Jak spieprzyć to, co samo w sobie jest piękne?

09-05-2013, 09:00
Kategoria: 

Jak spieprzyć to, co samo w sobie jest piękne?

Kręglickich, Agnieszki i Marcina, nie powinno się chwalić, bo są marką samą w sobie i trudno nie mieć uznania wobec ich konsekwencji w prowadzeniu własnych projektów gastronomicznych. Więc nie będę chwalił, a jedynie opiszę, com widział… Od nieco innej strony niż zwykle.

Poza Klubem Bankowca widziałem już niemal wszystkie restauracje i bistra Kręglickich w Warszawie – Piąta Ćwiartka była ostatnia. Zawsze nie po drodze, zawsze trudno tam było skręcić, znaleźć pretekst… I myślę, niestety, że takich jak ja jest wielu.

Fot. pc2

Zamek Królewski na swój sposób przytłacza, a schowane poniżej – mimo urokliwego położenia – Arkady Kubickiego ciągle są miejscem kompletnie mało rozpoznanym. Piątej Ćwiartce pewnie to mocno nie przeszkadza, chociaż… Jeśli widzi się długi na kilkadziesiąt metrów przecudny obiekt, a w nim, w jednej czwartej, stoliki, reszta zaś stoi pusta i czeka na jakiś ruch, gwar, to można zapytać: czy robimy wszystko, by miejsca takie jak to, były lepiej promowane? Aby o nich po prostu wiedziano?

Konia z rzędem temu, kto łatwo wskaże, gdzie są Arkady Kubickiego, jak tam dojść, gdzie jest to piękne miejsce…

Fot. pc1

Fot. pc4

W setkach włoskich miast i miasteczek do miejsc takich, jak Piąta Ćwiartka, do arkad takich, jak te, prowadzą specjalne, stawiane przez lokalny samorząd drogowskazy. Białe, brązowe, bywa, że na skrzyżowaniach miejskich dróg jest ich mnóstwo, czasami nawet za dużo. Czy umieszczono je przypadkowo, dla zabawy, dla jakich wysokich celów? Nie. Włosi po prostu umieją robić biznes na podróżowaniu do miejsc.

Chcesz trafić do trattorii? Chcesz zobaczyć winnicę, najlepszą restaurację z pizzą wypiekaną w wielkim, starym piecu? Masz ochotę na lokalne wino w piwnicy u producenta? Chcesz zajrzeć w najodleglejsze zakątki naszego miasta? Nie ma sprawy, nie musisz mieć przewodnika, nie jest ci potrzebny GPS – masz drogowskazy. Trafisz. Na pewno.

Być może Piąta Ćwiartka funkcjonuje doskonale dzięki bankietom, imprezom zorganizowanym, tworzonym na zamówienie – być może, oby. Ale ponieważ nikt mnie z wnętrza nie przegonił, a wręcz przeciwnie, pani Katarzyna przyjęła mnie z wielką życzliwością, szybko i ładnie opisując menu w swoim bistro, to i pomyślałem, że to lokal dobry dla takich jak ja – włóczęgów, i czekałem, kto będzie następny.

I ilu nas było w pierwszej godzinie mojego czekania? Ja sam… A w drugiej, gdy poszedłem w położone naprzeciw przecudne ogrody? Też nikt. Czy dlatego, że Kręgliccy nie potrafią świetnie karmić? Czy miejsce brzydkie, odstrasza? Nie! Wręcz przeciwnie – wabi, tam powinny być tłumy!!! Choćby te, które włóczą się wzdłuż Placu Zamkowego.

A jest pusto. Gości mało, turystów mało, miejscowych mało. Godzina dobra, popołudniowa, lanczowa. Spokój, ładna przestrzeń, elegancja, obsługa bez zarzutu, klasa, okoliczności przyrody też. Może przydałaby się mała galeria obrazów, grafiki (w pobliżu jest genialna galeria rzeźby plenerowej Zbigniewa Maleszewskiego – też nic do niej nie prowadzi…), może to wnętrze powinno żyć nie tylko bankietami – nie wiem.

Fot. pc6

Wiem tylko tyle, że w odkrywaniu takich miejsc trzeba POMAGAĆ. I że to jest obowiązkiem samorządu. Lokalnych władz, a nie samych restauratorów, rzeźbiarzy, właścicieli posesji, miejsc kultowych, które mają moc przyciągania. Do Chłodnej 25 też kiedyś powinny prowadzić drogowskazy, też powinny przyciągać.

TU PACZ! Nic nie przyciąga. Czy inaczej jest w pozostałych miastach Polski? Jest bardzo podobnie. Lubię Lublin – miasto niezwykłego uroku, warte grzechu o każdej porze roku – tam też znaleźć cokolwiek innego niż kościół, światowej klasy zabytek i galerię handlową, jest trudno. Nikt nie promuje lokalnych cacuszek, miejsc, do których chce się wracać.

Nie promuje, bo ponieważ?

Bo ponieważ są prywatne. A samorząd musi promować to, co wspólne, czyli niczyje. I choć Kręgliccy oraz im podobni płacą podatki, chociaż robią coś nietuzinkowego, władza prywatnym nie pomoże, nie doprowadzi do nich drogowskazami, choćby zajmowali takie perełki architektury, jak część Arkad Kubickiego.

Smutek. Durnota. Bo takie proste chwyty budują rynek turystycznych przepływów. I wzmacniają lokalny biznes.

A sama Piąta Ćwiartka? Trzyma poziom niezwykły. Dania z podrobów, choć w nich nie gustuję, są tu przepyszne i oryginalne: grasica cielęca, kurze wątróbki i żołądki, cynaderki, ozorki i flaki. Dla smakoszy – miód na serce. Zjawiskowe okazały się nawet… naleśniki z jabłkami i powidłami; tych z móżdżkiem cielęcym jakoś nie chciało mi się zamówić… ;-)  Postawiłbym jeszcze tylko na herbaty z prawdziwych ziół, a nie torebek, postawiłbym bym na mój ulubiony krem z pomidorów, ale to szczegół…

Fot. pc5

Nie szukajcie Piątej Ćwiartki, bo i tak jej nie znajdziecie, tak jak setek innych, doskonałych miejsc w stolicy i w tysiącach innych miast i miasteczek w naszym kochanym kraju. Drogowskazy prowadzą głównie do kościołów i pomników. No i do galerii handlowych. O tak, każdą galerię znajdziecie z łatwością. Amen.

Do góry