Majowe, komercyjne lato na Pałukach

05-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Majowe, komercyjne lato na Pałukach

No i teraz się wszystko wyda: kto wie, gdzie są Pałuki? Kto wie, był, widział i komu się podobało? Wenecja, Gąsawa, Biskupin, Grochowiska Szlacheckie, a i Żnin do tego, Kcynia, Szubin, Łekno, Wągrowiec… Jeśli szukasz miejsc dotychczas mało odkrytych, jesteś na dobrym tropie. Choć i tam nie jest już całkiem pusto.

Długi weekend w tym miejscu to wyzwanie, bo trzeba wiedzieć na czym się skoncentrować. W samym Biskupinie można spędzić cały dzień… Choć pamiętam tę osadę z czasów, gdy komercja jeszcze w niej nie zagościła, gdy można było spokojnie chodzić pomiędzy chatami, odpoczywać wśród ptaków i innej ciszy. Teraz jest ciaśniej, choć ciągle przaśnie. Przybyło chat, przybyło też pomysłów na atrakcje dla turystów i…

Teraz zabytkowa chata w Biskupinie wygląda tak:

Fot. Bis7

TU PACZ! To się kiedyś zemści. Zemszczą się te wpychane wszędzie stare cechy rzemieślnicze, które stały się weekendową pokazówką tandety, a nie prawdziwym rzemiosłem. Zemszczą się tradycje kulinarne oparte w takich miejscach na kulturze kebabu, frytek i hamburgera, a nie na lokalnych potrawach… Do źródeł trzeba wrócić, do źródeł! Do kultury łużyckiej, do Słowian, do Piastów, szukać tradycji, a nie przeszczepiać na tradycyjny polski grunt najgorsze kulinarne i kulturowe wzorce.

Biskupin, w czasie długiego weekendu przepełniony turystami, odzyskuje spokój i równowagę, gdy jest w nim pustawo i sennie, gdy nic nie przeszkadza dotykać, oglądać, cieszyć ucho i oko.

Sezonowe najazdy turystów prowokują do działania mały i większy biznes, co nie zawsze ma pokrycie w odpowiedniej jakości. Zwiększa się podaż pseudoatrakcyjnych pokazów – walk starych wojów, które są zwyczajnie nudne, pozbawione jakiejkolwiek dramaturgii, pomysłu na reżyserię. To samo dotyczy nadpodaży ludzi przebranych w stroje z epoki, którzy tkają, produkują dziegieć, biją monety, robią kiełbasy i naszyjniki. Przemysł zastąpił pasję – pasji w tym nie widzę, widzę biznes, chęć sprostania oczekiwaniom klientów.

Fot. Bis4

Czy można się przy tym dobrze bawić? Można, bo tuż za miedzą, w Wenecji, na małym lokalnym festynie widać niemal to samo, co w Biskupinie, ale – bez nadęcia. Jest osada wojów i szlachty, są tańce, gry, jest wata na patyku, ktoś strzela z łuku, ktoś pije piwo, ktoś gra, robi zakupy, rozmawia. Cel: festyn, więc wszystko jest jasne.

Fot. Wenecja_kolaz

Fot. Wenecja_kolaz2

W Biskupinie udajemy, że celem jest promocja tradycji i kultury. A to nieprawda, to po prostu komercja, biznes, bilans musi wyjść z korzyścią dla sprzedającego. I gdyby od początku było to jasne, nie mielibyśmy problemu z oceną: przyjeżdżać do starego grodu, by poznać historię, zwiedzać, mieć przewodnika, słuchać informacji historycznych, poszerzać własną wiedzę – czy uczestniczyć w żenujących pokazach „walk” i kupować wystrugane w drewnie miecze. Albo to, albo to.

Fot. Biskupin_kolaz1

Ale nie ma co narzekać, bo Pałuki, Pojezierze Pałuckie, to przede wszystkim przestrzeń. Jeziora, pagórki, brzozowe zagajniki, lasy, łąki… Jest spokojnie, cicho, sympatycznie, bo i ludzie tu mieszkają niezwykli! Do tego muzea, stare dworki – jeśli szukasz miejsca na firmową imprezę lub po prostu chcesz dobrze odpocząć, zapamiętaj ten adres: Grochowiska Szlacheckie, pałac z XVIII wieku, polski dwór. Od 17 lat w prywatnych rękach, hotel i restauracja w przepięknym otoczeniu, doskonale zaaranżowane, z niezwykłym klimatem. Zresztą, chyba poświęcę tej miejscówce i podobnym dworom odrębny wpis, zasługują na to, a na razie… ich strona internetowa pokazuje klasę dużo lepiej niż ja… Warto zerknąć. I pojechać!

Oczywiście, nie chcę się rozwodzić o muzeum kolei wąskotorowej w Wenecji, bo to klasa sama dla siebie, o jeziorach w Żninie i jego rozległej okolicy, o klasie biskupińskich wykopalisk i wojnie na interpretację, czy bardziej są częścią polskiej, czy germańskiej historii.

O losach Biskupina i jego odkrywcy, Walentego Szwajcera, można by zresztą nakręcić osobny film czy napisać książkę – dla młodzieży mógłby to być rarytas, ale… kto dzisiaj chce kupować książki? Więc: film! Czekam zatem na film o Biskupinie, inny niż nudna „Stara baśń”…

Wracam z Pałuk zachwycony mimo nadmiaru komercji, bo to miejsce fenomenalne na takie właśnie okazje: kiedy trzeba zregenerować siły, zmęczyć się jazdą na rowerze lub koniu, zapomnieć jak pachną miejskie spaliny i jak smakuje miłość na świeżym sianie. Bo świeże siano już jest!!! Ale ono zawsze inaczej pachnie zakochanym, inaczej koniom. Starym koniom.

Fot. Bis3

Fot. Bis2

Fot. Bis5

Fot. Bis6

Do góry