Nesser – polecam i nie przyjmuję reklamacji!

03-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Nesser – polecam i nie przyjmuję reklamacji!

Pisałem, że podczas świąt kończę kolejną lekturę. I już jestem po. I zamiast polecać jedną książkę – polecam całą serię…

Tak, z prawdziwą przyjemnością polecam WSZYSTKIE kryminalne powieści Håkana Nessera. A jest ich już, na szczęście, w polskich księgarniach całkiem sporo. Pamiętam swoje absolutne zaskoczenie  podczas czytania „Człowieka bez psa” – kurcze blade, nikt dotąd tak nie pisał!, a trochę się jednak czyta w tym życiu 24h ;)

Dwa lata temu, kiedy wydawnictwo Czarna Owca zdecydowało się – za co mu chwała – na publikację serii, Nesser nie był u nas znany wcale. Miłośnicy szwedzkich zagadek kryminalnych z niecierpliwością wypatrywali „nowego Mankella” i „nowej Läckberg”, tymczasem Nesser, od lat  nagradzany w Skandynawii, leżał sobie cichutko na dolnych półkach pod literką en i trzeba było  kilkunastu miesięcy, żebyśmy odkryli i docenili tę perłę, prawdziwy talent i niewątpliwe zalety tego pisarstwa.

Swoją drogą – jak kosmicznie mało wiedzą księgarze o walorach książek, które sprzedają. Czasem woła to o pomstę do nieba, zwłaszcza  w najbardziej sieciowej z księgarskich sieci:  w Empiku.

Nesser jest Szwedem, jak Mankell, ale jego pyszne kryminały, choć sceneria ta sama, to bardziej klasyczne zagadki do rozwiązania niż mankellowa diagnoza społeczna. Obaj piszą naprawdę dobrze, a Wallander Mankella znalazł  godnego konkurenta w osobie  inspektora Gunnara Barbarottiego – szwedzkiego policjanta o włoskich korzeniach.

Nesser to pisarz błyskotliwy, z inteligentnym poczuciem humoru i sporą dawką dystansu do opowiadanej historii, a samą intrygę potrafi poprowadzić w sposób, który czytelnikowi nie miał prawa przyjść do głowy. Co???! – pytamy sami siebie! – Ale jak??!, a Nesser powolutku, z wielkim wdziękiem, spokojnie objaśnia niespodziankę.

Inspektor Barbarotti (spróbujcie mieć w Szwecji nazwisko Barbarotti, mając na imię Gunnar) ma ciekawy układ z Bogiem, w którego istnienie powątpiewa, co jednak nie przeszkadza mu grać ze Stwórcą w pewną grę. Szwedzcy czytelnicy już jakiś czas temu poznali innego bohatera wcześniejszych jego powieści. Komisarz Van Veeteren, policjant starszy, a wciąż przed sześćdziesiątką,  samotny (widział kto kiedy żonatego?), stał się bohaterem serii dziesięciu mniejszych powieści cyklu, który ekranizowano w kilku krajach.

W Polsce  natknąłem się na serial o Van Veeterenie latem ubiegłego roku. I właśnie trafił do księgarń trzeci tom z tej serii, po „Nieszczelnej sieci” i „Punkcie Borkmanna” mamy teraz „Powrót”.

To, poza tajemnicą, ciekawa refleksja nad sytuacją społeczną  człowieka, który od zawsze odstawał od otoczenia. Historia wiecznego outsidera, który nie chciał wchodzić w role, jakie wyznaczało mu środowisko. Leopold Verhaven spędził w więzieniu niemal ćwierć wieku; oskarżony o podwójne zabójstwo nigdy nie przyznał się  do winy, a choć opuścił więzienie, nie udało mu się wrócić do  tzw. normalnego życia.

Makabryczne odkrycie małej dziewczynki uruchamia  śledztwo, które z dnia na dzień staje się bardziej zagmatwane. Tymczasem komisarz Van Veeteren ma raka jelita grubego i musi położyć się w szpitalu. Nasz dzielny policjant niby to rozumie, ale jak pogodzić śledztwo z operacją, zdrowymi nawykami żywieniowymi i rosnącymi wymaganiami lekarzy i pielęgniarek??! Styl życia szwedzkiego policjanta śledczego nie przewiduje w grafiku czegoś takiego!

TU PACZ! „Powrót” polecam z czystym sumieniem. To nie jest wielka książka,  raczej większe opowiadanie, bardziej zaskoczy jednak seria z Barbarottim. „Całkiem inna historia” jest  n a p r a w d ę  całkiem inna niż wydaje się czytelnikom, „Drugie życie pana Roosa”  intryguje niewygodną myślą: jak straszliwie cienka linia oddziela mnie,  zwyczajnego człowieka  który każdego ranka wychodzi do nudnej pracy od tego samego (?) mnie , którego nigdy nie podejrzewałem, że może być kimś takim?

Nesser umie zasiać wątpliwość. A są jeszcze „Samotni” – świetni! A także – tego tytułu nie udało mi się jeszcze dopaść – „Rzeźniczka z Małej Birmy”. Aż mi się ręce trzęsą...

Kiedykolwiek więc stoję w księgarni przed półką z literaturą sensacyjną i widzę wahanie stojącego obok czytelnika, któremu nie może pomóc księgarz (sorry: sprzedawca…) z Empiku – bo jak, bo co? – w ciemno polecam: Nesser.

Nikt dotąd nie złożył na moje ręce reklamacji.

Fot. Sven Paustian

Tagi: 
Do góry