Dostanę kota z tym kotem!

26-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Dostanę kota z tym kotem!

Biegania jest tyle, że nie ma kiedy taczki załadować. Wcale nie przesadzam. A liczyłem na spokojną starość… ;-) I liczyłem na spokojny długi weekend… A tu koniec świata!

Życie poza korporacją mija sennie, dopóki ci nie przypomną, że trzeba wstawać, zarabiać na życie i zdobywać kontrakty, co nie jest przyjemnym zajęciem, gdy nie masz w sobie żyłki ani pasji akwizytora. Ale do przodu trzeba iść – z żywymi… po przelewy sięgać nowe… Był taki wiersz, czy coś pokręciłem?

Dzisiaj będzie krótko i nie na temat. Albo może wręcz: NA TEMAT. Szczególny dla mnie.

Wszyscy tu wiedzą o mojej dozgonnej i nieodwzajemnionej miłości do kotów, a szczególnie jednego, któremu chciałem dać na imię Nienawiść. Na szczęście nasze wspólne pożycie – okupacja mojego domu przez kota-tyrana o kocich manierach i wyglądzie niewinnego esesmana – zostało już dawno skasowane w pamięci (mojej i kota), co chyba i lepiej, gdyż urazów nie powinno się nosić zbyt długo. Ja wybaczyłem jemu, on wybaczył mnie, nie ma sprawy.

Ale jednak jest! Gdyż ponieważ chcą mi rzeczonego kota wręczyć na caaaaały dłuuuuugi weekend! Ponownie! Tak się wam razem świetnie mieszkało, tak zgodnie, tak miło, wytrzymasz z nim…

Help! Aiuto! Czy jest jakiś sposób, żeby:

a. wymigać się od przejęcia kota na tymczasową własność

b. zahibernować dziada na tydzień, jeśli już trzeba go będzie przejąć

c. zamknąć go w pokoju obok, ale tak, żeby nie miauczał i nie drapał

d. wpuścić wnętrze i osobowość kota, ale jego sierść, pazury oraz wredotę zostawić za drzwiami

e. zabezpieczyć nogi przed napadem pazurów

f.  zabezpieczyć łóżko, zwłaszcza MOJĄ poduszkę, żeby się nie pchał w nocy

g. otwierać okno pod jego obecność

h. otwierać drzwi bez strachu, że toto zwieje

i.  jeść śniadanie SAMEMU, bez kota na stole

j.  nie mieć wyrzutów sumienia z powodu pozostawienia go zamkniętego w toalecie

k. oddać tyrana właścicielom w stanie nienaruszonym

l. nie zwariować

m. przeżyć?

Uwielbiam koty. Na fotografii. Są piękne, zmysłowe i chce się je mieć…

Te czaiły się w Alberobello…

Fot. kot3

A ten kiwał na mnie głową w Montepulciano…

Fot. kot2

Czy naprawdę nie mogłoby to wystarczyć??? Czy naprawdę TEN kot nie mógłby czynnie zaprotestować przed powrotem w moje przyjazne, gościnne, ciepłe, żywo reagujące progi?

Dlaczego obowiązuje ta durna zasada, że przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, skoro wiadomo, że koty naszych przyjaciół są od zawsze i na wieki naszymi wrogami???

Do góry