Pomiędzy Klitką i Moim Teatrem

19-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Pomiędzy Klitką i Moim Teatrem

Nogi zaniosły mnie w kolejne przepełnione pasją miejsca. Klitkę Julity Delbar i Mój Teatr Marka Zgaińskiego dzieli nieco ponad trzysta kilometrów, ale łączy to samo: pasja – wbrew wszelkim przeciwnościom losu.

Nikt mi nie powie, że to co robi na warszawskiej Pradze Julita Delbar i dzieło, na które porwał się w Poznaniu Zgaiński, to projekty biznesowe. Nie, to są projekty „na siebie”. To są pomysły na własne życie. Pewnie można zarabiać – dużo lepiej zarabiać! – gdzie indziej. Gdzie indziej też, jak chwali się ostatnio korporacja PWC (PriceWaterhouseCoopers) można szybciej znaleźć swoją miłość – żonę, męża, kochanka. Pewnie w innych miejscach jest przestronniej, jaśniej, bezpieczniej, częściej zaglądają klienci i pieniądze, ale…

Oni wolą robić swoje.

Warszawiakom Julity Delbar przedstawiać nie trzeba. Stoi za nią z jednej strony autorskie atelier fotograficzne, a z drugiej – kawiarenka wielkości ziarenka, galeria sztuki, centrum niekonwencjonalnych artystycznych pomysłów z Pragą – Ząbkowską, Brzeską – w roli głównej.

Fot. Klitka2

Przy Ząbkowskiej 12, gdzie mieści się Galeria Klitka, jest ciasno, ale serdecznie. Przyjmą cię dobrym słowem, a każdy fragment tej przestrzeni będzie ci mówił: wrócisz tu, wrócisz… Do zdjęć-arcydzieł, do bibelotów, do dzieł sztuki, do gospodyni. Możesz mieć sesję w starym stylu lub zwykły portret, możesz oswoić się z własną nagością i zrobić sobie kolekcję aktów – ale możesz też wziąć udział w projektach społecznych, dotknąć prawdziwej Pragi na fotografiach i przyjrzeć się – to najnowsze ekspozycje – rzeźbie Anny Kowal czy malarstwu i grafice Katarzyny Dworznieckiej i Joanny Burdy.

Powita cię kogut w klatce. Melanż fotografii, rzeźby, malarstwa, sztuki użytkowej. Powita cię kawa. Obrus. I torba z napisem „I Love Praga”.

Fot. Klitka1

Fot. Klitka5

Fot. Klitka6

A co to jest Mój Teatr? Mój Teatr to jest powiew lekkości w konserwie Poznania. To Marek Zgaiński. Poeta, pisarz, pieśniarz, kompozytor, dziennikarz, kabareciarz, prowokator, happener. Znalazł swoje miejsce w życiu na poznańskich Jeżycach, w starej myjni. Niewielu dawało mu szansę, niewielu dawało mu nadzieję – bo też i miejsce, do którego od dwóch lat zaprasza na swoje spektakle, nie należało do najweselszych. Schowane na uboczu, co tu dużo gadać – obskurne, małe, zimne… trafiło na entuzjastę! Sam murował, budował, czyścił i razem z przyjaciółmi zamieniał starą myjnię w prawdziwy teatr.

Ma 49 miejsc dla widzów – pięćdziesiąte krzesło (jeśli w ogóle jest?!) jest dla niego, schowanego zawsze gdzieś z boku, przejętego każdą premierą. Scena kosmicznych wymiarów 4x3 metry daje pole do popisu aktorom, którzy nie boją się bezpośredniego zetknięcia z oddechem widza. „Krakowiaków i górali” nie będę tu wystawiał – powiedział kiedyś dziennikarzowi lokalnej prasy i wypada mu wierzyć: każdy spektakl tworzą niewielkie zespoły, każdy pomysł na sztukę musi uwzględniać realia tej sceny.

Fot. Moj1

Marek Zgaiński to człowiek-orkiestra. Zapalony obieżyświat, harleyowiec: niejeden kontynent zjeździł. Człowiek w znoszonej czarnej skórze motocyklisty. Chłopisko Do Rany Przyłóż – mówią ci, którzy mieli szczęście, że znalazł się na ich drodze. Wolna dusza, przez prawie całe życie bez etatu.

W Poznaniu jest kilka scen, Teatr Nowy, Polski, są Ósemki Raczaka i Ewy Wójciak, są okryte legendą przedstawienia Cywińskiej, Wiśniewskiego, Łomnickiego, jest Teatr Wielki, że nie wspomnę o okrytym złą sławą Teatrze Muzycznym, ale tak naprawdę Poznań słynie ze scen offowych. Porywacze Ciał, Teatr Usta Usta, Teatr Strefa Ciszy… wszystkie bardzo znane i rozpoznawalne w świecie, utytułowane. Od niedawna jest Baku Teatr, są małe sceny nonkonformistyczne, alternatywne, ale… nie ma teatru dla zwykłych mieszczan. Dla tak zwanych poznaniaków z krwi i kości.

Zgaiński chce zapełnić tę lukę, dać odsapkę od rzeczywistości, bawić, ale nie pozbawiać refleksji.

Zabłąkany trafiłem na najnowszą premierę u Marka; to właściwie bardziej etiuda sceniczna niż dzieło pełną gębą – zabawna jednoaktówka „Rokendrol albo mów mi teściu” z udziałem młodej i utalentowanej Aleksandry Radwańskiej oraz w świetnej roli Tadeusza Falany i Wiesława Krupy.

Fot. Moj3

Ojciec, stary rockandrollowiec, nie może się pogodzić z kolejnymi kandydatami do ręki jego córki. Każdego potrafi jej obrzydzić, każdego zniechęca i testuje na okoliczność wiedzy o muzyce rockowej… Całymi dniami gra na gitarze, pije piwo, pali blanty, obłapuje koleżanki przychodzące do córki i wspomina swoją młodość. Aż wreszcie córa przyprowadza nowego chłopaka… hmmm… jeśli można tak powiedzieć… I tu się wszystko rozpoczyna!

Chociaż nie! Wszystko zaczyna się od tej oto gitary…

Fot. Moj2

Zabawny, bezpretensjonalny, sympatyczny spektakl. W małym Moim Teatrze Zgaińskiego można w tym sezonie obejrzeć aż siedem sztuk! To zwykle dzieła w jego reżyserii, często według jego scenariuszy, nagradzane na festiwalach, grane przez poznańskich aktorów, którzy nie są związani z wielkimi scenami, a w Moim Teatrze znaleźli dla siebie fajny, przyjacielski azyl. I pasję.

Bo Zgaiński to pasjonat, totalny świr, szczerze zwariowany na punkcie tego co robi. Bez dotacji, bez miejskiego wsparcia – prezydent miasta przez Jeżyce zaledwie przejeżdża, śpiesząc się na mecze Lecha – a jednak daje radę, nie poddaje się. Wnętrze stało się przytulniejsze za sprawą gadżetów podarowanych przez przyjaciół i patyny, której nabywają wszystkie artystyczne ściany. Stało się sympatyczne za sprawą widzów, którzy dobrze się w Moim Teatrze czują. Czy trzeba czegoś więcej?

TU PACZ! Uwielbiam takie postaci i zazdroszczę im pozytywnej energii. Każda w innej przestrzeni, walcząc z wiatrakami i myśląc często o elementarnych sposobach na przetrwanie, robi rzeczy wielkie, wspaniałe, a proste. Zaglądaj czasem w takie miejsca, po dobrym obiedzie, po udanych zakupach, po własnym sukcesie. Chłoń tę energię!

Do góry