Państwo-cham nie pomoże Szekspirowi

06-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Państwo-cham nie pomoże Szekspirowi

Słuchałem wczoraj w Trójce rozmowy z Markiem Kondratem, który nagrał w formacie audiobooka 46 Sonetów Szekspira w niezwykłym (podobno) tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Pierwsza moja myśl: doskonały pomysł! I zaraz potem druga: dla kogo?

Do książki wrócę, bo najpierw chcę dotknąć jednego z wątków rozmowy z Kondratem, który wspominając Gustawa Holoubka i mówiąc o wierszach Szekspira poświęconych umiłowanemu mężczyźnie (żart poetycki czy wyraz niespełnionej miłości homoseksualnej?), mówił pięknie o fascynacji człowiekiem tej samej płci. Czy można będąc mężczyzną być zakochanym w drugim mężczyźnie miłością niepodszytą erotyzmem, lecz fascynacją intelektualną? Czy słowa „miłuję cię, bracie”, to jedynie wyraz homoseksualnych relacji, czy może odzwierciedlenie głębokości uczuć pomiędzy bratnimi duszami, potwierdzenie siły związku między mężczyznami?

Kondrat nie kryje fascynacji Holoubkiem, zawsze mówiąc o nim per Mój Mistrz. Można kochać swojego mistrza tak silnie, jak własną kobietę? Można nie będąc podejrzanym o homoseksualizm czuć najwyższe uczucia wobec przyjaciela, kolegi na śmierć i życie, brata-łaty, z którym przeszło się wszystkie życiowe szlaki bojowe?

Fot. Kondrat

Ujął mnie Kondrat takim postawieniem tematu. Jestem, tak jak i on, heterykiem, a mimo to, gdy patrzę na swoją przeszłość, to widzę siłę związków z przyjaciółmi-facetami, której nie przerosłaby (chyba) miłość do żadnej kobiety. Fakt, nie musiałem nigdy wybierać, ale… tak to oceniam. Noce i dnie spędzałem przez pięć lat swojej młodości w jednym pokoju z facetem. Wiedzieliśmy o sobie wszystko, mieliśmy dokładnie takie same reakcje, poszlibyśmy w ogień – jeden za drugim. Obaj z własnymi dziewczynami, obaj tak cholernie bliscy sobie, że aż bolało. Nierozłączki pieprzone.

Znam mnóstwo takich przypadków. Męskich przyjaźni, które przeradzają się w braterstwo o sile  miłości. Może o tym jest część „Sonetów”? Może nie tylko do czarnowłosej kobiety wzdychał Szekspir, może jego twórczość była – jak sam pisał – płodem z nasienia jego muzy-wybranka-przyjaciela?

Kondrat opowiadał o tym piękniej niż ja, bo też mówił o człowieku, którego wielkość nie tylko w polskim środowisku aktorskim jest niepodważalna. Mówił o Postaci. I mówił, oczywiście, o Sonetach: że ich nie interpretuje, że nie gra Szekspirem, że je tylko odczytał – interpretację, wgląd i czucie pozostawiając wrażliwym duszom słuchaczy i czytelników. Bardzo mnie to przekonuje, aż się chce mieć to wydawnictwo, słuchać…

Premiera książki „Sonety” Szekspira, wraz z płytą – wydanych przez wydawnictwo a5 – zaplanowana jest na 16 maja. Po wysłuchaniu rozmowy z Kondratem już wiem, że trzeba ją kupić koniecznie, ale…  obawiam się, że ten projekt nie wyjdzie z niszy. Dlaczego? Bo ani wydawca, ani autorzy, ani zafascynowani ich pracą dziennikarze nie mają mocy sprawczej, by z intelektualnego dzieła zrobić wartość – w pełni – ogólnonarodową.

TU PACZ! Szlag może trafić, gdy widzimy jakie chałtury promowane są przez TVP, jakie filmy, wydarzenia artystyczne wspiera państwowy mecenat, jakie wydawnictwa promocyjne lansują marszałkowie samorządowi i polskie marki komercyjne.

Szlag trafia, gdy człowiek widzi strumienie państwowych pieniędzy płynące na orła z białej czekolady i miliony wydawane przez państwową spółkę na kretyńską promocję Dreamlinera – a tymczasem dzieła takie, jak szekspirowski przekład Stanisława Barańczaka nigdy nie miały (za komuny), nie mają i nie będą miały żadnego wsparcia promocyjnego. Wydawco – radź sobie sam, wydaj na promocję 5 tysięcy złotych i módl się, żeby znajomi dziennikarze zechcieli wspomnieć o wydarzeniu i żeby Kondrat znalazł czas na rozmowę w Trójce. Innej drogi nie ma.

Pieprzone, niekulturalne państwo. Państwo-cham. Którego kultura jest produktem o światowej renomie. I które woli wydawać podatki swoich obywateli na generalskie wojenki o nic w dalekim Afganistanie.

Link do jednego z Sonetów czytanego przez Marka Kondrata

Fot. Wydawnictwo a5

Do góry