Judt… A zatem żadna nowość, a jednak zachęcam!

24-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Judt… A zatem żadna nowość, a jednak zachęcam!

Uwaga! Być może piszę teraz o najważniejszej książce dziesięciolecia. Choć Tony Judt zmarł trzy lata temu, wciąż publikowane są jego liczne, kolejne i starsze prace. To autor najbardziej wartościowej  książki historycznej o powojennej Europie, autor niezwykłych esejów, twórca „Pensjonatu pamięci”, do lektury którego gorąco zachęcam.

Wiem, to nie nowość, wspominałem o tej pozycji analizując bestsellery 2012 roku, ale… znów do niej wracam. Mądrzejszy o kilka długich miesięcy. Właśnie na półkę z nowościami trafił kolejny, wznowiony tytuł Judta, co sprawia, że nie wypada o nim zapomnieć. „Pensjonat pamięci” Judta  jest zaś niezwykły z wielu powodów. To przejmujące wspomnienia, powrót do przeszłości, do dzieciństwa, zapachów, smaków i zapamiętanych barw. Ale i to jeszcze nie wszystko...

Nadzwyczajny zmysł obserwowania i pamiętania, wnikliwość w dostrzeganiu szczegółu i zdolność odtworzenia , sprawiają, że czytamy „Pensjonat…” jak najprawdziwsze dzieło literackie, które spokojnie stać może na półce obok powieści Tołstoja czy Stendhala. Tymczasem jest to nieduża książka, niemal książeczka, raptem 200 stron, skromna okładka – ośnieżony pensjonat w choinkowych dekoracjach, u dołu jedno słowo – esej. I żadna to nowość, książka ma już rok, ale czytać ją można każdego dnia, przy tym – to fenomenalne – co dzień wydaje się lepsza.

Dwadzieścia pięć rozdziałów, a każdy jak brylant, jak perła – napisanych przez  człowieka, który umiera, z przerażającą pewnością  zdaje sobie sprawę, że to co pisze, to słowa ostatnie, ostatnie refleksje, którymi żegna się  z wszystkim i z wszystkimi. Styl, w jakim to czyni, każe myśleć o pisarzu z najwyższym uznaniem.

Tony Judt, najbardziej amerykański Brytyjczyk żydowskiego pochodzenia, był wybitnym, cenionym historykiem, błyskotliwym w najlepszym znaczeniu, uczciwym intelektualistą, wykładowcą uniwersyteckim, nowojorczykiem, znakomitym polemistą. Umarł  na stwardnienie  zanikowe boczne, zdradliwą chorobę ciała, która zniewala je i unieruchamia, bez szwanku pozostawiając umysł.

Judt przez kilkanaście miesięcy zmagał się z bezsennymi nocami, postanowił więc zmusić umysł do wysiłku szukania w szufladach pamięci, ciało nie bolało,  ale  nie mógł się już samodzielnie ruszać, i żeby nie zwariować – w myślach pisał, składał zdania, zapamiętywał, by rankiem podyktować je asystentowi.

Cierpię na chorobę neuronu ruchowego, ALS,  chorobę Lou Gehriga – pisał – oznacza ona postępujące uwięzienie, bez perspektywy zwolnienia warunkowego, przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia...

Ten esej nosi tytuł „Noc jest ważna”, ale nie obawiaj się, Judt nie chce nikogo dołować swoją sytuacją, on tylko objaśnia warsztat pracy. To entuzjasta życia, nie smutny samotnik. Opowieści, które powstały w tych piekielnych, nieludzkich warunkach, są samą życia pochwałą, czystą afirmacją, zapierają w piersiach dech urodą i mądrością. I każą nam pamiętać, jak jest kruche i ulotne. Krótka, zamknięta forma daje przestrzeń giętkiej myśli, dlatego z przyjemnością, którą  trudno do czegoś porównać,   czytamy – i oczyma duszy widzimy, czujemy plastycznie, jak zielony był autobus Zielonej Linii, którym młody Tony w późnych latach pięćdziesiątych podróżował po Londynie.

Z równą radością przeniesiemy się za chwilę do szwajcarskiego pensjonatu w szwajcarskich Alpach, a tam – zawdzięczamy to darowi pamięci Judta – znowu oszołomieni! – naprawdę przypominamy sobie pokoje, półpiętro, na nim narty, kijki, buty kurtki. Judt dosłownie nas tam z sobą zabiera.

To erudyta, z jednakową zatem wnikliwością pochyla się nad osobistymi, jego? naszymi? wspomnieniami z przeszłości, jak nad przyszłością kontynentu, na którym przyszedł na świat, jest brytyjskim Żydem, ale to Ameryka, to Nowy Jork stał się jego prawdziwym domem. Współczesny, pogubiony, chaotyczny świat to przedmiot badań tego niezwykłego pisarza, dojrzałego mężczyzny, który już wie, że zaskakująco często życzymy sobie, żeby być lepszą wersją  nas samych, wiedząc aż nadto dobrze, jak trudno był stać się tym, kim jesteśmy.

Osobiste refleksje, to jedno, Judt nie ucieka jednak od polityki, pisząc: Powaga moralna w życiu publicznym jest jak pornografia. Trudno ją zdefiniować, ale kiedy mamy z nią do czynienia, wiemy, o co chodzi. Jest to spójność intencji i działania, etyka odpowiedzialności politycznej. Polityka to sztuka  możliwego. Sztuka też ma jednak swoją etykę. Polecam tę myśl współczesnym politykom.

TU PACZ! Mądra, piękna książka, poza wszystkim – zabawna i wzruszająca, bo oto: czy pomyślelibyście, że można napisać, a co więcej, z przyjemnością przeczytać  opowieść o pokojowej? Takiej ni to służącej, ni to niani, a właściwie o instytucji pani pokojowej – towarzyszce studentów angielskich uniwersytetów? Albo o francuskich intelektualistach; jeden z nich w 1830 roku przyglądając się próbom lokomotywy Stephensona  na otwartej linii kolejowej Manchester- Liverpool napisał: Dokonawszy obliczeń, stwierdzam, to niemożliwe, takie coś  nie ma prawa działać.

 Judt to ironista, który lubi ludzi, przykuwa uwagę każdym napisanym zdaniem. Nie musisz wierzyć, ale kiedy już przeczytasz – będzie trzeba uwierzyć, niestety… Miłość, jak mi się wydaje, to taki stan, w którym człowiek jest sobą, czerpiąc z tego najgłębsze zadowolenie – napisał i  jeśli  kiedykolwiek tak właśnie myślałeś/myślałaś o sobie – kochając – „Pensjonat pamięci” jest dla ciebie.

PS. TA KSIĄŻKA JEST STO RAZY LEPSZA niż to, co udało mi się o niej napisać. Judt był tylko jeden. I aż boli, że już nic nowego nie napisze, choć wciąż pojawiają się wznowienia jego rozsypanych, pisanych dla normalnych ludzi, prostym językiem, prac naukowych i esejów.

Tagi: 
Do góry