W czarnej serii, czyli czytanie zamiast oglądania Śpiewającego Anioła

27-04-2013, 09:00
Kategoria: 

W czarnej serii, czyli czytanie zamiast oglądania Śpiewającego Anioła

Nie wiem, od początku jakoś nie potrafiłem przekonać się do serialu o Annie German. Ale szaleństwo na jego punkcie i na punkcie głównej bohaterki trwa – przed moim kioskiem z prasą pół godziny przed otwarciem o poranku stał tłum klientów czekających na dostawę gazety z płytą zawierającą piosenki artystki… Nie oglądam, niestety, wolę w tym czasie czytać.

Tym razem… znów skandynawski klimat. Nie tak ciepły, jak rosyjsko-włoskie plenery z Anną German, ale za to jak wciągający!

Fot. Wody wielkie

Dahl to musi być diablo popularne skandynawskie nazwisko. Było tu już o kryminale Kjella Oli Dahla, zwanego ojcem norweskiego kryminału. Swoją drogą niedługa musi być ta norweska historia drukowanych kryminałów, skoro Dahl – Norweg ma raptem 55 lat… Taki młody szczaw, a już ojciec gatunku…  ;)

Tymczasem wpadła mi ręce kryminalna powieść innego Dahla – Szweda Dahla. „Wody wielkie” to misternie zapętlona, inteligentna intryga z biblijnym morałem. Jeśli masz w planie długi weekend bez pracy (szczęśliwcze!!!), poszukaj tej książki.

Autor: Arne Dahl. Nie tamten Dahl, tylko inny Dahl. I nie Stendhal.

Zaczyna się czterostronicową ni to spowiedzią, ni to snem/wizją… Czy nie powinienem był mieć się bardziej na baczności? Dlaczego nie zrozumiałem, że to lekkie drżenie (obrazu w lustrze) było zapowiedzią? Wtedy bym jeszcze żył. Zaraz potem następuje wyliczanka – czarna  śmierć, czarna lista, czarna dziura i czarna owca. Czarny rynek, czarna rozpacz, czarny jak węgiel, jak smoła. Jak strasznie czarno przed oczami!

W biały dzień, po południu, gdzieś w Szwecji przy kuchennym stole siedzi pięcioro czarnych mężczyzn. O tej porze nie mogą wychodzić. Na czarno pracuje się smoliście czarną nocą. Po chwili huk, do kuchni wpadają – to jasne, że bez pukania – szwedzcy policjanci. Ten nalot na mieszkanie nielegalnych uchodźców kończy się tragicznie.

Śmierć czarnoskórego obywatela RPA,  Winstona Modisane wygląda jednak od początku, jak precyzyjnie zaplanowane zabójstwo z zimną krwią. Jego sprawcą jest bardzo biały szwedzki policjant, świeżo przywrócony do służby.

Dag Lundmark – wypisz, wymaluj jak faceci w naszej „Drogówce” – pił stanowczo za dużo, pił na patrolach, pił w czasie służby, pił w domu,  nie panował nad sobą, trafił na odwyk. Lundmark, tak się dziwnie zdarzyło, to były narzeczony komisarz Kerstin Holm, a właśnie jej przypadła  rola śledczej w tej mrocznej sprawie.

Holm zaczyna podejrzewać, że jej były misio bardzo się postarał, żeby to właśnie ona poprowadziła dochodzenie. Zagadka ma jednak kilka pięter, a Kerstin bardzo złe wspomnienia swojego związku z Dagiem. Komisarz Holm nie pracuje sama, wchodzi w skład specjalnego zespołu zwanego Drużyną A: to jednostka  wyspecjalizowana w zwalczaniu przestępstw o międzynarodowym zasięgu.

Drużyna to świetni policjanci, a Dahl każdemu poświęca sporo uwagi, każdemu pilnie się przygląda, poznajemy ich motywacje, podglądamy życie osobiste. Znakomite charakterystyki postaci, mnóstwo ironii i humoru, prowokacja, zaskoczenie, suspens, nagłe zwroty akcji – mamy tu  wszystko czego potrzebuje soczysty, pełnokrwisty kryminał.

TU PACZ! Dahl odrobił lekcję skandynawskiego pisania i wie, jak pisać intrygująco. Na pewno przydała się  współpraca ze Szwedzką  Akademią Noblowską. Autor przeczytał  w swoim życiu mnóstwo książek, to się czuje, albo... ma niezwyczajną intuicję i wie, co spodoba się czytelnikom. Nie ma w tym jednak cienia podlizywania się, jest raczej tak, jakby Dahl pytał sam siebie: jaką chcesz książkę przeczytać, kochany?, po czym w odpowiedzi taką właśnie pisał.

Jest tu współczesna Szwecja, społeczne nierówności, chciwość światowych koncernów, mali podli ludzie i ludzie światli, do bólu uczciwi, gotowi poświęcić życie dla idei (tak!). Są szarpiące nerwy okrutne sceny, biblijne cytaty i niszcząca miłość. Aż szkoda, że ten gruby tom nie ma dalszego ciągu. Zostawiam was z nierozwiązaną zagadką i sam się cieszę na puentę, bo do końca zostało  mi jeszcze 60 stron, i raczej się nie rozczaruję: dziś wieczorem, zamiast telewizji – finał „Wód wielkich”.

Aha! Książki Arne Dahla  czytają już w dwudziestu językach świata, a Czarna Owca  może wreszcie pochwalić się prawdziwie czarnym kryminałem. W  Czarnej Serii tego wydawnictwa jest to książka najczarniejsza.

A żeby sprawiedliwości stało się zadość, ujawnijmy, że ten Szwed Dahl to tylko Dahl – pseudonim, który przybrał sobie Jan Lennard Arnald. To jego twarz zdobi dzisiejszy wpis, prężąc się nam seksownie (o ile znam się na facetach) tak jak mężczyzna po przejściach, który zasiada przed telewizorem, by obejrzeć serial o Annie German.

Tagi: 
Do góry