Mali twórcy z kompleksami

15-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Mali twórcy z kompleksami

Grzeją się łącza portalu cgm.pl. Jeden z recenzentów krytycznie skomentował album „Eliminati” Tede, na co artysta odpowiedział po ludzku: „Nie będę tego kurwa czytał, bo sorry nie będę obcował z idiotami”. Recenzowanemu niemal natychmiast odpowiedział recenzowany i bójka gotowa.

Polscy twórcy generalnie tracą zmysły w obliczu słów krytyki, nawet najbledszej. Przekonują się o tym niemal wszyscy, którzy ostro, krytycznie komentują najnowsze dokonania artystki znanej jako Edyta Górniak, od lat bezsilnej wobec własnej fantastycznie zapowiadającej się kariery. Gdy „Kac Wawa” padał pod piłą krytyki, którą zainicjował Tomasz Raczek, autorzy i producenci chały, zamiast pokornie przyjąć krytykę płynącą z widowni, wdali się w publiczne pyskówki polemizując z tymi, którzy „nie zrozumieli lekkości ich dzieła”.

Im większe ego – a w Polsce ego artysty może mieć wielkość Jezusa ze Świebodzina – tym większe bywają kompleksy.

Niedawno moją recenzję filmu „Układ zamknięty” skomentował na Facebooku jego współscenarzysta – Michał S. Pruski, sugerując, że niczego ze scenariusza nie zrozumiałem i oferując zwrot pieniędzy za bilety. Wcześniej ten sam autor zabrał głos na forum portalu Filmweb.pl, pisząc ni to glosę do swojego dzieła, ni to polemikę z internautami. Sugerował widzom, jak powinni odczytywać jego  własny scenariusz i jakie winien on wywołać społeczne/polityczne skutki… Jakbyśmy sami nie umieli dojść do jedynie słusznych wniosków.

Maluczko, a będzie tak, że twórcy zaczną wydawać dzieła wraz z suplementem:

Uprzedzając ewentualną krytykę uprzejmie wyjaśniamy, że w pierwszej scenie (słowach, rozdziale) naszego filmu (piosenki, książki) chodziło nam przedstawienie rozterek głównego bohatera (podmiotu lirycznego) oraz jego licznych związków z rzeczywistością. Wszystkich, którzy nie zrozumieli prosimy o zrozumienie, że i nam się zdarzają błędy oraz o przyjęcie wyjaśnień dotyczących tej sceny (słów, rozdziału), bo nam chodziło o to, żeby jakoś wyszło, a skoro wyszło jak zwykle, to tylko z powodu, że mamy takiego a nie innego widza (słuchacza, czytelnika), któremu trzeba tłumaczyć jak krowie na rowie, bo gdyby to od nas zależało i gdyby ktoś dał nam hajs, to byśmy tworzyli prawdziwe kino (muzykę, literaturę) i mielibyśmy wszystko w dupie, a tak musimy się z wszystkiego i wszystkim tłumaczyć i jeszcze nam państwo nie chce dopłacać, niestety, do twórczości naszej, o.

Żale rapera czy przyblakłej divy, rozterki scenarzysty, krytykowanie recenzentów i polemiki z nimi zabijają istotę komercyjnej sztuki: tworzysz dla publiczności – dajesz dzieło pod ocenę innym – daj im prawo do komentowania – niech broni się sama sztuka, tylko ona. Pracuj nad dziełem tak długo, aż będzie ono ostatecznie skończone i ma ostateczny kształt i wartość, albo nie zabieraj się zań w ogóle.

Wielcy twórcy mają w głębokim poważaniu publiczność i komentarze, bo tworzą dla siebie. Jeśli chcesz, kupujesz ich dzieła – przymusu nie ma. Taki David Bowie musiałby po swojej ostatniej płycie wykupić połowę nakładów w polskiej prasie, żeby sprostać napadom zawiedzionych komentatorów.

Mali twórcy biorą się za polemiki, piszą glosy i rzucają kurwami, gdy ktoś napisze recenzję nie po ich myśli.

Wniosek? Nie oglądaj, nie słuchaj, nie czytaj dzieł małych twórców.

Fot. Materiały prasowe

Do góry