Układ zamknięty na widza

07-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Układ zamknięty na widza

Czekałem na ten film i wyszedłem zawiedziony. Gajos w bezwysiłkowej roli, scenariusz – mimo świetnego tematu – przefajnowany i przewidywalny, brak napięcia, oklepane teksty. „Układ zamknięty” nie jest wart rozgłosu, który towarzyszył jego premierze. Przeciwnie, ten rozgłos go dobija.

Fot. Uk1

Poszedłem do kina, a trafiłem na telewizyjny fabularyzowany dokument, dla którego każde (często stosowane) porównanie z „Długiem” stanowić będzie nadużycie. Tam napięcie tężało, widz to wiercił się, to zastygał w fotelu z ogromu emocji. Tu jest odwrotnie. Wszystko wiemy i przewidujemy już od samego początku – między innymi dlatego, że popełniono promocyjny błąd, szerokimi garściami kolportując  opowieść o prawdziwej historii, na kanwie której powstał film.

Bugajski miał rację, że wziął do obsady Janusza Gajosa, bo ten aktor, jak niewielu innych, doskonale nadaje się do roli skurczybykowatych typów: prezesów, prokuratorów, działaczy, biznesmenów. Problem w tym, że przyprawiona Gajosowi gęba straciła już moc przyciągającą; idąc na „Układ zamknięty” nie idziemy „na Gajosa”, ponieważ aktor nie gra w tym filmie roli wybitnej. Gra Gajosem, zwyczajnie i jak zawsze wiarygodnie. Ale i płasko, schematycznie. W „Żółtym szaliku”, „Wahadełku” czy w „Przesłuchaniu” tworzył kreacje wybitne, wbijał się w pamięć. Tu zaledwie uczestniczy w produkcji. Daje swój warsztat aktorski, ale nie obdarowuje nas wielowymiarowymi emocjami.

Fot. Uk3

Jeśli nie Gajos, to kto? Czy film ma inną lokomotywę? Nie jest nią scenariusz, bo mimo znakomitego poziomu wyjściowego – układ państwowej sitwy z komuszych czasów niszczy grupę przedsiębiorców – autorzy postanowili wzbogacić fabułę o dodatkowe wątki. Na wystarczająco zduszonych aresztem biznesmenów spadają wszystkie plagi tego świata, od poronienia żony po gwałt w więzieniu, od córki, która traci mowę wskutek wejścia komanda CBŚ po utratę majątku. Brakuje tylko trzęsienia ziemi, odzierania ze skóry (Mikkelsen-Hanibal by się przydał!), ptasiej grypy i kataru.

Za dużo grzybów w barszczu, za dużo taniej publicystyki i za mało kina, emocji, dreszczy, niedopowiedzeń. Temat jest arcyważny i poważny, dzieło Bugajskiego – nijakie.

Jeśli film ma reklamowy claim „Jutro mogą przyjść po ciebie”, to po projekcji mogę tylko powiedzieć – niech przychodzą, bo takie niedołęgi, jak prokurator Kostrzewa (Gajos), naczelnik skarbówki Kamiński (Kazimierz Kaczor) i młody prokuratorski cwaniaczyna Słodowski (Wojciech Żołądkiewicz) realnej krzywdy nikomu nie zrobią. Co zaczynali, to spartaczyli. A z filmowego zakończenia widzimy, że nie tylko oni, ale również bohaterowie zaliczają mały osobisty happy end… Więc gdzie problem?

Coś jest nie tak z tym filmem. Być może, gdyby wcześniej nie zrobiono rabanu w mediach, gdyby nie mrożące krew w żyłach doniesienia, że autorzy „Układu zamkniętego” boją się reperkusji, są „pod obserwacją”, gdyby nie nieudolna próba zbudowania mitu wokół tego filmu, mielibyśmy obraz znacznie ciekawszy, bardziej zagadkowy. Ale jak mam iść do kina, jeśli wszystko o filmie, łącznie z zakończeniem, opowiedziano już przed premierą?

