fot. Spa_kolaz

Ale zostawmy te cuda-wianki, typowe dla każdego sanktuarium zdrowia. Tu jest przede wszystkim cicho, przyjemnie, spokojnie, przyjaźnie. Starają się, trzymają poziom – mają wymagających klientów, ale przede wszystkim: mają standardy wyznaczane przez Dr Eris. Klasę. Jakość. Sposób traktowania każdego klienta. Smak. Pomysł.

Restauracja Oranżeria. Zjawiskowa zupa rakowa! Proste, niezwykłe wątróbki kacze w sosie z winogron, szalotki i wina Marsala, wzbogacone o puree z ziemniaków i pasternaku. Więcej? Pierogi nadziewane kaczką i żurawiną, spaghetti chitarra barwione sepią z grillowanymi przegrzebkami, smażonymi boczniakami i kwiatami zielonych szparagów… Więcej…?  Nie da się upchnąć, nawet deser (Brownie na ciepło z lodami i sosem waniliowym) wchodzi z trudem po takiej uczcie…

Fot. Spa_kolaz2

Na Wzgórzach Dylewskich jest tak, jakby całość skonstruowano pod potrzeby osób wymagających, zmęczonych życiem i gonitwą za uciekającym czasem, młodością i pieniądzem. A przecież nikt tego krajobrazu nie rzeźbił, nikt go nie profilował, nie układano tych wzgórz, nie rozlewano wokół nich żółtych pól rzepaku, prosa, orkiszu i jęczmienia (choć wszystko to z Melvitu, sprawdziłem!), nie układano tej nieśpieszności, senności, możliwości oddychania pełną piersią i… czystości.

TU PACZ! Ważne! Nie widziałem, poza jednym miejscem, totalnie rozpadających się chałup – choć to postpegeerowskie majątki – ani smutku domostw dobijanych bezrobociem. Ono jest, to wiem, ale nie przeszkadza ludziom kosić trawę, bielić krawężniki, sprzątać otoczenie. Ładna okolica, zadbane gospodarstwa. I te pola z kwitnącym w tysiącach hektarów rzepakiem, i tych kilkanaście czystych jezior, dróg obsadzonych lipami, wzgórz kryjących tajemnicę… W Dylewie: mostek jak z baśni, park jak z baśni… Ale do Dylewa wrócę osobno, trochę na smutno.

Jeśli nie wiesz, co robić z sobą podczas kolejnego długiego weekendu – wyskocz na Wzgórza Dylewskie. Na dzień, na kilka. Byłem przez kilka godzin zaledwie, a odpocząłem jakbym stacjonował przez tydzień. Wśród przyrody, ludzi, zbóż i koni.

Fajne miejsce, polecam. Bezinteresownie: przypadkowym wędrowcem będąc w tej okolicy…

Fot. Spa8

Fot. Spa9

Do góry