Zmruż oczy. To nie sztuczki. To imagine.

14-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Zmruż oczy. To nie sztuczki. To imagine.

Obejrzałem „Imagine”. Andrzej Jakimowski prowadzi nas szlakami dźwięków, a dźwięki w jego filmie grają rolę niezwykłą. Stawiają widza wobec wyzwań, którym sprostać musi każdego dnia każdy niewidomy człowiek. Zobacz ten film koniecznie!

Najpierw słyszymy rytmiczne szumy, coś jak słyszana z oddali maszyna parowa, coś jakby miarowy świst powietrza. Niewyraźny obraz nie pomaga i choć sceneria powoli wyostrza się, ciągle nie wiadomo gdzie i jakie jest źródło szumu. Wreszcie – jest! Rozróżniamy dźwięk, widzimy obraz. To…  pies stojący przed bramą, a dźwięk, który słychać, to jego oddech. Sekundę później do naszych uszu dociera psie posapywanie, odgłosy wąchania… Za bramą ktoś stoi, pies to wyczuł. A my wyczuliśmy obecność psa. Przybysz zza bramy także.

Ian (w tej roli Edward Hogg) jest Brytyjczykiem, właśnie przyjechał do niewielkiej kliniki w Lizbonie, w której niewidome dzieci z wielu krajów Europy uczą się przystosowania do życia w ciemności. Ian także jest niewidomy, posługuje się techniką echolokacji: rozpoznaje odległości od przedmiotów z pomocą własnego słuchu i odbijanych fal dźwiękowych. Uczy tej techniki innych, choć po jego podrapanej twarzy widać, że sztuka echolokacji do łatwych nie należy.

Jego kontrowersyjna metoda poznawania świata i przemieszczania się pośród miliona przeszkód, szybko wzbudza zachwyt podopiecznych i niechęć ze strony przełożonych. Jakże to: bez białej laski??? Przecież dzieci się podrapią! Pokłują się kolcami róży, które trzeba dotknąć! Przecież nie można chodzić bez laski! Przecież nie można budować świata z wrażeń, z nasłuchów, z zapachów i smrodów!

Fot. Ima2

Jakimowski umieszcza wśród niewidomych pacjentów kliniki jedną osobę dorosłą. To Eva, Niemka (Alexandra Maria Lara), zamknięta w sobie, milcząca, nieufna. Pragnie tak jak Ian – chodzić po mieście bez  laski, nie chce współczucia, nie chce wsparcia w przejściu przez jezdnię, chce żyć tak jak normalni ludzie, bez stygmatu, którym bywa biała laska. Między tą dwójką zawiązuje się delikatne uczucie: ona wreszcie komuś ufa – on współtworzy świat jej wyobraźni.

Doskonałością filmu jest ukrywanie przed naszymi oczami tego, czego  nie mogą zobaczyć bohaterowie. Musisz zlokalizować słuchem ogrodnika przycinającego róże! Musisz odnaleźć port, bo dobiegły cię odgłosy wpływających statków, ale nie wiesz gdzie jest, nie wiesz czy istnieje naprawdę! Ian jednak bardziej uczy Evę i dzieci budowania świata we własnej wyobraźni niż samej techniki poruszania się po nim. Jakby chciał powiedzieć – niewidomi mają takie samo prawo, chcą tak samo widzieć. Choć nie muszą patrzeć.

Film magnetyczny, budujący napięcie z niczego, nawet w chwilach, o których trudno byłoby powiedzieć, że mogą dodawać dramaturgii. Ale tak dzieje się w świecie, który znamy dzięki własnym oczom. W świecie ciemności każde przekroczenie krawężnika ulicy może skończyć się tragedią, każde dojście do portu może być niebezpieczne – ale jak nie iść do portu, gdy WIDZI SIĘ statek, słysząc jego syreny???

Po mistrzowsku poprowadzone są sceny niby najzwyklejsze w świecie – spacer po mieście, zatrzymanie kroku przed nadjeżdżającym tramwajem, nocna włóczęga po portowych nabrzeżach. Patrzysz i drżysz, i myślisz – stanie się/nie stanie się…

Sposobu budowania napięcia, tworzenia relacji pomiędzy ludźmi mogliby się od Jakimowskiego uczyć scenarzyści filmów takich jak „Układ zamknięty”. U niego, a jest autorem scenariusza i reżyserem „Imagine” jednocześnie, nic nie jest schematem, kalką. Nic nie jest proste, uproszczone. Nawet próby nalewania wody z dzbanka do szklanki (spróbuj to zrobić we własnym domu z zamkniętymi oczami!) mają własną dramaturgię, a postaciom towarzyszą wypisane na twarzach prawdziwe emocje.

Fot. Hog

Takie kino chcę oglądać, w takim kinie, na takich filmach czuję się dobrze – twórcy doceniają wyobraźnię widza, pozwalają mu na poszukiwanie znaczeń, na wątpliwości. I jednocześnie malują przepiękny pejzaż, bo choć Lizbona pokazana jest tutaj wyrywkowo, a większość wydarzeń dzieje się w przestrzeni o niewielkiej skali, sposób filmowania, piękno wielu scen są naprawdę światowej klasy.

Bardzo dziękuję za ten film. Choć był i zgrzyt…

TU PACZ! Całkowicie pusta sala Cinema City dowodzi, że są miejsca, do których kino artystyczne kompletnie nie pasuje. Film kontempluje czterysta pustych foteli, bo dystrybutor i sieć kinowa nie potrafią zorganizować jego skutecznej promocji. Wstęp na tego rodzaju seanse powinien kosztować co najwyżej połowę standardowej ceny, a projekcje powinny być lokowane w salach najmniejszego formatu, by zapewnić odpowiedni klimat i nastrój skupienia.

No, ale jeśli goni się za jednorazowym zyskiem, a nie zadowoleniem klienta, jeśli brakuje pomysłu na marketing, to efekty stają się oczywiste: ten weekend na pewno nie będzie należał do „Imagine”. Z winy systemu, który rządzi kinami.

Szkoda, bo to film z najwyższej półki. I powinien być traktowany z honorami.

Kiniarze: ja, bloger, mam was tego uczyć???

Na koniec – zwiastun filmowy…

Tagi: 
Do góry