Ja i pępowina łącząca Mars i Wenus

23-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Ja i pępowina łącząca Mars i Wenus

Chcesz przeczytać dobrą książkę? Zajrzyj na nocny stolik swojej kobiety. Ona czyta dobre książki! Więcej powiem – to głównie kobiety w Polsce czytają książki… My jakoś odstajemy, niestety. Czy to więc dziwne, że tym razem wziąłem do ręki prozę zaliczaną do gatunku „kobiecej”? Co też one czytają, te baby…? Taki był pomysł na test. Co z tego wyszło?

Powieści Szwedki Majgull Axelsson są jak policzek. Bolą. Pisane w jakiś rzadko spotykany sposób – nie wszystko jest w nich realne, choć prawie wszystko – prawdziwe. Pozwalają zyskać pewność, że nasza samotność, nasze ucieczki, nasze bezładne szukanie ładu w życiu są doświadczeniem innych. Nie jesteśmy oryginalni, ale przynajmniej nie jesteśmy w tym osamotnieni. Inni mają tak samo, albo zupełnie  inaczej, ale równie niefajnie, jeśli to jest jakieś pocieszenie.

Jeden ze szwedzkich recenzentów napisał, że po lekturze powieści Axelsson świat wygląda inaczej, jest bardziej przyjazny, cieplejszy. I wiesz co? Coś w tym jest. Kończysz czytać i wracasz do siebie. Myślisz – aha! Ufff… Mogło być gorzej!

Najnowsza książka  Axelsson „Pępowina” to cholernie mocna  lekcja. I nie rozumiem, dlaczego mówi się o takich powieściach: literatura kobieca. Kobiety rzeczywiście są tu na pierwszym planie, babka, matka, córka, siostra, zawsze obsadzone w rolach głównych i  zawsze pokiereszowane, odrzucone, niekochane, gnębione, oszukane, jakoś „dotknięte”,  często w pewien szczególny, przewrotny sposób same sobie winne. I choć w czasach politycznej poprawności i wszechobecnego feminizmu nie brzmi to szczególnie poprawnie, to przecież dzwoni gdzieś w głowie taki dzwoneczek – dlaczego nie uciekały, dlaczego...?

Axelsson jest znana polskim czytelniczkom od prawie 20 lat. Opowiada totalnie przejmujące historie, jej książki to prawdziwe mroczne thrillery.  Pierwsza powieść „Droga do piekła”, wydana w 1994 roku, przyniosła  pisarce opinię  jednej z najciekawszych współczesnych na europejskim rynku. „Kwietniowa czarownica” ( 1997) została z kolei bestsellerem, uhonorowana szwedzkim odpowiednikiem Pulitzera – nagrodą Augustpriest i przetłumaczono na dwadzieścia języków.

Fot. Majgul Axelson

 „Pępowina” jest siódma. W Polsce książki 66-letniej Axelsson WAB wydaje w serii z miotłą, poświęconej  twórczości kobiet. To literatura wysokiej próby, powieści ważne, często szokujące, niepozbawione ironii, gwarantują doskonałą lekturę – zapewnia nas wydawca. To prawda, poza ciekawą fabułą zawsze  mówią coś istotnego o nas i naszych czasach. I – uwaga!!! Te powieści piszą kobiety, ale na Boga! nie tylko dla kobiet.  

Po lekturze, niełatwej – fakt, myślę sobie, że gdybyśmy my, faceci, czytali książki naszych kobiet, może łatwiej by było o porozumienie między zasiedlającymi Ziemię obcymi z Marsa i z Wenus?

W „Pępowinie” kobieta budzi się na szpitalnym łóżku. Niewiele pamięta: strasznie padało, powódź, sztorm, wichura, jakiś wypadek? Połamane  drzewa, połamane ręce. Obrazy się mieszają, nakładają na siebie, świadomość płata figle, nie chce pomóc. Odtwarzanie przeszłości trwa mozolnie.

Minna – bo to właściwie jest jej historia – kawałek po kawałku składa obraz. Jest właścicielką restauracji na wzgórzu, sztorm nad miasteczkiem zatrzymał tam kilkoro przypadkowych osób: Ritvę, młodą ambitną dziennikarkę lokalnej gazety, obarczoną mężem alkoholikiem kelnerkę Anette, emerytowanego strażaka Tyrona, sztokholmskie małżeństwo Henrika i Margueritę. Jest Minna, no i jest Sofia, nastoletnia córka Minny. Tylko... dlaczego Sofia w ogóle nie pojawia się w restauracji.  

Moja córka jest na górze, nie lubi tłoku, Sofia nie lubi wychodzić  ze swojego pokoju. Dlaczego Minna tak uporczywie zapewnia towarzystwo o obecności Sofii? Anette wie dużo więcej, mogłaby niejedno opowiedzieć, mogłaby się wreszcie zemścić, powiedzieć całą prawdę… bo coś  tu mocno nie gra… Dlaczego nikt nie widuje Sofii? Co złego stało się w relacjach matki i córki?

Bez wątpienia, „Pępowinę” mogła napisać tylko kobieta! Może nigdy podobnych relacji nie czytałem, bo też nikt wcześniej nie pisał w taki sposób o wszechogarniającym szczęściu  po narodzinach dziecka, o rodzącej się sile miłości, o więzi, o wysiłku wkładanym każdej chwili w budowanie nowego, innego zupełnie życia z nową istotą? Może dlatego, że jestem za przeproszeniem: mężczyzną, tak trudno mi ten stan zrozumieć?

TU PACZ! „Pępowina” to powieść o miłości bezwzględnej, bezwarunkowej, o kochaniu własnego  dziecka. I to także powieść o braku miłości, o próbie rekompensaty za to, czego samemu nigdy się nie doświadczyło. Ale czy miłość dawana w nadmiarze, na zapas, może zabić? Czy fakt, że nie było się kochanym na zawsze piętnuje i kaleczy, chociaż pamiętamy to jak przez mgłę?

W  „Pępowinie” krzyżuje się kilka historii i każdy tu jest zraniony, każdemu brakuje czegoś, co mogłoby nadać sens dalszej egzystencji. Goście Minny, schwytani w sztormową pułapkę, czekają na pomoc służb ratowniczych, ale tak naprawdę nie idzie o ratowanie z powodzi.

Powstała więc strasznie smutna książka, a jednak ostatnie słowa brzmią: Życie. Do przeżycia.

Tak, kobiece pisanie bywa dobre dla facetów. Całe 539 stron dla facetów, którzy nie zgubili jeszcze resztek wrażliwości.

Zajrzyj częściej na kobiecą półkę. Spotkasz tam mądre książki.

Tagi: 
Do góry