Notatki z podróży

25-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Notatki z podróży

Przewrotnie: chciałem pokazać styl życia na głębokim zadupiu, konfrontując go z wielkomiejskim blichtrem, o który ocieram się każdego dnia. I chyba nie, chyba mi głupio wrzucać tu fotografie ludzi i miejsc, które nie mają szans. Które są skazane na biedę i zapomnienie.

Wieś Dylewo to jest nic, kilkadziesiąt dymów z komina, sklep, zabytkowy kościół, wielkie podwórze dawnego PGR, nieczynna gorzelnia i obora, zarośnięty basen ppoż, kilka leniwych psów, przewracająca się brama do parku, bukowy park, resztki pięknego muru z wielkich kamieni, dwie zarośnięte i przepełnione rzęsą sadzawki, grota, mostek, chaszcze, alejki, koniec.

Fot. dy4

Wiesz, co najbardziej boli? Wcale nie ta bieda, bo przecież wszędzie jej pełno. Najtrudniejszy do zaakceptowania jest nasz stosunek do przeszłości, zwłaszcza w miejscach takich jak to. Historia Dylewa sięga XIV wieku, gdy bracia von Diehl (stąd chyba spolszczona nazwa osady) weszli w posiadanie Handfeste in Plonchau – twierdzy w Pląchawach, rozbudowując swoje włości o kolejne siedliska.

Prawdziwie szlachetny rys dał jednak Dylewu dopiero koniec XIX wieku, za sprawą Franza von Rose. To był jeden z największych kolekcjonerów dzieł sztuki w Prusach Wschodnich, podobno mason, który rozbudował osadę lokując w niej własny pałac oraz przepiękny park wypełniony najwyższej klasy rzeźbami. To tu stały dzieła Adolfo Wildta, pochodzącego z Mediolanu wybitnego rzeźbiarza – prekursora modernizmu – tworzącego na przełomie XIX i XX wieku, to tu zwożono marmurowe i granitowe posągi, z popiersiem Zeusa na czele.

Tylko jedną z ostatnich zachowanych tu rzeźb Wildta – leżącą w błocie marmurową głowę ogrodnika Johanna Larassa – rzeczoznawcy wycenili na ponad 50 tysięcy dolarów... Leżała przez lata, ślad po niej zaginął w 2001 roku, gdy nieznany sprawca przy pomocy ciężkiego sprzętu wywiózł ją z maleńkiej wyspy ulokowanej pośrodku stawu. Opisano tę historię… I nic.

Podobno von Rose przygotował architekturę własnej posiadłości – parku, stawów, grot – pod potrzeby tajemniczych obrzędów masońskich. Podobno znakomita część jego dobytku przepadła zaraz po wojennym wejściu Rosjan, którzy zniszczyli pałac, dzieląc go dynamitem na dwa osobne obiekty. W jednym jest dzisiaj przedszkole, w drugim dom nauczyciela. Nie wyglądają bogato… Eufemizm.

Zabiliśmy historię takich wsi nie tylko sowieckim rabunkiem. Ta postpegeerowska ziemia przez długie lata była swoistą Arizoną – ziemią niczyją, wszystko należało do wszystkich. Wszystko można było bezkarnie wywieźć, wypruć, odrąbać, sprzedać w punktach skupu złomu, przepić.

Nikt – żadna władza, żaden przedsiębiorca, samorząd, wojewoda, starosta – nie wziął panowania nad tym uroczyskiem.

Efekt? Wszystko jest w stanie agonalnym. Dawna gorzelnia za chwilę kompletnie się rozsypie. Wielka, wysoka i długa na kilkadziesiąt metrów obora z czerwonej cegły – takie miejsca w stolicy byłyby skarbem przemianowanym na lofty! – stoi pusta, straszy oczodołami wybitych szyb. Park… Resztę dawnej świetności – autorstwa Larassa – widać po układzie alejek, po jakości rosnącej tu wiekowej buczyny i dębów. Wypełniona błotnistą mazią sadzawka jest dawnym zbiornikiem wodnym ze ścianami…  wyłożonymi wykwintną glazurą. W kilku miejscach sterczą kikuty cokołów: nieprzydatne, rzeźby miały większą wartość. Kamienna grota służy jako miejsce do grilla i nocnych schadzek przy alkoholu, alejki wysadzane śliwami przestały pełnić swoją rolę – wszystko porosło chaszczami, zaroślami, mchem.

Fot. dy27

TU PACZ! Tak, masz rację, to miejsce ma gospodarza. Gospodarz nazywa się: Skarb Państwa. Państwa o nazwie Rzeczpospolita Polska.

Zrabowano co się dało, zdewastowano wszystko, co można było zdewastować. Przeznaczono na straty nie tylko wieś i historyczny dorobek jej dawnych właścicieli, ale przede wszystkim mieszkańców. Nikt tutaj nie może powiedzieć o sobie: mam perspektywę. Nie widać jej pomiędzy butelkami wylewanego nie za kołnierz alkoholu, skrajnym bezrobociem, niechęcią do jakiejkolwiek pracy oraz jakością murów, bruku, podwórek i bram.

Nie chcę tego pokazywać. Najpierw wydawało mi się to atrakcją: patrzcie jaki syf! Ale potem pomyślałem – dlaczego mam dołożyć swój wkład do działań tych wszystkich, którzy wsie podobne do Dylewa doprowadzili do ruiny? I którzy nie mają pomysłu – jak pomóc, jak wyczołgać się z tego zadupia bezradności, dziadostwa, niegospodarności i apatii.

Zobacz więc: jak pięknie jest w Dylewie, kiedy przekroczy się bramy tajemniczego ogrodu…

Fot. dy21

Fot. dy23

Fot. dy25

Fot. dy26

Fot. dy14

Fot. dy10

Do góry