Nic nie wciąga, nic nie zaskakuje – nawet więzienny gwałt, sprawnie nakręcony akt przecwelowania młodego biznesmena (Robert Olech), jest łatwy do przewidzenia. Nawet to, że chłopak podejmie próbę samobójczą, potem drugą – to czuć z każdą chwilą, to są kalki, schematy, znamy to już. Słabość scenariusza przejawia się także w nawiązaniu do wydarzeń z marca 1968 roku: po cóż nam ta próba, skoro stare wspomnienia w istocie nikomu nie zagrażają? Może jedynie przyśpieszają proces śledztwa i aresztowań, rzucając cień na przeszłość prokuratora Kostrzewy – ale i bez tego czujemy, że nie jest ona zanadto rycerska.

Fot. Uk_kolaz1

Ciekawie wypadł powrót na duże ekrany Kazimierza Kaczora, który przynajmniej odegrał, że nawet sukinsyn może mieć wątpliwości i resztkę ludzkich odruchów. Blado wypada natomiast trójka biznesmenów: Olech, Sadowski i Kopaczewski, którzy nie dostali od reżysera wielkiej szansy, by coś w tym filmie zagrać.

Miałem zresztą nadzieję, że to będzie film o nich, o ich walce o godność, o starciu z machiną prawa i biurokracji, sitwy. Bugajski tymczasem nakręcił sceny z życia prokuratorów: młody jeździ wypasioną bryką, stary ma dwa wielkie domy, wielki gabinet, przyjaźni się z ministrami i opływa w luksusy…

Gdyby reżyser postanowił zrobić studium ludzkiej chciwości – na przykładzie prokuratora Kostrzewy (po jaką cholerę mu więcej niż posiada???) –  może byłby to trop udany, ale jak zdążyliśmy się zorientować, celem miało być udokumentowanie przestępstw władzy i publicystyczna wręcz przestroga. I to się udało, jest dokument, do telewizji z nim! U Pospieszalskiego zrobi furorę.

Zabrakło mi kina. Psychicznej miazgi, jaką dało „Przesłuchanie”. Zabrakło mi zaskoczenia, atmosfery ucisku, widoku pętli, która zaciska się zarówno na szyjach biznesmenów, jak i na grubych karkach sukinsynów z państwowego aparatu.

Fot. Uk_kolaz2

TU PACZ! Co było dobre? Kobiece role. Drugoplanowe, ale charakterystyczne, wyraziste. Znakomita Magdalena Kumorek w roli śpiewaczki i siostry jednego z oskarżonych, niezwykle sugestywna Maria Mamona, jako żona Kostrzewy i przekonująca, wiarygodna i przejmująca Beata Ścibakówna w roli żony najstarszego z trójki biznesmenów. Nawet epizod Urszuli Grabowskiej, córki prokuratora, dał się w tym filmie zauważyć.

Ale żeby napisać o „Układzie zamkniętym” w kontekście „popisowej roli Janusza Gajosa”, to trzeba być wyłącznie częścią machiny propagandowej promującej ten film – nie jest wart takiej oceny, nie w takim dziele.

Podsumujmy: iść – nie iść? Przymusu nie ma, można poczekać na płytę DVD i wypożyczyć ją na jeden wieczór. Przereklamowane, przefajnowane zwykłe kino. Fabularny układ zamknięty na widzów. Szkoda.

Zwiastun dla tych, którzy jeszcze mają nadzieję…

PS. Muszę o tym wspomnieć, bo albo mamy do czynienia z przypadkowym błędem (nie wierzę w przypadki), albo to nowa moda zarobkowania w kinach Cinema City. Na ekran w czasie projekcji zwiastunów filmowych i reklam rzuca się logotyp lub znak graficzny firmy współpracującej z siecią dystrybutora. Efekt jest nie tyle komiczny, ile żenujący. Można go obejrzeć na kilku fotkach poniżej.

Jeszcze bardziej żenujące było w moim kinie zamknięcie porannej projekcji „Układu…” z powodu „awarii projektora”, choć o tej porze wolnych sal jest bez liku. Rozumiem, że dla jednego widza nie warto otwierać kina, może więc jednak lepiej jest odwołać wszystkie poranne seanse? Będzie taniej dla każdej ze stron.

Fot. Play

Tagi: 
Do góry